Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrej Sannikau. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrej Sannikau. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 września 2011

Ocalić Sannikaua i Daszkiewicza

Zaniepokojenie stanem zdrowia i warunkami życia Andreja Sannikaua i Źmitra Daszkiewicza wyraziły dzisiaj żona byłego kandydata na prezydenta, Iryna Chalip oraz obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa. W trakcie odsiadki, w stronę obu więźniów politycznych kierowane były groźby pozbawienia życia lub zdrowia.

Iryna Chalip rozmawiała z adwokatami męża zaraz po tym, jak w poniedziałek oraz wtorek, spotkali się oni ze swoim klientem w więzieniu w Mohylewie:

„Sytuacja wygląda tak, że mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo. Takie samo zagrożenie odnosi się także do lidera Młodego Frontu, Źmitra Daszkiewicza. Najnowsza informacja, jaką wczoraj otrzymała od mojego męża pani adwokat, brzmi: Ratujcie Daszkiewicza wszelkimi sposobami, nawet prośbą o ułaskawienie. Inaczej on nie przeżyje.”

Od 20 września, Andrej Sannikau przebywał w witebskim więzieniu, gdzie celę dzielił właśnie z Daszkiewiczem. Inny więzień z tej samej celi, Dawydowicz, ostrzegł aktywistę, że ten będzie miał poważne problemy w więzieniu w Hłybokim, że prawdopodobnie zostanie tam zabity.

Iryna Chalip: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Daszkiewicz zrezygnował już z głodówki. Mój mąż powiedział, że aktywista jest w strasznym stanie, jest bardzo chudy, nie miał jedzenia ponieważ nie dostarczano mu paczek gdy był w kolonii karnej”.

Jak twierdzi Iryna Chalip, podobne pogróżki usłyszał również Andrej Sannikau. Miały miejsce później, gdy przebywał już w więzieniu w Mohylewie. W celi wraz z nim umieszczono skazanego Hryhorjewa, który zdradził, że podchodzili do niego ludzie ubrani po cywilnemu, którzy radzili, by był ostrożny siedząc w jednej celi z Sannikauem, bo może on zostać „zabity lub poważnie ranny”. Pozostali więźniowie z celi potwierdzili słowa więźnia, według relacji I. Chalip: „zaczęli mówić: tak, Andreju Alehawiczu, do Bobrujska to pan już nie dojedzie. My pana nie zamierzamy zabić, ale sam pan rozumie, prowokacje mogą być różne. Mogą pana przenieść do innej celi, gdzie będą pana bić, a nawet zabiją. To chyba nietrudno wytłumaczyć – no, więzień zabił innego więźnia. Zdarza się”.

Po tych wydarzeniach Sannikau nie spał przez dwie noce bojąc się ataku w trakcie snu. Zapisał się na wizytę w administracji więzienia, jednak bez rezultatu. W tym czasie, przez cały tydzień, Iryna Chalip próbowała dowiedzieć się w departamencie ds. egzekucji kar, gdzie przebywa jej mąż. W końcu, w poniedziałek, przyznano, że znajduje się on w Mohylewie, do którego udał się już jego adwokat, który napisał pismo do administracji więzienia. W piśmie tym zawarł obawy o życie i zdrowie Andreja Sannikaua. Wówczas, byłego kandydata na prezydenta Białorusi, umieszczono w pojedynczej celi. Iryna Chalip, w związku z zaistniałą sytuacją, zwróciła się wprost do kierownictwa systemu penitencjarnego Białorusi:

„Zwracam się do nich: obywatele naczelnicy, zaprzestańcie dokonywania przestępstw, nie bierzcie na siebie zabójstwa, ciężkich pobić, przerwijcie ten ‘chaos’. Koniec końców i tak będziecie za te czyny odpowiadać. Opamiętajcie się i przestańcie represjonować mojego męża. Przenieście go z powrotem tutaj, gdzie odbywa karę”.

Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy Sannikaua umieszczą w Bobrujsku. Obecnie na przeszkodzie stoi rzekomy remont drogi. Iryna Chalip zaznacza, że od jej męża nie wymaga się pisania próśb o ułaskawienie, jak to miało miejsce w przypadku innych więźniów politycznych. Zastanawiając się nad motywami takiego nacisku na męża, Chalip domyśla się, iż może chodzić o doprowadzenie go do takiego stanu, by sam poprosił o ułaskawienie lub by całkowicie zniechęcił się do polityki.

Chalip jest przekonana, że władza, wypuszczając pod naciskiem Zachodu, szereg więźniów politycznych, rozpoczęła jednocześnie jakąś niezrozumiałą, długotrwałą grę z tymi, którzy zostali w więzieniach, w tym z byłym kandydatem na prezydenta Białorusi, A. Sannikauem, Dz. Wusem, M. Statkiewiczem. Od tego ostatniego już od dwóch tygodni nie ma żadnych wiadomości.

Żona Sannikaua jest przekonana, że sytuacja jest krytyczna. Zgadza się z nią obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa:

„Rozumiemy, że coś odbywa się w stosunku do tej grupy ludzi, jednak nie wiemy co. Być może jest to ostatnia próba złamania ich, środkami psychologicznymi a także siłą fizyczną. Nie wiemy co się dzieje, ale odnotowujemy nasilenie presji, które wzbudza nasze ogromne zaniepokojenie”.

28 września 2011, 14:24, Waler Kalinouski

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Sannikaua w Mohylewie przywitano pełną salą i owacjami.

Dzisiaj w Mohylewie odbyło się spotkanie kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua z miejscowymi wyborcami. W Domu Kultury Pracowników Kolei zjawiło się na nim około półtysiąca osób. Spotkanie stało się najbardziej masowym z dotychczasowych, jakie przeprowadzili kandydaci na prezydenta w Mohylewie.

Razem z Sannikauem na spotkanie przyjechały jego zaufane osoby: były minister obrony Pawał Kazlouski, przewodniczący Rady Najwyższej 12-ego zwołania Mieczysław Hryb, dziennikarka Iryna Chalip. Każdy z nich wyjaśnił, czemu wspiera kandydata i czemu należy zmienić obecną władzę. Najostrzej wypowiedziała się o tym Iryna Chalip:

"Obecna władza była praworządna tylko przez pierwsze dwa lata. Wszyscy pamiętamy, jak Aleksandra Łukaszenkę Białorusini wybrali na prezydenta. Pamiętamy, jak przysięgnął na Konstytucję, którą zhańbił w najbardziej chamski sposób.
Zniszczył parlament zmieniwszy go w swoją kancelarię. I przez ten cały czas nas okłamywał"


Sam Andrej Sannikau przemawiał około pół godziny. Oto parę fragmentów jego wystąpienia:


"Mój program nazywa się "Silna Białoruś dla wolnych ludzi". I jedno bez drugiego nie może istnieć. Strategiczny cel to integracja z Unią Europejską. Zachowanie strategicznego partnerstwa z Rosją. Realizacja całego potencjału związanego z Ukrainą...

Białoruś stała się wyrzutkiem . I to, że nas nazywają przez Łukaszenkę ostatnią dyktaturą w Europie to hańba dla kraju, ale sprawiedliwa."


Pytań do Andreja Sannikaua było wiele. Poskarżyła się mu mohylewska wielodzietna matka Natalla Szkadun, która rozpoczęła głodówkę-domaga się polepszenia warunków życia dla swojej rodziny.

Sannikau odpowiedział, że wie o jej problemie:

"Ja nie wiem, co mogę teraz zrobić, aby Panią wesprzeć. Ja dokładnie wiem, że ani Łukaszenka wam nie pomoże, ani jego zaufane osoby. Nikt. Bo tak odnosi się Łukaszenka do swojego narodu"

Było i takie pytanie:

"Czemu Pan nie podał żadnego oświadczenia dotyczącego przeprowadzenia mityngu 19 grudnia i czemu ten mityng będzie niesankcjonowany?"

Sannikau: "Nawet w łukaszenkowskiej konstytucji jest taka pozycja " Prymat międzynarodowego prawa" i według międzynarodowego prawa, każdy naród ma prawo wybrać swoją władzę i protestować przeciwko przeprowadzeniu niesprawiedliwych, sfałszowanych wyborów"

Spotkanie z Sannikauem zakończyło się okrzykami "Niech żyje Białoruś!" i długimi owacjami. W mohylewskim liceum budowlanym w tym samym czasie odbywało się inne spotkanie- z zaufanymi osobami Łukaszenki. Przyszło na nie dziesięć osób.

13 grudnia 2010, 22:05, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.

wtorek, 23 listopada 2010

Pierwsze dni agitacji: zatrzymani i przeszkody

W pierwsze dni kampanii w regionach zatrzymano kliku działaczy opozycyjnych kandydatów. Za niektóre materiały wyborcze władza grozi grzywną, a nieznani sprawcy umyślnie niszczą wyborcze obwieszczenia.



WITEBSZCZYZNA
Pierwsze agitacyjne pikiety w regionie- za bojkot wyborów.

Dzisiaj w Witebsku bezpartyjny opozycjonista Barys Chamajda i członek Konserwatywno-Chrześcijańskiej Partii  BNF Jan Dziarżaucau wyszli do centrum miasta z plakatami "Tylko bojkot" i "Udział w wyborczej farsie to zdrada ojczyzny."

Swoją polityczną pozycję Dziarżaucau tłumaczy "Swabodzie" w następujący sposób:
"Będzie kandydował Aleksander Łukaszenka- ostatni dyktator Europy. Dopuścił się wielu naruszeń, zmienił konstytucję. Teraz znowu kandyduje i jego dalszy udział w wyborach to droga w ciemność. A to, że w wyborach startują inni pretendenci sprawia, że jego udział i wybory są uzasadnione."

Według Barysa Chamajdy wygrać z Aleksandrą Łukaszenką nie jest w stanie żaden z pozostałych dziewięciu pretendentów:

"Nikt go nie pokona! Dlatego, że system jest tak zorganizowany. Co prawda, oni zwołują ludzi na plac, ale wśród tych dziewięciu niemia ogólnokrajowego lidera, jest ich tylko dziewięciu i  niczego zbiorowego nie są w stanie zrobić. I niewiadomo jeszcze, kto przejmię inicjatywę na tym placu, kiedy zbierze się tam wiele osób!"

Koło witebskich opozycjonistów zatrzymało się kilka osób: większość obserwowała pikietujących z daleka, i tylko pojedyńcze osoby podeszły, aby posprzeczać się lub wyrazić solidarność.

Przez dwie godziny od początku pikiety do panów Chamajdy i Dziarżaucawa podjechali policjanci oddziały czyhunackiego i zabrali obydwu na posterunek. Opozycjoniści próbowali wytłumaczyć policjantom, że teraz odbywają się agitacje wyborcze, w których oni również biorą udział. Jednak nie zgodzili się z tym, że uliczna agitacja powinna odbywać się w wyznaczonych przez władze miejscach, a miejscówka koło tak zwanego "niebieskiego domu"- domu nr 28 na ulicy Lenina- nie wchodzi w tę listę. Dlatego zwolennicy bojkotu zostali oskarżeni o nielegalne pikiety.

Innych kampanii agitacyjnych w Witebsku jeszcze nie ma. Lidzija Sahidulina, zaufana osoba kandydata Uladzimira Niakliaeua wyjaśnia:

"Ze względu na fakt, że nie otrzymalismy potwierdzenia zaufanych osób, nie możemy napisać wniosku o pikietę. W moim poświadczeniu zrobiono błąd, w imieniu drugiej zaufanej osoby-Haliny Bahdanawej- poświadczenie więc jeszcze nie zostało wydane. I jakieś agitacyjnej produkcji  nie możemy rozpowszechnić, dlatego że w miniony piątek nie było jeszcze otwarte konto Uladizmira Niakliaeua."

Według Lidii Sahidulin w podobnej sytuacji znalazły się zaufane osoby innych demokratycznych kandydatów.

Ale kampania za Aleksandra Łukaszenkę już się rozpoczęła. I odbywa się bez ograniczeń: w rejonie dubroweńskim już 19 listopada wystartował rajd samochodowy "My za baćkę", zorganizowany przez rosyjską organizację społeczną "Bracia Słowianie" i "Autoradioklub" z Sankt Petersburga. Na samochodach uczestników z Rosji, Białorusi i Ukrainy przymocowano hasła "Łukaszenka to słowiański prezydent" i inne, a do 27 listopada kolumna kierowców ma odwiedzić szereg miast i miasteczek w całym kraju.

GRODZIEŃCZSZYZNA
W Mostach i Słonimie zrywają ogłoszenia o spotkaniu z kandydatem.

W grodzieńszczyźnie kampania prezydencka ociąga się z powodu braku drukowanych materiałów. Obrońcy praw człowieka sądzą, że zawiniła CKW.

Dziś rano zaczęły się już pierwsze występy kandydatów w radiu, a wieczorem- przemówienia w telewizji. Przedstawiciele sztabów opozycyjnych kandydatów twierdzą, że z powodu braku informacji wyborcy nie wiedzą o tym.

W Słonimie na 25 listopada planowane jest pierwsze spotkanie z kandydatem na prezydenta Witalem Rymaszeuskim, a dzisiaj wystąpił on na wizji. Członkowie jego sztabu sami wydrukowali ulotki informujące o tym wydarzeniu i rozwiesili w mieście.

"Rozklejamy je, ale nasze ogłoszenia są zrywane, i na razie nie wiadomo przez kogo. Rozkleiliśmy je na przystankach, słupach- wszędzie. Wracamy,a ogłoszeń  już w tych miejscach nie ma" -mówi przedstawiciel sztabu.

W Mostach działacze sztabu Witala Rymaszeuskiego mówią, że wychodzili z dwoma ulotkami: w jednej- którą wydrukowali sami-informują, że 25 listopada odbędzie się spotkanie z kandydatem, a w drugiej zamieszczona jest biografia Witala Rymaszeuskiego i to z nią zbierali podpisy dla kandydata.

"Zostawili czarno-białe, a kolorowe pozrywali. Wczoraj je powiesiliśmy. Była na nich wydrukowana biografia Witala Rymaszeuskiego."

W sztabach innych kandydatów również czekają materiały wyborcze. Wiele osób mówi, że ludzie już pytają się o ulotki, ale pokazywać na razie nie ma czego.

Obserwator wyborów Raman Jurhel mówi, że nie tylko miasta, ale i wioski powinny już być obklejone ulotkami dzisięciu kandydatów, bo od daty ogłoszenia kampanii minęły cztery dni. Uważa, że odpowiedzialność za tę ciszę spoczywa na CKW.

"W grodzieńszczyźnie nadal nie ma informacji wyborczej, nie widać żadnego plakatu wyborczego na słupach. Sądzę, że powodem jest tworzenie  jakieś zwłoki ze strony CKW czy nawet administracji prezydenta."

Uladzimier Chilmanowicz, który również nadzoruje wyborczą kampanię, twierdzi, że w minionym tygodniu razem z kolegami złożyli skargę do regionalnej komisji terytorialnej oraz CKW w których domagają się, aby w centrum obwodu i innych miastach została zwiększona ilość miejsc do przeprowadzania agitacji, jak to zrobiono w Mińsku. Jak dotąd nie otrzymali odpowiedzi.



OBWÓD BRZESKI
Kampanię zaczną się dopiero w grudniu.

Kampanię wyborczą w obwodzie brzeskim rozpoczęli tylko nieliczni kandydaci na prezydenta. Ulotki informacyjne rozprowadza wyłącznie sztab jednego z dziesięciu kandydatów.

Swoją kampanię wyborczą w obwodzie brzeskim rozpoczął Jarosław Romańczuk. Pozostali kandydaci na prezydenta jak dotąd ustalili tylko daty wizyt w tym rejonie. Materiały informacyjne w ramach kampanii rozpowszechniają od dzisiejszego dnia jedynie sztaby Andreja Sannikaua. Mówi zaufana osoba kandydata na obwód brzeskim Zinaida Michniuk:

"Sannikau zamierza przyjechać do Brześcia już w tę sobotę 27 listopada. Spotkanie odbędzie się w Pałacu Związków Zawodowych o godzinie 16-ej. Teraz akurat dopełniamy procedury uzgodnień z administracją pałacu. Co do materiałów wyborczych, to nie czekamy na to, kiedy je wydrukują. Są obywatele, którzy wspierają naszego kandydata, i już teraz są wydrukowane za ich koszt materiały informacyjne. Już dziś zaczynamy rozpowszechniać to, co możemy." 

Kolejnym kandydatem na prezydenta, który po Sannikau odwiedzi Brześć, będzie Uladzimir Niakliaeu. Choć na razie nie ma materiałów informacyjnych kandydata- jak mówi kierownik grupy inicjatywnej kandydata na obwód brzeski Mikałaj Kousz- ale oczekują, że pojawią się w najbliższym czasie:

"Mniej więcej gdzieś koło 10 grudnia Uladzimir Niakliaeu będzie z wizytą w Brześciu. Jeżeli chodzi o materiały informacyjne, to na dzisiejszy dzień ich nie posiadamy. Dosyć późno zostały przydzielone środki na to, aby rozpocząć ich produkcję. I ta produkcja jeszcze do nas nie doszła."

