Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bialorus. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bialorus. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 30 lipca 2013

Wielkie Księstwo Białoruś we Wrocławiu

Zapraszamy na kolejną prezentację "Wielkiego Księstwa Białoruś". Tym razem spotkanie odbędzie się 7 sierpnia o godzinie 19:00 w Kawiarni Literatka (Rynek 56/57) we Wrocławiu. 

"Wielkie Księstwo Białoruś" to Wybór prozy z lat 2003-2013 stanowi ironiczną opowieść o współczesnej Białorusi, sąsiedzkich stosunkach i historii. Pisarz mistrzowsko demaskuje mity powstałe wokół Białorusi i jej miejsca w Europie. „Wielkie Księstwo Białoruś” to wielowymiarowa i uniwersalna opowieść. Książkę zdobią ilustracje białoruskiego malarza Włodzimierza Bludnika.

Organizatorem spotkania jest Białoruskie Kulturalno-Naukowe Centrum w Poznaniu.

Link do wydarzenia na Facebooku znajduje się tutaj

niedziela, 2 września 2012

Wybory 2012

23 września 2012 roku na Białorusi odbędą się wybory parlamentarne.

W związku z tym, wszystkich zainteresowanych kampanią wyborczą i samymi wyborami, zapraszamy na Eastbooka gdzie poprowadzimy cotygodniowy przegląd najważniejszych wydarzeń.

Start już w najbliższą środę, 5 września.

Odsyłacze do nowych postów znajdą się także Białoruś2010 i naszym profilu na facebooku :)

Zachęcamy zatem do śledzenia naszych relacji, a na razie polecamy poświęcić chwilę współczesnej białoruskiej literaturze - kolejne opowiadanie V. Voranaua można przeczytać tutaj

czwartek, 23 lutego 2012

„Hasło: Białoruś” – blog białoruskiego pisarza w języku polskim

Dziś prezentujemy zapowiadane na początku roku przedsięwzięcie, które może stać się dobrym uzupełnieniem wiedzy o współczesnej Białorusi:

Od 21 lutego 2012 roku każdy Polak zainteresowany nie tylko białoruską polityką, ale także literaturą (czy szerzej – kulturą), ma szanse zapoznać się za pośrednictwem internetu z twórczością białoruskiego pisarza, tłumacza i publicysty Vitala Voranaua.

Blog „Hasło Białoruś” jest próbą dotarcia do szerszego koła czytelników za pośrednictwem lingua-franca Europy Środkowo-Wschodniej jakim jest język polski. Teksty publikowane na blogu zostały pierwotnie napisane w języku polskim, lub przetłumaczone z języka oryginału. Tematyka publikacji często związana jest z Białorusią, jednak świadomie umieszczona w szerszym, ogólnym kontekście, zrozumiałym dla osób nie znających tego kraju.

Zapraszamy do zapoznania się ze stroną: haslo-bialorus

niedziela, 8 stycznia 2012

Podsumowanie roku: więźniowie polityczni


Dlaczego 2011 rok obfitował w tak dużą liczbę więźniów politycznych? Jak fakt ten wpłynął na białoruskie społeczeństwo? Czy w rozpoczynającym się roku wyjdą na wolność wszyscy więźniowie polityczni?

Na te pytania starają się odpowiedzieć: Przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleh Hulak, Redaktor naczelna gazety „Narodnaja Wola” Swiatłana Kalinkina oraz obrończyni praw człowieka Daria Katkouskaja.

Po co władzy więźniowie polityczni?

J. Drakachrust: Dziesiątki więźniów politycznych, tortury w aresztach oraz rewizje – tak wyglądała rzeczywistość społeczna w 2011 roku. Nieznaczną, liberalną odwilż zatrzymały polityczne mrozy, które utrzymują się do dziś. W przeszłości odbywały się nie mniej poważne akcje protestu, którym towarzyszyły równie brutalne starcia z organami bezpieczeństwa. Jednak represji na taką skalę, takiej liczby więźniów politycznych na Białorusi nie było nigdy. Z jakiego właściwie powodu? Już 20 grudnia 2010 roku na Plac wyszło kilkadziesiąt osób.  

Do tego należy dołączyć poprawki zaostrzające przepisy prawne, rozszerzające zakres uprawnień służb specjalnych, zawężające granice wolności słowa i delegalizujące, w praktyce, pomoc zagraniczną przekazywaną na działalność społeczno-polityczną.

Lecz po co represjonować, skoro nie ma szczególnie dużego sprzeciwu?

Kalinkina: Oczywiście władza ruszała do wyborów prezydenckich z nadzieją na mniej lub bardziej czyste zwycięstwo Łukaszenki, jednak nadzieje te okazały się płonne. Myślę, że władza dobrze wie o dzisiejszych nastrojach społeczeństwa, dlatego postawiła na brutalne rozprawienie się z akcjami protestów i zastraszenie obywateli. Wszystko to, co później się odbywało, te wszystkie arabskie rewolucje, ludzie wychodzący na ulice, zapędziło białoruskie władze w ślepy róg, ponieważ nie potrafią one prowadzić dialogu z ludźmi. Sądzę, że dało się odczuć fakt, że reżim Łukaszenki nie ma już poparcia rzędu 70-80%, a ostatnie badania opinii publicznej dowodzą, że nie popiera go już nawet połowa społeczeństwa. Pojawiła się kwestia tego co robić, gdy się nie ma poparcia, u nas zadecydowano: zastraszyć, zamknąć itd.

Hulak: To wynik tego, że nie ma tradycji dialogu. I te tradycje nie mogły się wykształcić ponieważ kraj zbyt długo pozostaje w izolacji. W efekcie mamy na Białorusi sytuację braku dialogu wewnętrznego i zewnętrznego, co jeszcze pogłębia represje. Dla Rosji wygodnym jest, żeby Białoruś nie zdołała odbudować, w miarę normalnych, stosunków ze zjednoczoną Europą. Dlatego również z tej strony pojawiły się zachęty do takiego postępowania. Mamy obecnie wyjątkowo skomplikowaną sytuację, w której póki co nie widać perspektyw.

Katkouskaja: Po pierwsze, prowadzi to do bezkarności: Europa nie może nic zrobić, by zmienić istniejącą sytuację. Nie może powstrzymać nawet dużo bardziej krwawych wydarzeń, jak na przykład pacyfikacja naftowców w Kazachstanie. Po drugie, tu występuje jeszcze czynnik psychologiczny. Władza zna nastroje społeczeństwa. Podczas milczących protestów, nawet gdy towarzyszyły im aresztowania, ludzie nie bali się i wychodzili na ulicę. Takich osób jest teraz niewiele, jednak nawet gdy nieduża grupa ludzi pokazuje, że się nie obawia, może to znaczyć, że liczba ta może wzrosnąć. Wierzę, że pojawi się efekt lawiny.

W jakim stopniu kwestia więźniów politycznych jest ważna dla społeczeństwa?

J. Drakachrust: Jaki wpływ na społeczeństwo wywarła tak duża liczba więźniów politycznych: w jakim stopniu wzmocniła strach, a w jakim solidarność? W rozmowach Zachodu z Mińskiem kwestia więźniów politycznych na Białorusi zajmuje, faktycznie, miejsce centralne. Na ile jest ona ważna dla samego białoruskiego społeczeństwa?

Katkouskaja: Niestety, muszę stwierdzić, że teraz, gdy nie ma już takich poważnych starć jak w grudniu 2010-styczniu 2011 roku, społeczeństwo zajmuje się samo sobą. Jest rozbite na trzy części: 1) „Piąta kolumna”, „Trzeci sektor” – nieduża, ale bardzo aktywna i solidarna. 2) Władza i nomenklatura. 3) Reszta społeczeństwa, zainteresowana wyłącznie sytuacją ekonomiczną, którą niewiele obchodzi los więźniów politycznych. Niedawno na stronie „Naszej Niwy” zamieszczona była ankieta. Pytano w niej o nazwiska kandydatów, którzy brali udział w ostatnich wyborach prezydenckich. Odpowiedzi były zaskakujące. Niektórzy nie wskazali nawet Aleksandra Łukaszenki! Ci ludzie funkcjonują poza życiem politycznym. Jeżeli mówimy o społeczeństwie w szerokim sensie, to nie zauważam żadnej troski związanej z tym tematem.

Hulak: Kwestia bezprawnych aresztowań, różnego rodzaju nacisków na społeczeństwo ze strony organów bezpieczeństwa, jest teraz bardzo aktualna, obserwujemy niski poziom zaufania dla systemu sądownictwa, milicji i innych organów. Jednak sam fakt tego, że ktoś stał się ofiarą bezprawnego działania, rzadko przekłada się na poczucie solidarności. Gdyby ludzie zrozumieli, że ktoś ucierpiał dlatego, że walczył za innych, wtedy mogłoby to mieć odbicie w jakimś poczuciu solidarności.

Jednak więźniowie polityczni nie są na razie postrzegani przez społeczeństwo jako ludzie, którzy o nie walczą, możemy wszak zaobserwować, że notowania opozycji również są niewysokie. Więźniowie polityczni – to zjawisko, z którego korzystają obie strony współczesnej Białorusi. Władza może zręcznie handlować więźniami politycznymi, jak również marginalizować ruchy opozycyjne. Opozycja, która nie posiada szczególnego poparcia społecznego, ugina się pod represjami, nie rozbudza poczucia solidarności. Z kolei dla środowisk walczących z systemem, obecność w kraju więźniów politycznych jest najlepszym dowodem na niedemokratyczny charakter reżimu, co pozwala apelować o międzynarodowe wsparcie. Takie rozgrywki są szkodliwe dla pozostałych obywateli, którzy chcieliby spokojnie żyć i rozwijać się.

Kalinkina: Zgadzam się ze stwierdzeniem, że oponenci Łukaszenki w naszym społeczeństwie, postrzegani są przez zwykłych ludzi, jako coś obcego. Gdzieś tam odbywa się walka o władzę, a póki jest ona niepotrzebna zwykłemu człowiekowi, to jest on co najwyżej obserwatorem, a najczęściej w ogóle nie jest nią zainteresowany. Ogólnie, wiele osób uważa, że nie dzieje się dobrze, ale nie wie co można z tym zrobić, jak to zmienić. Z jednej strony, ci, którzy są zainteresowani współczują więźniom politycznym, ale jednocześnie nie wiedzą jak tę sytuację można zmienić. Jest też spora część społeczeństwa, która myśli: no tak, ludzie walczą o władzę, to niech walczą, niech będą ofiary, a ja nie mam z tym nic wspólnego. Duża część społeczeństwa postawiła się w opozycji zarówno wobec władzy, jak też jej oponentów skupionych w partiach politycznych. Tym właśnie można tłumaczyć obecną sytuację.

Dlaczego zaczęto stosować tortury wobec więźniów politycznych?

J. Drakachrust: Następne pytanie dotyczy warunków przetrzymywania więźniów politycznych. Tacy więźniowie byli na Białorusi już wcześniej i w ich wspomnieniach życie za kratami nigdy nie było usłane różami, jednak wcześniej nikt nie wspominał o stosowaniu tortur. A obecnie wielu z nich, jeśli nie wszyscy, o tym mówią. Dlaczego? Kiedy to się zaczęło? Swiatłana Kalinkina, swego czasu, napisała głośny artykuł mówiący o zwykłym człowieku, który trafił w tryby maszyny sądowniczej i przeszedł przez piekło tortur. Może to jest właśnie zwyczajna praktyka obchodzenia się z więźniami, rozszerzona teraz na „politycznych”?

Kalinkina: Nie wykluczam tego, ale naprawdę wcześniej, gdy człowiek miał jakąś pozycję, zwracał na siebie uwagę mediów, obowiązywały wybrane metody śledztwa. W 2011 roku nie było żadnych ograniczeń. Było takie poczucie, że system karny otrzymał carte blanche. A to, co dzieje się teraz, kiedy skończyły się zarówno śledztwa jak i rozprawy sądowe, ten nacisk na Daszkiewicza, Sannikaua, Statkiewicza, to jest skandaliczna sytuacja. Co by nie mówić, zawsze do oskarżonych i osadzonych dopuszczano adwokatów. Teraz białoruska władza przekroczyła te granice.

J. Drakachrust: Aleh, według Pana, dlaczego władza jest tak uparta w stosunku do Sannikaua, Statkiewicza i Daszkiewicza? Doszło do precedensu z Kazulinem. Wszyscy mówili, że Łukaszenka go nie wypuści, a jak wiemy, jednak to zrobił i to prawdopodobnie bez prośby o ułaskawienie. A propos, również ubiegłego lata, kilku więźniów zostało uwolnionych nie zwracając się o to. A jednak na ostatniej konferencji prasowej Łukaszenka powiedział „jeśli napiszą – wtedy pomyślę”…

Hulak: Mam wrażenie, że taka atmosfera wokół tych ułaskawień wytworzyła się teraz dlatego, bo dzisiaj nie udaje się nawet handel więźniami politycznymi. Nasze władze nie mają motywacji do wypuszczania tych ludzi, pozostała tylko psychologiczna chęć zwycięstwa, a do tego potrzebna jest ich skrucha. Trudno jest oceniać, gdy musimy analizować nie procesy prawne a wyłącznie subiektywne odczucia.

Oczywiście, informacja o metodach obchodzenia się z osadzonymi jest straszna. Problem w tym, że nie możemy jej zweryfikować, dlatego istnieje domniemane zaufanie dla ofiar, zadaniem władzy jest natomiast pokazanie, że to nie jest tak. Według mnie, odpowiednie służby powinny wprowadzić więcej jawności, dopuścić ambasadorów i to byłoby najlepszym dowodem na to, że jest inaczej niż w skargach. Niestety, tego nie ma.

Katkouskaja: Uważam, że w ogólnym zarysie, sytuacja się zmieniła, po prostu wcześniej o tym nie wiedzieliśmy. W 2005 roku pracowałam w prokuraturze, tam uważano, że są pewne miejsca, takie jak milicja czy zakłady karne, w których mogły zdarzać się przypadki tortur. A właśnie prokuraturę czy organy KGB uważano za stojące wyżej, gdzie nie dopuszcza się przypadków stosowania takich praktyk. Dziś ta granica się zatarła. Wszystkie organy bezpieczeństwa zaczęły wykorzystywać takie metody. Wcześniej istniało poczucie, że władza stwarza pozory państwa prawa, trzymano się procedur przewidzianych w prawodawstwie. Ciągle nie mogę się nadziwić, że podczas gdy od niektórych więźniów politycznych wymuszono prośby o ułaskawienie, to nawet wówczas procedura nie była wykonywana zgodnie z obowiązującym prawem. Takie represje mają miejsce nawet w dziedzinie prawa.

Czy w 2012 roku więźniowie polityczni wyjdą na wolność?

J. Dakachrust: Jaka jest państwa prognoza na najbliższy rok, czy więźniowie polityczni opuszczą zakłady w 2012 roku? Czy pozostaną jednak za kratami? A może ich liczba jeszcze wzrośnie?

Katkouskaja: Wcześniej przewidywałam, że kandydaci nie opuszczą więzienia do Nowego Roku, chociaż mój pogląd mało kto podzielał. Również teraz jest mi przykro to mówić, ale nie wierzę, że w ciągu najbliższego roku tacy ludzie Sannikau, Statkiewicz, Daszkiewicz, Bialacki czy Bandarenka, wyjdą na wolność.

Kalinkina: Ja nadal wierzę, że oni wyjdą na wolność, ponieważ po ostatnich wyborach prezydenckich Łukaszenka znalazł się pod ścianą i ma niewielkie pole manewru. Rosja trochę tę ścianę odsunęła, ale ona nigdzie nie zniknęła. Dla Rosji, dla Chin, ważnym jest by Białoruś utrzymywała dobre stosunki z Europą, ponieważ jest ona swoistą „strefą tranzytu” między nimi i Zachodem. Sama Rosja nie jest gotowa by postawić ścianę między sobą a Europą. Wiele będzie zależeć od tego jak będą się rozwijać wydarzenia w Rosji, jak przebiegną wybory i co się stanie po nich, ale w każdym przypadku prezydent Białorusi będzie potrzebował jakiegoś pola manewru, będzie próbował pozbyć się pełnej zależności od Wschodu. A uwolnienie więźniów politycznych jest pierwszym krokiem jaki może zrobić.

Hulak: Dla białoruskiego społeczeństwa najważniejsze jest by ci ludzie byli na wolności, żeby mogli rozwijać stosunki międzynarodowe, a także budować je wewnątrz kraju. Sądzę, że władze zdają sobie z tego sprawę. Jak szybko się to stanie? Dopóki logika barykady dominuje w głowach, to jestem pesymistą. Po ludzku mam nadzieję, że ten problem zostanie rozwiązany.  

6 stycznia 2012, 23:10, Jury Drakachrust

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 2 stycznia 2012

Chmura znaczników pod hasłem Białoruś

Postanowiliśmy zaingurować nowy, 2012, rok, specjalnym, autorskim, tekstem, będącym jednocześnie zapowiedzią nowego przedsięwzięcia, które ujrzy światło dzienne w najbliższym czasie. 

Autorem tekstu pt. "Chmura znaczników pod hasłem Białoruś" jest Vital Voranau, natomiast pierwszymi jego słuchaczami byli uczestnicy białoruskiej edycji "Spotkań ze Wschodem", w listopadzie zeszłego roku w Poznaniu. 

Zapraszamy do zapoznania się z publikacją, oraz pilne śledzenie naszych kolejnych kroków:)
Zespół Białoruś2010


Chmura znaczników pod hasłem Białoruś

„Mickiewicz”, „traktor „Biełaruś””, „kołchoz”, „Łukaszenka”, „Grodno”, „tania wódka”, „dziewczyny na wysokich obcasach”, „lodówka „Mińsk””, „kresy”, „dyktatura”, „Kościuszko”, „Czarnobyl”... Tak dziś wygląda niewielka, ale w znacznej mierze radioaktywna chmura tagów z hasłem Białoruś po środku.

Chmura znaczników to hasła-linki ułożone w kształcie obłoków, a wielkość tych linków zależy od ważności lub popularności danego znacznika. Jeśli weźmiemy pod uwagę mapę prognozy pogody na dziś lub na najbliższy tydzień, zobaczymy że nad terytorium Republiki Białoruś rozciągneły się duże czarne chmury z napisem „Łukaszenka”, „dyktatura”, i tylko tu i ówdzie, czekają nas pewne przejaśnienia. Ci nieliczni, którzy trafiają na Białoruś przyjeżdzając z innych państw niewątpliwie dodadzą do swojej listy znaczników hasła: „dobre drogi”, „słodzone mleko”, „czarny chleb”, „czyste ulice”, „czekoladowe cukierki”, „zaorane pola”, „komuna”. Powiem więcej, ci bardziej zmęczeni życiem w kapitalizmie i krytycznie nastawieni wobec państw rodzimych, ponadto dodadzą też znacznik: „nie jest tak źle jak mówią”. Jest to jednak dosyć niebezpieczna, i zapewne nie jedyna pułapka, czyhająca na zagranicznego gościa.




Otóż jak wytłumaczyć współczesnemu człowiekowi rozmaite białoruskie anomalia pogodowe? Na przykład to, że prezydent Białorusi tępi język białoruski, że ulice miast sławią imiona ludzi związanych z mordem setek tysięcy naszych dziadów i pradziadów, że na terenach skażonych strontem i cezem uprawia się żyto, które później przeoblicza się w ciało i krew białoruskich rodzin, że jadąc fragmentem stołecznej obwodnicy jedziemy po trupach. Jak wyłumaczyć wiele innych kataklizmów występujących na terenie państwa Białoruś? Z drugiej strony żyjemy w świecie ponowoczesności, w realiach natłoku ogromnej ilości faktów docierających z różnych zakątków świata. Uproszczenia są więc często jedynym możliwym skrótem, na drodze przyswojenia informacji. Nasze otoczenie znamy często wyłącznie z przyspieszonej animacji z napisem „bez komentarza”, w okamgnieniu przefruwające deszcze, migające światła samochodów, ulice i tłumy ludzi podobne do mrowisk, trzęsienia ziemi i tsunami utrwalone w parusekundowym fleszu, początki i końce, czasem ze środkiem, ale już bez wypełnienia... Co począć jednak tym którzy szukają właśnie tego wypełnienia, a nie ogólnych koordynatów? Najpierw należałoby pójść wszerz i dodać do naszej listy nowe znaczniki, dajmy na to: „Jan Barszczewski”, „Wielkie Księstwo Litewskie”, „placki ziemniaczane”, „Polesie”, „Vasil Bykau”, „Moniuszko”, „Jazep Drazdovicz”, „zamki Radziwiłów”, „kurhany”, „drewniane chaty”, „Dniepr” i „Dźwina”, „Puszcza Białowieska”, „Ludzie z bagien”, „Pogoń”, „Bitwa pod Orszą”, „Połock” i „Barowliany”. Białoruskie niebo, to wszak obraz wielce charakterystyczny, przedstawiający duże spiętrzone, pojedyncze i oddzielone od siebie białe obłoki, po kres wypełniające błękitny horyzont zlewający się z płaskim, lub lekko pagórkowatym zielonym pastwiskiem.

Jeśli wrócić do terminologii komputerowej, to po kliknięciu na taki obłok zbliżamy się do niego by zdać sobie sprawę, że ten kryje w sobie tysiące mniejszych obłoków, odcieni i linii. I tylko wówczas nasza droga przechodzi z płaszczyzny „wszerz” do wymiaru „w głąb”. Dopiero wtedy, napotykając mapę pełną skrzyżowań i rozgałęzień,  dowiadujemy się, że Wielkie Księstwo Litewskie to nie to samo co dzisiejsza Litwa, że placki ziemniaczane jemy z kwaśną śmietaną, a nie cukrem, że w zamkach Radziwiłów nadal żyją czarne panny, że rzeka Dźwina płynie przez starodawne miasto Połock, że ludzie z Bagien to ludzie z Polesia, a dzieci w Borowlianach pod Mińskiem nie przyjechały tam na wakacje... Bo prawdziwie białoruskie niebo mieni się chmarą znaczących znaczników.   
Vital Voranau 

Tekst wygłoszony podczas "Spotkania ze Wschodem", 7 listopada 2011 roku w Poznaniu

Kopiowanie całości lub fragmentów tekstu bez zgody autora zabronione.

czwartek, 29 grudnia 2011

Włamanie na stronę Karty97. Znikają materiały.


Redaktorzy portalu informują, że złamane zostało hasło dostępu do części administracyjnej strony charter97.org. 

Jednocześnie właściciele portalu zaznaczają, że nie mają nic wspólnego z, opublikowanym jakiś czas temu na stronie głównej, artykułem „Gdzie jest Sannikau?”. Najprawdopodobniej publikacja pojawiła się w celu dyskredytacji żony więźnia politycznego i jego obrońców. Redaktorzy portalu sądzą, że za włamaniem stoją łukaszenkowskie specsłużby. 

Po jakimś czasie okazało się, że hakerzy odpowiedzialni za włamanie, usuwają zamieszczone na stronie treści.

Pracownicy portalu starają się powstrzymać działania hakerów, jednak póki co bez rezultatu. Materiały znikają na ich oczach. O godzinie 17:23 (15:23 czasu polskiego) na stronie były już tylko informacje z 26 i 27 grudnia.

EDIT: 17:40 (15:40) – na stronie nie ma już żadnych materiałów redakcji.


EDIT: Natalia Radzina mówi o "bezprecedensowym ataku, który potwierdza skuteczność naszej pracy". Redaktorzy obiecują jak najszybciej przywrócić całe archiwum portalu.

29 grudnia 2011, 17:23 (15:23 czasu polskiego), NN.by

Artykuł można przeczytać tutaj

środa, 21 grudnia 2011

Rok po „Ploszczy”


Decyzje podjęte w 2010 roku nadal rzutują na sytuację ekonomiczną Białorusi.

Od ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi mija właśnie rok. O wynikach głosowania, zaprezentowanych przez przewodniczącą CKW, Lidię Jarmoszynę, nikt ani wówczas ani dziś nie wspomina. Uwaga społeczeństwa przez długi czas skupiona była na wieczornych wydarzeniach, które miały miejsce na Placu Niezależności, a także na ich konsekwencjach. Brutalna akcja rozpędzenia pokojowej demonstracji zakończyła krótki okres liberalizacji, który przez kilka miesięcy napawał optymizmem prodemokratycznie nastawioną część obywateli.

Tak wielkiej liczby wyborców, którzy zebrali się na Placu, nie spodziewały się zarówno władze, jak też sami opozycyjni kandydaci na urząd prezydenta. Morze ludzi z biało-czerwono-białymi flagami rozlało się na Prospekcie Niezależności po horyzont. Był to najjaśniejszy moment ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej.

„Masowe zamieszki” siedmiu kandydatów

Euforii tłumu nie przygasił nawet fakt, że kilka godzin przed demonstracją, w centrum Mińska, pobity został Uładzimir Niakliajeu. O północy przyszła kolej również na innych polityków. Stłuczenie kilku okien w Domu Rządu zostało uznane za „masowe zamieszki”, a naprzeciwko ludzi trzymających flagi stanęły setki specnazowców. Zdjęcia i nagrania wideo z akcji rozpędzania demonstrantów obiegły serwisy informacyjne całego świata.

Efekt protestu szokował: 639 osób zatrzymano. W siedzibach niezależnych mediów, sztabów wyborczych i organizacji broniących praw człowieka odbyły się rewizje. Aresztowanie na raz aż sześciu kandydatów na prezydenta stało się niechlubnym rekordem. Oprócz Uładzimira Niakliajeua, zatrzymani zostali również Andrej Sannikau, Mikoła Statkiewicz, Dzmitryj Us, Aleś Michalewicz i Wital Rymaszeuski. Natomiast Ryhor Kastusiou i Jarasłau Ramanczuk wyszli na wolność dopiero po rozmowach z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa.

Żadnego usprawiedliwienia

Najpoważniejszą konsekwencją rozpędzenia demonstracji na Placu Niezależności była atmosfera strachu, która zapanowała w społeczeństwie na całe pół roku, do chwili powstania ruchu „rewolucji poprzez sieć”. Towarzyszyła jej jednak niespotykana fala solidarności z więźniami.

Kilkunastu opozycyjnych aktywistów wyjechało za granicę, w obawie przed oskarżeniem.

Wiosna minęła pod znakiem politycznych procesów. W sprawie masowych zamieszek oskarżonych zostało ponad 60 osób, nie zapadł ani jeden uniewinniający wyrok. Do dziś za kratami pozostaje Sannikau, Statkiewicz i Bandarenka, a także Źmicer Daszkiewicz i Eduard Łobau, ci ostatni aresztowani w przeddzień wyborów.

Jak polityka odbiła się na gospodarce

Niektórzy Białorusini udawali, że nie dostrzegają powyborczych zmian w życiu społeczno-politycznym, jednak kryzys ekonomiczny uderzył we wszystkich. Chcąc przekupić opinię publiczną przed wyborami, Łukaszenka podwyższył pensje do tego stopnia, że budżet państwa nie wytrzymał obciążenia. W efekcie doszło do trzykrotnej dewaluacji rubla, a co za tym idzie wzrostu cen.

W ostatniej chwili Rosja udzieliła Białorusi pomocy finansowej. I jeszcze mocniej przyciągnęła ją w swoje ramiona. To pozwoliło Łukaszence znowu odejść od koncepcji wprowadzania w kraju europejskich standardów życia i powrócić do budowy „państwa społecznie zorientowanego”, jednak już nie tak szczodrego jak rok wcześniej.

***

Co, z dzisiejszej perspektywy, zmieniliby Państwo w przebiegu protestu na Placu Niezależności w 2010 roku? Na to pytanie „Naszej Niwy” odpowiedzieli uczestnicy grudniowej demonstracji.

Uładzimir Niakliajeu, „Mów prawdę!”: Założyłem, że władza nie dopuści do użycia siły w stosunku do uczestników pokojowej akcji protestu, co jednak miało miejsce. To był zasadniczy błąd.

Ryhor Kastusiou, Partia BFN: Po pierwsze, naciskałbym na to,  by wspólne decyzje wszystkich kandydatów wykonywane były z większą starannością, zarówno przed protestem, jak i już na Placu. Po drugie, zrobiłbym wszystko, żeby wyłowić wszystkich prowokatorów, którzy pojawili się w naszych szeregach.

Iryna Chalip, żona kandydata na prezydenta, Andreja Sannikaua, kampania społeczna „Europejska Białoruś”: Powinniśmy zostać na Placu Październikowym i czekać na oficjalne wyniki wyborów, a potem stworzyć miasteczko namiotowe. Tym bardziej, że jak mi wiadomo, wszystko było już kupione. Drugi wariant – pójść na spacer po mieście, żeby ludzie nie zmarzli, żeby mogli się poruszać, ale nie skupiać się na Placu Niezależności.

***

Kino o wydarzeniach na Placu Niezależności

„Białoruskie marzenie” (Беларуская мара)

Film w reżyserii Kaciaryny Kibalczycz, opowiada historię życia młodego człowieka z Mińska, który od 17 lat żyje w kraju „ostatniego dyktatora Europy”.

„Zwyczajne wybory” (Звычайныя выбары)

W reżyserii Jurija Chaszczewackiego. Konstytucja znanych filmów „Zwyczajny prezydent” (1996) i „Plac Kalinowskiego” (2007). Reżyser nie rezygnuje z wcześniejszego stylu i nadal prowadzi swój wyimaginowany dialog z prezydentem Łukaszenką.

„Плошча. Жалезам па шклу”

Propagandowe „śledztwo”, stworzone przez agencję telewizyjnych wiadomości. W filmie rekomendowanym przez przewodniczącego teleradiokompanii, Hienadzia Dawydźkę, oczernieni zostali przedstawiciele opozycji.





18 grudnia 2011, 18:10, Jahor Marcinowicz


Artykuł można przeczytać tutaj

czwartek, 24 listopada 2011

Byli więźniowie polityczni – albo bez pracy, albo za granicą


Byli więźniowie polityczni, którzy zostali ułaskawieni przez prezydenta, mają trudności z przyzwyczajeniem się do nowego życia. Wszyscy znajdują się pod ścisłym nadzorem organów wymiaru sprawiedliwości, wielu ma problemy z zatrudnieniem. Niektórzy są zmuszeni do poszukiwania pracy za granicą.

Alaksandar Małczanau, już dwukrotnie od czasu ułaskawienia, znalazł się w areszcie – raz przesiedział 3, a za drugim razem 10 dni.  Przeciwko Małczanałowi wytoczono sprawę karną dotyczącą znieważenia symboli narodowych:

„Wzywają mnie na różne przesłuchania w tej sprawie, ale odmawiam składania zeznań. Regularnie przeprowadzane są różnego rodzaju ekspertyzy, właśnie teraz czekam na wyniki. Komputer został zabrany do zbadania, więc teraz mam nawet problem z dostępem do Internetu. Na razie nie mam stałego zatrudnienia, wykonuję prace dorywcze, w niepełnym wymiarze. Całkiem niedawno oddali mi paszport”.

Matka Alaksandra Małczanaua straciła już rachubę odnośnie liczby rewizji przeprowadzonych w jej mieszkaniu.

„Nie mam już sił. Gdy coś się dzieje w Borysowie, to obowiązkowo zjawiają się u nas”.

Alaksandar Klaskouski również nie posiada stałego zatrudnienia. Czuje nad sobą ciągłą kontrolę:

„Jestem na liście organów wymiaru sprawiedliwości. Gdy są planowane jakieś akcje, w rodzaju akcji solidarności, milczących śród, to przychodzą do mnie dzień wcześniej i ostrzegają, żebym nawet nie myślał nigdzie iść, bo jeśli trzy razy zobaczą mnie na takiej akcji – trzy protokoły i będą już pod ścisłym nadzorem. Na przykład, przed Zjazdem Narodowym, przyszli dzień przed - wieczorem, a także pół godziny przed samym Zjazdem, by sprawdzić czy ich posłuchałem. Co do zatrudnienia to jest z tym ciężko. Zajmuję się tym, co robiłem zanim trafiłem do aresztu – na razie bezsensownie. Póki co nie mam określonego zatrudnienia”.

Młodzi ludzie, którzy zostali wydaleni z placówek oświatowych po wydarzeniach 19 grudnia, mają więcej możliwości: otrzymują propozycje dalszej edukacji za granicą. Były student Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Ekonomicznego Fiodar Mirzaniau oraz były student Mińskiej Politechniki Ilia Wasilewicz tydzień temu wyjechali do Łodzi – na razie by nauczyć się języka, a od nowego roku akademickiego zostać studentami.

Za granicę wyjeżdżają również ludzie ze starszych roczników, szukający jednak pracy na własną rękę. 45-letni Jauhen Sakret, który przed aresztowaniem zajmował się architekturą krajobrazu, mówi:

„Teraz mieszkam w Polsce. Znalazłem jednego gospodarza, który prowadzi agroturystykę i zatrudnił mnie jako swojego asystenta”.

Korespondentka: „Ale wyjechał pan dlatego, że tutaj były trudności, naciski?”

„No tak. Musiałem wyjechać, byłem zmuszony do tego by wyjechać”.

50-letni Aleh Fedarkewicz, który wcześniej pracował w firmie budowlanej, również zamierza wyemigrować:

„Na razie wystarcza mi spraw do załatwienia w domu, robię remont. A tak – trzeba stąd wyjeżdżać, po co się męczyć? Co do pracy – nie będę w tym kraju nawet próbować znaleźć zatrudnienie”.

Korespondentka: „Uważa pan, że nie dadzą pracować?”

„Mnie na 5 lat umieścili na liście nadzoru milicyjnego i uprzedzili, że za trzy kary administracyjne mogą posadzić. Dlatego, jeżeli nie daj Bóg, trzy razy przejdę przez ulicę w niewłaściwym miejscu, to znowu rozpocznie się przeciwko mnie sprawa karna. Widzi pani jaka jest sytuacja – póki co nie widzę w tym żadnego sensu”.

24 listopada 2011, 18:32, Ina Studzinskaja

Artykuł można przeczytać tutaj

środa, 9 listopada 2011

Belarus Press Photo 2011 we Wrocławiu

Inicjatywa Wolna Białoruś, Urząd Miasta Wrocław, Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, Białostocki Ośrodek Kultury oraz Towarzystwo Amicus
zapraszają na wernisaż wystawy o godzinie 18.00
„Belarus Press Photo 2011”, którą otworzy laureat Grad Prix – Siarhiej Hudzilin
oraz na koncert białoruskiego zespołu Nagual o godzinie 19.30
23 listopada 2011,
Centrum Kultury "Zamek" w Leśnicy

Wystawa zdjęć konkursowych „Belarus Press Photo 2011” - która potrwa od 23 listopada do 7 grudnia 2011 roku - ważna jest w kontekście zbliżającej się pierwszej rocznicy wydarzeń 19 grudnia, kiedy to w Mińsku brutalnie rozprawiono się z opozycją podczas wieczoru wyborczego. Większa część zdjęć – łącznie z pracą Siarhieja Hudzilina, która zdobyła Grand Prix – nie mogą zostać pokazane na Białorusi, ze względu na ich zabarwienie polityczne. Mimo trudnej sytuacji politycznej, z którą zwykle utożsamiamy „Błękitnooką”, warto przyjrzeć się warstwie dorobku duchowego, który jest wspaniały, acz nieodkryty dostatecznie przez Zachód. Duża część wystawy odnosi się właśnie do sztuki i kultury, tradycji i obrzędowości Białorusinów. Laureat nagrody Grand Prix, fotoreporter białoruskiej gazety „Nasza Niwa” Siarhiej Hudzilin będzie gościem honorowym wernisażu.

Wstęp na wystawę jest wolny

Nagual to muzyka eksperymentalna skupiająca ośmioosobowy zespół muzyków. Założyciel i lider – Leonid Pavlionok to ciągle poszukujący multiinstrumentalista o niezwykłej wyobraźni muzycznej. Wśród instrumentalistów znajduje się m.in. klarnecista i bębniarz grający na kongo. Styl muzyczny, określany jest przez nich jako etno-punk, łączy w sobie brzmienia gitarowe i wpływy szamańskie. Nagual w Polsce skupia niemałe grono publiczności, stale współpracując z warszawską Zachętą.

Wstęp na koncert:
18 zł w przedsprzedaży/
25 zł w dniu koncertu

Więcej informacji o sprzedaży biletów na stronie www.wolnabialorus.pl

***

Patronem honorowym imprezy jest dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia” i „New Eastern Europe” oraz Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego

Patronat medialny: POKA POKA Wrocław, Studente.pl, Don’t Panic Wrocław, Bialorus2010.blogspot.com



niedziela, 6 listopada 2011

Kto jest drugi po Łukaszence?


Komu przypadnie ster władzy w przypadku odejścia Aleksandra Łukaszenki? Komu się on formalnie należy, a komu nieoficjalnie? Przedstawiamy najbardziej wpływowe osoby z otoczenia prezydenta Białorusi.

Michaił Miasnikowicz

Jeżeliby zajrzeć do przepisów prawa, to artykuł 15 ustawy „O Prezydencie Republiki Białoruś” mówi: W przypadku opróżnienia urzędu Prezydenta lub niemożności sprawowania przez niego funkcji, z przyczyn przewidzianych w przepisach konstytucji, jego obowiązki i pełnomocnictwa przechodzą na osobę pełniącą funkcję premiera. Jednocześnie, wybór prezydenta powinien odbyć się nie wcześniej niż 30 i nie później niż 70 dni od opróżnienia urzędu”.

W ten sposób, człowiekiem który formalnie zastępuje prezydenta Łukaszenkę na stanowisku głowy państwa, jest premier Michaił Miasnikowicz. Miasnikowicz to urzędnik z długim stażem – pracował jeszcze w aparacie politycznym BSRR.

Jednocześnie, Michaił Miasnikowicz, podobnie jak poprzedni premierzy, skupia się zwłaszcza na sprawach ekonomicznych i socjalnych.

Warto zauważyć, że podczas poprzednich wyborów prezydenckich, opozycyjni kandydaci chcieli właśnie z premierem negocjować odsunięcie od władzy Aleksandra Łukaszenki. Ludzie zgromadzeni na Placu Niezależności domagali się spotkania z ówczesnym premierem, Siarhiejem Sidorskim, który mógłby przejąć władzę w kraju w razie porażki Łukaszenki.

Wówczas ten plan się nie udał, Sidorski nie wyszedł do demonstrantów, co więcej sam stracił stanowisko szefa rządu.

Rubinau, Andrejczanka, Miklaszewicz

Gdy w kwietniu 2010 pod Smoleńskiem rozbił się polski samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, kierownictwo w państwie przejął Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.

Formalnie, przewodniczący Rady Republiki Zgromadzenia Narodowego (wyższa izba parlamentu) jest trzecią osobą w kraju. Obecnie funkcję tę sprawuje 72-letni Anatol Rubinau.

Przez większość swojego zawodowego życia Rubinau zajmował się nauką. Już za czasów Łukaszenki pracował jako zastępca kierownika prezydenckiej administracji. Rubinau znany jest ze swoich radykalnych, prawie stalinowskich, poglądów. 

Przewodniczącym Rady Republiki Rubinau został później, po przejściu Borysa Batury do mińskiego komitetu wykonawczego. Dla Rubinaua miejsce w parlamencie to ciepła i wygodna posadka. To praca, która nie nastręcza problemów, a przynosi dochody i przywileje.

Podobnie wygląda sytuacja z przewodniczącym niższej izby białoruskiego parlamentu, czyli Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego, Uładzimirem Andrejczanką. Dla niego także miejsce w parlamencie było nagrodą za wierną służbę w obwodzie witebskim.

Z formalnego punktu widzenia, Rubinau i Andrejczanka są osobami kierującymi władzą ustawodawczą na Białorusi. Parlament jednak nigdy nie staje na przeszkodzie realizacji propozycji wysuwanych przez prezydenta czy rząd.

Jeśli zaś chodzi o władzę sądowniczą na Białorusi, to kierownictwo nad nią znajduje się w rękach przewodniczącego Sądu Konstytucyjnego, Piotra Miklaszewicza. Dziś rola, urodzonego na Wileńszczyźnie, Miklaszewicza wydaje się być zupełnie niezauważalna, jednak może gwałtownie wzrosnąć w przypadku zaistnienia nadzwyczajnej sytuacji w państwie.

Wiktor Łukaszenka

Starszy syn Łukaszenki zajmuje skromną posadę asystenta głowy państwa w kwestiach bezpieczeństwa. Jednak w związku z tym stanowiskiem to właśnie on otrzymuje informacje o wszystkich i o wszystkim co dzieje się w kraju.

W niepamięć odeszła już niechęć i rywalizacja między KGB i milicją, która miała miejsce za czasów Szejmana. Obie struktury znajdują się obecnie we władaniu Wiktora Łukaszenki. Prokuratura generalna, Komitet śledczy, Centrum operacyjno-analityczne, Straż Graniczna – one również znajdują się pod kontrolą ludzi z otoczenia syna prezydenta.

Wiktor Łukaszenka, za zgodą ojca, praktycznie skoncentrował w swoich rękach władzę nad głównymi strukturami siłowymi kraju.

Uładzimir Makiej

To jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Łukaszenki. Pełni funkcję kierownika jego administracji. Makiej ma realny wpływ na podejmowane decyzje, cieszy się zaufaniem Aleksandra Łukaszenki.

Agent wywiadu, włada językiem angielskim i niemieckim. Przypadła mu rola pośrednika z Zachodem.

Wszyscy, którzy znają Uładzimira Makieja, zwracają uwagę na jego inteligencję i spryt, z pomocą których dotarł do tak wysokiego stanowiska. To właśnie Makieja nazywano autorem polityki „liberalizacji”, którą wdrażano na Białorusi w latach 2008-2010.

Żadobin i Zajcau

W przełomowych, historycznych momentach, władzę w państwie często przejmuje wojsko. Przykładów daleko szukać nie trzeba.

Po rewolucji w Egipcie, gdy odsunięty od władzy został prezydent Mubarak, władzę w państwie przejęła Rada Najwyższa Sił Zbrojnych, na czele której stanął minister obrony Hussein Tantawi.

W białoruskim społeczeństwie armia nie cieszy się takim autorytetem i prestiżem jak w krajach arabskich. Łukaszenka również zabezpiecza się powołując na posadę ministra nienajlepsze osobistości.

Obecnie ministrem jest Juryj Żadobin, który nie może mieć żadnych politycznych ambicji związanych z Białorusią, ponieważ urodził się poza jej granicami. Wcześniej urząd sprawował Leanid Malcau, cieszący się autorytetem, zniszczonym w końcu przez Łukaszenkę, który publicznie zarzucił mu pijaństwo i usunął go ze stanowiska.

Prestiżem i jednocześnie władzą cieszy się natomiast Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). Jego kierownik, Wadzim Zajcau, nie dawał powodów dla podważania jego lojalności. Za to KGB otrzymuje niemal nieograniczone uprawnienia, o czym świadczą nowe przepisy prawa „O organach bezpieczeństwa państwa”. Zresztą, Zajcau, podobnie jak minister spraw wewnętrznych Kuliaszou, nie są rodowitymi Białorusinami.

5 listopada 2011, 19:04, Źmicer Pankawiec

Artykuł można przeczytać tutaj


piątek, 28 października 2011

Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze

Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.

Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.

"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.

***

Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.

***

W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.

28 października 2011, Radio Svaboda

Artykuły można przeczytać tutaj, tutaj i tutaj.

piątek, 21 października 2011

Protest na Placu Październikowym: sprzeciw wobec ciemności

21 października w Mińsku odbyła się akcja solidarności z więźniami politycznymi. Została ona zorganizowana przez aktywistów kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.

W piątek, w stolicy Białorusi, doszło również do prewencyjnego zatrzymania potencjalnych uczestników akcji.

18:55

Jak informuje korespondent „Naszej Niwy”, do chwili obecnej, na Placu Październikowym pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli prasy. Dostrzec można również „tajniaków”, w podwórkach stoją milicyjne autobusy. Dostęp do Placu jest swobodny. Uczestników akcji ciężko jest na razie odróżnić od zwyczajnych przechodniów.

19:09

Rozpoczęły się zatrzymania. Uczestnikom akcji udało się odbić, z rąk funkcjonariuszy w cywilu, jednego z młodych ludzi. Doszło do krótkiej bójki. Innego z uczestników ludzie próbowali uwolnić aż do momentu doprowadzenia go do autobusu, jednak ta próba nie powiodła się. Zatrzymanym jest Aleksander Wałancewicz, działacz „Europejskiej Białorusi”. Pewna kobieta próbowała pokazać ulotkę z napisem „Wolność dla więźniów politycznych”, jednak tajniacy wyrwali ją z jej rąk.

Na Placu, w miejscu prowadzonej akcji, znajduje się ogółem około setka ludzi, w tym dziennikarze i milicjanci. Uczestników jest około 20. Rozmawia z nimi Ihar Jausiejeu.

19:13

Według doniesień naszego korespondenta uczestnicy akcji motywowani są nie tylko troską o los więźniów politycznych, ale również sytuacją ekonomiczną kraju – szczególnie wzrostem cen.

19:16

Od początku akcji zablokowane są strony charter97.org, svaboda.org i belaruspartisan.org, a także portal społecznościowy VKontakte.

19:18

Pułkownik Jausiejeu dał uczestnikom akcji dwie minuty na rozejście się. Dziennikarzom poradził odsunięcie się na bok i wezwał poprzez radio autobus. Na Placu przebywa około 50 uczestników akcji.

19:30

Na Placu póki co jest spokojnie. Groźby sprowadzenia autobusu pozostały tylko groźbami. Na akcji pojawiły się matki Iryny Chalip i Andreja Sannikaua. Od razu znalazł się przy nich Jausiejeu i poinformował, że nie jest to miejsce do spotkań.

19:37

Na Placu Październikowym zostało ok. 15-20 uczestników akcji. Ludzie zaczynają rozchodzić się do domów.

19:42

Fotoreporter Naszej Niwy, Siarhiej Hudzilin, mówi, że podczas zatrzymania aktywisty, milicjanci nadzwyczaj brutalnie obchodzili się z fotografami: bili ich po nogach, nie oszczędzali sprzętu fotograficznego, popychali.

19:46

Ponownie rozpoczynają pracę niedostępne podczas akcji strony i portale internetowe.

21 października 2011, 18:59-19:46, Nasta Szamrej

Artykuł i zdjęcia Siarhieja Hudzilina można znaleźć tutaj

czwartek, 6 października 2011

Daszkiewiczowi zezwolono na spotkanie z rodzicami

Lider "Młodego Frontu", Źmicer Daszkiewicz, otrzymał zezwolenie na widzenie z rodzicami. Do spotkania ma dojść w przeciągu miesiąca - informuje strona organizacji "Młody Front".

"Według relacji adwokata, w sensie fizycznym Daszkiewicz na nic się nie uskarża, jednak z psychologicznego punktu widzenia odczuwa on pewien nacisk" - powiedziała agencji BelaPAN, obrończyni praw człowieka, Nasta Łojka.

Źmicer Daszkiewicz został przeniesiony do kolonii w Głębokim 27 września tego roku.

Aktywista został skazany na 2 lata pozbawienia wolności za rzekomy wybryk chuligański. Sąd uznał, że 18 grudnia 2010 roku, Źmicer Daszkiewicz, wraz z innym działaczem "Młodego Frontu" Eduardem Łobauem, pobili na ulicy Mińska dwóch przechodniów.

Daszkiewicz i Łobau nie przyznali się do winy, a także oświadczyli, że całe zdarzenie było prowokacją służb specjalnych, zaplanowaną na dzień przed wyborami prezydenckimi na Białorusi.

