Na 1-go Maja jest zawsze wielu ludzi – tutaj znajduje się poczta główna, centralny dom bytu, centrum diagnostyki i mnóstwo różnych sklepów. Miejsce, gdzie frontowcy rozmieścili swoje pikiety leży akurat naprzeciw gmachu miejskiego komitetu wykonawczego.
Ryhor Kastusiou zaznaczył, że pikiety zostały zorganizowane nie tylko w celu zebrania podpisów:
„Postanowiliśmy zorganizować taką mega-pikietę właśnie obok komitetu wykonawczego, żeby pokazać i władzom i mieszkańcom, że biało-czerwono-biała flaga żyje. Symbole narodowe nigdzie się nie podziały – one żyją. Młode pokolenie, które dorosło za Łukaszenki, nie wie, czym jest biało-czerwono-biały sztandar. Tłumaczymy im to. Ten sztandar staje się coraz bardziej popularny. Odnawia się szacunek do niego. Jeżeli tak się złoży, że Łukaszenka pozostanie przy władzy, to, rzecz jasna, nie będziemy mieli takich publicznych możliwości. Kiedy jeszcze w Mohylewie, na centralnej ulice, można będzie zobaczyć dziesiątki naszych flag? Pokazujemy, że jest partia BFN, jest kandydat z tej partii, i jest biało-czerwono-biała flaga.”
Milicji na miejscu prowadzenia dużej frontowej pikiety nie było. Jednak człowiek w cywilnym ubraniu z daleka filmował pikietujących.
Ostatni raz pikiety na ulicy 1-go Maja odbyły się w 2001 roku. Za ich pomocą aktywiści przypominali mieszkańcom Mohylewa o zaginionych na Białorusi politykach. Pikiety te były wówczas tłumione.
23 października 2010, 17:27, Radio Svaboda
Zdjęcia z pikiety oraz artykuł można znaleźć tutaj
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz