niedziela, 8 stycznia 2012

Podsumowanie roku: więźniowie polityczni


Dlaczego 2011 rok obfitował w tak dużą liczbę więźniów politycznych? Jak fakt ten wpłynął na białoruskie społeczeństwo? Czy w rozpoczynającym się roku wyjdą na wolność wszyscy więźniowie polityczni?

Na te pytania starają się odpowiedzieć: Przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleh Hulak, Redaktor naczelna gazety „Narodnaja Wola” Swiatłana Kalinkina oraz obrończyni praw człowieka Daria Katkouskaja.

Po co władzy więźniowie polityczni?

J. Drakachrust: Dziesiątki więźniów politycznych, tortury w aresztach oraz rewizje – tak wyglądała rzeczywistość społeczna w 2011 roku. Nieznaczną, liberalną odwilż zatrzymały polityczne mrozy, które utrzymują się do dziś. W przeszłości odbywały się nie mniej poważne akcje protestu, którym towarzyszyły równie brutalne starcia z organami bezpieczeństwa. Jednak represji na taką skalę, takiej liczby więźniów politycznych na Białorusi nie było nigdy. Z jakiego właściwie powodu? Już 20 grudnia 2010 roku na Plac wyszło kilkadziesiąt osób.  

Do tego należy dołączyć poprawki zaostrzające przepisy prawne, rozszerzające zakres uprawnień służb specjalnych, zawężające granice wolności słowa i delegalizujące, w praktyce, pomoc zagraniczną przekazywaną na działalność społeczno-polityczną.

Lecz po co represjonować, skoro nie ma szczególnie dużego sprzeciwu?

Kalinkina: Oczywiście władza ruszała do wyborów prezydenckich z nadzieją na mniej lub bardziej czyste zwycięstwo Łukaszenki, jednak nadzieje te okazały się płonne. Myślę, że władza dobrze wie o dzisiejszych nastrojach społeczeństwa, dlatego postawiła na brutalne rozprawienie się z akcjami protestów i zastraszenie obywateli. Wszystko to, co później się odbywało, te wszystkie arabskie rewolucje, ludzie wychodzący na ulice, zapędziło białoruskie władze w ślepy róg, ponieważ nie potrafią one prowadzić dialogu z ludźmi. Sądzę, że dało się odczuć fakt, że reżim Łukaszenki nie ma już poparcia rzędu 70-80%, a ostatnie badania opinii publicznej dowodzą, że nie popiera go już nawet połowa społeczeństwa. Pojawiła się kwestia tego co robić, gdy się nie ma poparcia, u nas zadecydowano: zastraszyć, zamknąć itd.

Hulak: To wynik tego, że nie ma tradycji dialogu. I te tradycje nie mogły się wykształcić ponieważ kraj zbyt długo pozostaje w izolacji. W efekcie mamy na Białorusi sytuację braku dialogu wewnętrznego i zewnętrznego, co jeszcze pogłębia represje. Dla Rosji wygodnym jest, żeby Białoruś nie zdołała odbudować, w miarę normalnych, stosunków ze zjednoczoną Europą. Dlatego również z tej strony pojawiły się zachęty do takiego postępowania. Mamy obecnie wyjątkowo skomplikowaną sytuację, w której póki co nie widać perspektyw.

Katkouskaja: Po pierwsze, prowadzi to do bezkarności: Europa nie może nic zrobić, by zmienić istniejącą sytuację. Nie może powstrzymać nawet dużo bardziej krwawych wydarzeń, jak na przykład pacyfikacja naftowców w Kazachstanie. Po drugie, tu występuje jeszcze czynnik psychologiczny. Władza zna nastroje społeczeństwa. Podczas milczących protestów, nawet gdy towarzyszyły im aresztowania, ludzie nie bali się i wychodzili na ulicę. Takich osób jest teraz niewiele, jednak nawet gdy nieduża grupa ludzi pokazuje, że się nie obawia, może to znaczyć, że liczba ta może wzrosnąć. Wierzę, że pojawi się efekt lawiny.

W jakim stopniu kwestia więźniów politycznych jest ważna dla społeczeństwa?

J. Drakachrust: Jaki wpływ na społeczeństwo wywarła tak duża liczba więźniów politycznych: w jakim stopniu wzmocniła strach, a w jakim solidarność? W rozmowach Zachodu z Mińskiem kwestia więźniów politycznych na Białorusi zajmuje, faktycznie, miejsce centralne. Na ile jest ona ważna dla samego białoruskiego społeczeństwa?

Katkouskaja: Niestety, muszę stwierdzić, że teraz, gdy nie ma już takich poważnych starć jak w grudniu 2010-styczniu 2011 roku, społeczeństwo zajmuje się samo sobą. Jest rozbite na trzy części: 1) „Piąta kolumna”, „Trzeci sektor” – nieduża, ale bardzo aktywna i solidarna. 2) Władza i nomenklatura. 3) Reszta społeczeństwa, zainteresowana wyłącznie sytuacją ekonomiczną, którą niewiele obchodzi los więźniów politycznych. Niedawno na stronie „Naszej Niwy” zamieszczona była ankieta. Pytano w niej o nazwiska kandydatów, którzy brali udział w ostatnich wyborach prezydenckich. Odpowiedzi były zaskakujące. Niektórzy nie wskazali nawet Aleksandra Łukaszenki! Ci ludzie funkcjonują poza życiem politycznym. Jeżeli mówimy o społeczeństwie w szerokim sensie, to nie zauważam żadnej troski związanej z tym tematem.

Hulak: Kwestia bezprawnych aresztowań, różnego rodzaju nacisków na społeczeństwo ze strony organów bezpieczeństwa, jest teraz bardzo aktualna, obserwujemy niski poziom zaufania dla systemu sądownictwa, milicji i innych organów. Jednak sam fakt tego, że ktoś stał się ofiarą bezprawnego działania, rzadko przekłada się na poczucie solidarności. Gdyby ludzie zrozumieli, że ktoś ucierpiał dlatego, że walczył za innych, wtedy mogłoby to mieć odbicie w jakimś poczuciu solidarności.

Jednak więźniowie polityczni nie są na razie postrzegani przez społeczeństwo jako ludzie, którzy o nie walczą, możemy wszak zaobserwować, że notowania opozycji również są niewysokie. Więźniowie polityczni – to zjawisko, z którego korzystają obie strony współczesnej Białorusi. Władza może zręcznie handlować więźniami politycznymi, jak również marginalizować ruchy opozycyjne. Opozycja, która nie posiada szczególnego poparcia społecznego, ugina się pod represjami, nie rozbudza poczucia solidarności. Z kolei dla środowisk walczących z systemem, obecność w kraju więźniów politycznych jest najlepszym dowodem na niedemokratyczny charakter reżimu, co pozwala apelować o międzynarodowe wsparcie. Takie rozgrywki są szkodliwe dla pozostałych obywateli, którzy chcieliby spokojnie żyć i rozwijać się.

Kalinkina: Zgadzam się ze stwierdzeniem, że oponenci Łukaszenki w naszym społeczeństwie, postrzegani są przez zwykłych ludzi, jako coś obcego. Gdzieś tam odbywa się walka o władzę, a póki jest ona niepotrzebna zwykłemu człowiekowi, to jest on co najwyżej obserwatorem, a najczęściej w ogóle nie jest nią zainteresowany. Ogólnie, wiele osób uważa, że nie dzieje się dobrze, ale nie wie co można z tym zrobić, jak to zmienić. Z jednej strony, ci, którzy są zainteresowani współczują więźniom politycznym, ale jednocześnie nie wiedzą jak tę sytuację można zmienić. Jest też spora część społeczeństwa, która myśli: no tak, ludzie walczą o władzę, to niech walczą, niech będą ofiary, a ja nie mam z tym nic wspólnego. Duża część społeczeństwa postawiła się w opozycji zarówno wobec władzy, jak też jej oponentów skupionych w partiach politycznych. Tym właśnie można tłumaczyć obecną sytuację.

Dlaczego zaczęto stosować tortury wobec więźniów politycznych?

J. Drakachrust: Następne pytanie dotyczy warunków przetrzymywania więźniów politycznych. Tacy więźniowie byli na Białorusi już wcześniej i w ich wspomnieniach życie za kratami nigdy nie było usłane różami, jednak wcześniej nikt nie wspominał o stosowaniu tortur. A obecnie wielu z nich, jeśli nie wszyscy, o tym mówią. Dlaczego? Kiedy to się zaczęło? Swiatłana Kalinkina, swego czasu, napisała głośny artykuł mówiący o zwykłym człowieku, który trafił w tryby maszyny sądowniczej i przeszedł przez piekło tortur. Może to jest właśnie zwyczajna praktyka obchodzenia się z więźniami, rozszerzona teraz na „politycznych”?

Kalinkina: Nie wykluczam tego, ale naprawdę wcześniej, gdy człowiek miał jakąś pozycję, zwracał na siebie uwagę mediów, obowiązywały wybrane metody śledztwa. W 2011 roku nie było żadnych ograniczeń. Było takie poczucie, że system karny otrzymał carte blanche. A to, co dzieje się teraz, kiedy skończyły się zarówno śledztwa jak i rozprawy sądowe, ten nacisk na Daszkiewicza, Sannikaua, Statkiewicza, to jest skandaliczna sytuacja. Co by nie mówić, zawsze do oskarżonych i osadzonych dopuszczano adwokatów. Teraz białoruska władza przekroczyła te granice.

J. Drakachrust: Aleh, według Pana, dlaczego władza jest tak uparta w stosunku do Sannikaua, Statkiewicza i Daszkiewicza? Doszło do precedensu z Kazulinem. Wszyscy mówili, że Łukaszenka go nie wypuści, a jak wiemy, jednak to zrobił i to prawdopodobnie bez prośby o ułaskawienie. A propos, również ubiegłego lata, kilku więźniów zostało uwolnionych nie zwracając się o to. A jednak na ostatniej konferencji prasowej Łukaszenka powiedział „jeśli napiszą – wtedy pomyślę”…

Hulak: Mam wrażenie, że taka atmosfera wokół tych ułaskawień wytworzyła się teraz dlatego, bo dzisiaj nie udaje się nawet handel więźniami politycznymi. Nasze władze nie mają motywacji do wypuszczania tych ludzi, pozostała tylko psychologiczna chęć zwycięstwa, a do tego potrzebna jest ich skrucha. Trudno jest oceniać, gdy musimy analizować nie procesy prawne a wyłącznie subiektywne odczucia.

Oczywiście, informacja o metodach obchodzenia się z osadzonymi jest straszna. Problem w tym, że nie możemy jej zweryfikować, dlatego istnieje domniemane zaufanie dla ofiar, zadaniem władzy jest natomiast pokazanie, że to nie jest tak. Według mnie, odpowiednie służby powinny wprowadzić więcej jawności, dopuścić ambasadorów i to byłoby najlepszym dowodem na to, że jest inaczej niż w skargach. Niestety, tego nie ma.

Katkouskaja: Uważam, że w ogólnym zarysie, sytuacja się zmieniła, po prostu wcześniej o tym nie wiedzieliśmy. W 2005 roku pracowałam w prokuraturze, tam uważano, że są pewne miejsca, takie jak milicja czy zakłady karne, w których mogły zdarzać się przypadki tortur. A właśnie prokuraturę czy organy KGB uważano za stojące wyżej, gdzie nie dopuszcza się przypadków stosowania takich praktyk. Dziś ta granica się zatarła. Wszystkie organy bezpieczeństwa zaczęły wykorzystywać takie metody. Wcześniej istniało poczucie, że władza stwarza pozory państwa prawa, trzymano się procedur przewidzianych w prawodawstwie. Ciągle nie mogę się nadziwić, że podczas gdy od niektórych więźniów politycznych wymuszono prośby o ułaskawienie, to nawet wówczas procedura nie była wykonywana zgodnie z obowiązującym prawem. Takie represje mają miejsce nawet w dziedzinie prawa.

Czy w 2012 roku więźniowie polityczni wyjdą na wolność?

J. Dakachrust: Jaka jest państwa prognoza na najbliższy rok, czy więźniowie polityczni opuszczą zakłady w 2012 roku? Czy pozostaną jednak za kratami? A może ich liczba jeszcze wzrośnie?

Katkouskaja: Wcześniej przewidywałam, że kandydaci nie opuszczą więzienia do Nowego Roku, chociaż mój pogląd mało kto podzielał. Również teraz jest mi przykro to mówić, ale nie wierzę, że w ciągu najbliższego roku tacy ludzie Sannikau, Statkiewicz, Daszkiewicz, Bialacki czy Bandarenka, wyjdą na wolność.

Kalinkina: Ja nadal wierzę, że oni wyjdą na wolność, ponieważ po ostatnich wyborach prezydenckich Łukaszenka znalazł się pod ścianą i ma niewielkie pole manewru. Rosja trochę tę ścianę odsunęła, ale ona nigdzie nie zniknęła. Dla Rosji, dla Chin, ważnym jest by Białoruś utrzymywała dobre stosunki z Europą, ponieważ jest ona swoistą „strefą tranzytu” między nimi i Zachodem. Sama Rosja nie jest gotowa by postawić ścianę między sobą a Europą. Wiele będzie zależeć od tego jak będą się rozwijać wydarzenia w Rosji, jak przebiegną wybory i co się stanie po nich, ale w każdym przypadku prezydent Białorusi będzie potrzebował jakiegoś pola manewru, będzie próbował pozbyć się pełnej zależności od Wschodu. A uwolnienie więźniów politycznych jest pierwszym krokiem jaki może zrobić.

Hulak: Dla białoruskiego społeczeństwa najważniejsze jest by ci ludzie byli na wolności, żeby mogli rozwijać stosunki międzynarodowe, a także budować je wewnątrz kraju. Sądzę, że władze zdają sobie z tego sprawę. Jak szybko się to stanie? Dopóki logika barykady dominuje w głowach, to jestem pesymistą. Po ludzku mam nadzieję, że ten problem zostanie rozwiązany.  

6 stycznia 2012, 23:10, Jury Drakachrust

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Chmura znaczników pod hasłem Białoruś

Postanowiliśmy zaingurować nowy, 2012, rok, specjalnym, autorskim, tekstem, będącym jednocześnie zapowiedzią nowego przedsięwzięcia, które ujrzy światło dzienne w najbliższym czasie. 

Autorem tekstu pt. "Chmura znaczników pod hasłem Białoruś" jest Vital Voranau, natomiast pierwszymi jego słuchaczami byli uczestnicy białoruskiej edycji "Spotkań ze Wschodem", w listopadzie zeszłego roku w Poznaniu. 

Zapraszamy do zapoznania się z publikacją, oraz pilne śledzenie naszych kolejnych kroków:)
Zespół Białoruś2010


Chmura znaczników pod hasłem Białoruś

Mickiewicz, traktor „Biełaruś, kołchoz, Łukaszenka, „Grodno”, tania wódka, dziewczyny na wysokich obcasach, lodówka „Mińsk”, kresy, dyktatura, Kościuszko”, „Czarnobyl”... Tak dziś wygląda niewielka, ale w znacznej mierze radioaktywna chmura tagów z hasłem Białoruś po środku.

Chmura znaczników to hasła-linki ułożone w kształcie obłoków, a wielkość tych linków zależy od ważności lub popularności danego znacznika. Jeśli weźmiemy pod uwagę mapę prognozy pogody na dziś lub na najbliższy tydzień, zobaczymy że nad terytorium Republiki Białoruś rozciągneły się duże czarne chmury z napisem „Łukaszenka”, „dyktatura”, i tylko tu i ówdzie, czekają nas pewne przejaśnienia. Ci nieliczni, którzy trafiają na Białoruś przyjeżdzając z innych państw niewątpliwie dodadzą do swojej listy znaczników hasła: „dobre drogi”, „słodzone mleko”, „czarny chleb”, „czyste ulice”, „czekoladowe cukierki”, „zaorane pola”, „komuna”. Powiem więcej, ci bardziej zmęczeni życiem w kapitalizmie i krytycznie nastawieni wobec państw rodzimych, ponadto dodadzą też znacznik: „nie jest tak źle jak mówią”. Jest to jednak dosyć niebezpieczna, i zapewne nie jedyna pułapka, czyhająca na zagranicznego gościa.




Otóż jak wytłumaczyć współczesnemu człowiekowi rozmaite białoruskie anomalia pogodowe? Na przykład to, że prezydent Białorusi tępi język białoruski, że ulice miast sławią imiona ludzi związanych z mordem setek tysięcy naszych dziadów i pradziadów, że na terenach skażonych strontem i cezem uprawia się żyto, które później przeoblicza się w ciało i krew białoruskich rodzin, że jadąc fragmentem stołecznej obwodnicy jedziemy po trupach. Jak wyłumaczyć wiele innych kataklizmów występujących na terenie państwa Białoruś? Z drugiej strony żyjemy w świecie ponowoczesności, w realiach natłoku ogromnej ilości faktów docierających z różnych zakątków świata. Uproszczenia są więc często jedynym możliwym skrótem, na drodze przyswojenia informacji. Nasze otoczenie znamy często wyłącznie z przyspieszonej animacji z napisem „bez komentarza”, w okamgnieniu przefruwające deszcze, migające światła samochodów, ulice i tłumy ludzi podobne do mrowisk, trzęsienia ziemi i tsunami utrwalone w parusekundowym fleszu, początki i końce, czasem ze środkiem, ale już bez wypełnienia... Co począć jednak tym którzy szukają właśnie tego wypełnienia, a nie ogólnych koordynatów? Najpierw należałoby pójść wszerz i dodać do naszej listy nowe znaczniki, dajmy na to: „Jan Barszczewski”, „Wielkie Księstwo Litewskie”, „placki ziemniaczane”, „Polesie”, „Vasil Bykau”, „Moniuszko”, „Jazep Drazdovicz”, „zamki Radziwiłów”, „kurhany”, „drewniane chaty”, „Dniepr” i „Dźwina”, „Puszcza Białowieska”, „Ludzie z bagien”, „Pogoń”, „Bitwa pod Orszą”, „Połock” i „Barowliany”. Białoruskie niebo, to wszak obraz wielce charakterystyczny, przedstawiający duże spiętrzone, pojedyncze i oddzielone od siebie białe obłoki, po kres wypełniające błękitny horyzont zlewający się z płaskim, lub lekko pagórkowatym zielonym pastwiskiem.

Jeśli wrócić do terminologii komputerowej, to po kliknięciu na taki obłok zbliżamy się do niego by zdać sobie sprawę, że ten kryje w sobie tysiące mniejszych obłoków, odcieni i linii. I tylko wówczas nasza droga przechodzi z płaszczyzny „wszerz” do wymiaru „w głąb”. Dopiero wtedy, napotykając mapę pełną skrzyżowań i rozgałęzień,  dowiadujemy się, że Wielkie Księstwo Litewskie to nie to samo co dzisiejsza Litwa, że placki ziemniaczane jemy z kwaśną śmietaną, a nie cukrem, że w zamkach Radziwiłów nadal żyją czarne panny, że rzeka Dźwina płynie przez starodawne miasto Połock, że ludzie z Bagien to ludzie z Polesia, a dzieci w Borowlianach pod Mińskiem nie przyjechały tam na wakacje... Bo prawdziwie białoruskie niebo mieni się chmarą znaczących znaczników.   
Vital Voranau 

Tekst wygłoszony podczas "Spotkania ze Wschodem", 7 listopada 2011 roku w Poznaniu

Kopiowanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora zabronione.