6 października 2011, 11:47, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

środa, 5 października 2011

Spotkanie z Natalką Babiną w Poznaniu

Białoruska pisarka i dziennikarka, Natalka Babina, pod koniec października odwiedzi Poznań oraz Piłę. Autorka przybędzie do Polski na zaproszenie wydawcy swojej ostatniej powieści pt. "Miasto ryb", Domu Wydawniczego Rebis.

Spotkanie autorskie w Poznaniu odbędzie się w środę, 26 października 2011, o godzinie 18:00.

Miejsce: Piwnica Farna pod blaszanym kurem

pl. Kolegiacki 14/15


Zapraszamy!!!

Więcej o autorce

środa, 28 września 2011

Ocalić Sannikaua i Daszkiewicza

Zaniepokojenie stanem zdrowia i warunkami życia Andreja Sannikaua i Źmitra Daszkiewicza wyraziły dzisiaj żona byłego kandydata na prezydenta, Iryna Chalip oraz obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa. W trakcie odsiadki, w stronę obu więźniów politycznych kierowane były groźby pozbawienia życia lub zdrowia.

Iryna Chalip rozmawiała z adwokatami męża zaraz po tym, jak w poniedziałek oraz wtorek, spotkali się oni ze swoim klientem w więzieniu w Mohylewie:

„Sytuacja wygląda tak, że mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo. Takie samo zagrożenie odnosi się także do lidera Młodego Frontu, Źmitra Daszkiewicza. Najnowsza informacja, jaką wczoraj otrzymała od mojego męża pani adwokat, brzmi: Ratujcie Daszkiewicza wszelkimi sposobami, nawet prośbą o ułaskawienie. Inaczej on nie przeżyje.”

Od 20 września, Andrej Sannikau przebywał w witebskim więzieniu, gdzie celę dzielił właśnie z Daszkiewiczem. Inny więzień z tej samej celi, Dawydowicz, ostrzegł aktywistę, że ten będzie miał poważne problemy w więzieniu w Hłybokim, że prawdopodobnie zostanie tam zabity.

Iryna Chalip: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Daszkiewicz zrezygnował już z głodówki. Mój mąż powiedział, że aktywista jest w strasznym stanie, jest bardzo chudy, nie miał jedzenia ponieważ nie dostarczano mu paczek gdy był w kolonii karnej”.

Jak twierdzi Iryna Chalip, podobne pogróżki usłyszał również Andrej Sannikau. Miały miejsce później, gdy przebywał już w więzieniu w Mohylewie. W celi wraz z nim umieszczono skazanego Hryhorjewa, który zdradził, że podchodzili do niego ludzie ubrani po cywilnemu, którzy radzili, by był ostrożny siedząc w jednej celi z Sannikauem, bo może on zostać „zabity lub poważnie ranny”. Pozostali więźniowie z celi potwierdzili słowa więźnia, według relacji I. Chalip: „zaczęli mówić: tak, Andreju Alehawiczu, do Bobrujska to pan już nie dojedzie. My pana nie zamierzamy zabić, ale sam pan rozumie, prowokacje mogą być różne. Mogą pana przenieść do innej celi, gdzie będą pana bić, a nawet zabiją. To chyba nietrudno wytłumaczyć – no, więzień zabił innego więźnia. Zdarza się”.

Po tych wydarzeniach Sannikau nie spał przez dwie noce bojąc się ataku w trakcie snu. Zapisał się na wizytę w administracji więzienia, jednak bez rezultatu. W tym czasie, przez cały tydzień, Iryna Chalip próbowała dowiedzieć się w departamencie ds. egzekucji kar, gdzie przebywa jej mąż. W końcu, w poniedziałek, przyznano, że znajduje się on w Mohylewie, do którego udał się już jego adwokat, który napisał pismo do administracji więzienia. W piśmie tym zawarł obawy o życie i zdrowie Andreja Sannikaua. Wówczas, byłego kandydata na prezydenta Białorusi, umieszczono w pojedynczej celi. Iryna Chalip, w związku z zaistniałą sytuacją, zwróciła się wprost do kierownictwa systemu penitencjarnego Białorusi:

„Zwracam się do nich: obywatele naczelnicy, zaprzestańcie dokonywania przestępstw, nie bierzcie na siebie zabójstwa, ciężkich pobić, przerwijcie ten ‘chaos’. Koniec końców i tak będziecie za te czyny odpowiadać. Opamiętajcie się i przestańcie represjonować mojego męża. Przenieście go z powrotem tutaj, gdzie odbywa karę”.

Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy Sannikaua umieszczą w Bobrujsku. Obecnie na przeszkodzie stoi rzekomy remont drogi. Iryna Chalip zaznacza, że od jej męża nie wymaga się pisania próśb o ułaskawienie, jak to miało miejsce w przypadku innych więźniów politycznych. Zastanawiając się nad motywami takiego nacisku na męża, Chalip domyśla się, iż może chodzić o doprowadzenie go do takiego stanu, by sam poprosił o ułaskawienie lub by całkowicie zniechęcił się do polityki.

Chalip jest przekonana, że władza, wypuszczając pod naciskiem Zachodu, szereg więźniów politycznych, rozpoczęła jednocześnie jakąś niezrozumiałą, długotrwałą grę z tymi, którzy zostali w więzieniach, w tym z byłym kandydatem na prezydenta Białorusi, A. Sannikauem, Dz. Wusem, M. Statkiewiczem. Od tego ostatniego już od dwóch tygodni nie ma żadnych wiadomości.

Żona Sannikaua jest przekonana, że sytuacja jest krytyczna. Zgadza się z nią obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa:

„Rozumiemy, że coś odbywa się w stosunku do tej grupy ludzi, jednak nie wiemy co. Być może jest to ostatnia próba złamania ich, środkami psychologicznymi a także siłą fizyczną. Nie wiemy co się dzieje, ale odnotowujemy nasilenie presji, które wzbudza nasze ogromne zaniepokojenie”.

28 września 2011, 14:24, Waler Kalinouski

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 5 września 2011

"Rewolucja poprzez sieć" wróci 21 września

"Rewolucja poprzez sieć" zapowiada swój powrót na połowę września. Milczące akcje protestu mają ponownie odbyć się 21 września - informują organizatorzy "milczącej rewolucji" na portalu Vkontakte.

Daje się zauważyć niezdecydowanie organizatorów. Z jednej strony w awatarze grupy widnieje data 21 września. Jednak wcześniej sądzono, że do masowej akcji na skalę krajową dojdzie już 14 września o godzinie 19:00. Miejsce spotkania pozostaje niezmienione: to centralny plac miasta.

"Wieczory oklasków" odbywały się na Białorusi co środę, w czerwcu i lipcu. Ludzie spotykali się na głównych placach w kilkudziesięciu miastach, by poprzez milczenie lub oklaski wyrazić swój sprzeciw wobec polityki państwa. Na niektórych akcjach w stolicy zbierało się nawet do 5 tysięcy osób.

5 września 2011, 00:03, ЯМ

Artykuł można przeczytać tutaj