12 grudnia Brześć odwiedzi kandydat na prezydenta z partii BFL Ryhor Kastusiou. 13-14 grudnia w obwodzie brzeskim zawita Wital Rymaszeuski. Mikałaj Statkiewicz i Dzmitry Wus będą opracowywać grafik wizyt w rejonie dopiero po występie w telewizji. Według zaufanej osoby kandydata w Brześciu- Wiktara Czajkouskiego, zdecydowano, że dopiero po występach spotkania będą efektywne:

"Kandydaci na prezydenta zgodzili się, że skuteczność spotkań z wyboracmi będzie większa  po występach w eterze i na wizji."

Kandydaci na prezydenta aktywnie zajmują się kampanią poprzez elektroniczne środki masowego przekazu, również poprzez sieci społeczne.

HOMELSZCZYZNA
Za plakaty straszą grzywnami.

W Żłobinie członkowie grupy inicjatywnej kandydata na prezydenta Mikałaja Statkiewicza spotkali się z tym, że Rejonowa Komisja Wyborcza otwarcie sprzeciwia się rozpowszechnianiu informacji o występie Statkiewicza w telewizji białoruskiej, które ma odbyć się 23 listopada o godz. 19-ej. Miasto nie zostało jeszcze wyposażone w stoiska do umieszczenia materiałów wyborczych.

Wypowiada się zaufana osoba kandydata na prezydenta w regionie Wiktar Kancawienka:

"Wiceprzewodnicząca komisji Walancina Mikałajeuna powiedziała, że nie mamy racji- ogłoszenia nie mogą być rozmieszczane. Powiedziała nam, że będzie to karane grzywną. Ja jej wytłumaczyłem, że kampania już się zaczęła. Pytam się: >>gdzie stanowiska?- w mieście nie ma żadnego stanowiska dla materiałów wyborczych<<, a ona mi "za stanowiska my nie odpowiadamy". Za nie, jak twierdzi, odpowiada wiceprzewodniczący Komitetu Wykonawczego Kaściajkou- zastępca budownictwa."

Wiktar Kancawienka powiedział, że zmuszony był iść do Kaściajkoua:

"Poszedłem do niego. Przyjął mnie, przeprosił i powiedział, że stanowiska jeszcze nie są gotowe, ale w środę będzie postawionych w Żłobinie 5 stanowisk- 80 centymetrów szerokości i 2 metry wysokości. Tak, aby wszyscy kandydaci mieli miejsce."

Według Kancawienki, członkowie zespołu Statkiewicza musieli uprosić właścicieli sklepów, aby ci pozwolili powiesić ogłoszenia o jutrzejszym występie Mikałaja Statkiewicza w telewizji.

Członek grupy inicjatywnej Statkiewicza w Żłobinie Piotar Karycki mówi, że miejscowe władze nie są zaciekawione normalnym tokiem kampanii wyborczej- nie chcą aby ludzie wiedzieli o innych kandydatach oprócz Łukaszenki.

"Sprawa jest jasna: ludzie mało wiedzą i na co im więcej wiedzieć?".

22 listopada 2010, 16:39, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.

sobota, 20 listopada 2010

Sannikau spotkał się z wyborcami na dworze

Na osobistym spotkaniu z wyborcami pojawił się kandydat na prezydenta Andrej Sannikau. Jego zwolennicy ustawili namiot na ulicy w pobliżu placu Kamarouskiego, rozwiesili biało-czerwono-białe i europejskie flagi, rozdawali niebieskie wstążki oraz gazety zawierające wywiad z kandydatem.

Wiktar Iwaszkiewicz powiedział, że namiot w tym miejscu będzie znajdował się przez cały czas trwania kampanii.

"Pierwszy dzien agitacji i wyruszyliśmy rozpocząć pierwszą pikietę, a jutro-pojutrze pomnożymy te pikiety w innych dzielnicach Mińska. Również we wszystkich- przynajmniej tych dużych- miastach będziemy robić stacjonarne pikiety rozpowszechniające materiały informacyjne. Zdecydowaliśmy się zrezyzgnować z roznoszenia po ich skrzynkach pocztowych i tylko rozdawać do rąk. To jest bardziej wydajne i ekonomiczne."

Gdy tylko do namiotu wszedł Andrej Sannikau, od razu zaczęli zbierać się ludzie.
"Dziękuję za wasze poparcie. Cóż, ruszamy do przodu, do europejskiej Białorusi! Wygramy, ruszajmy! 19-ego obowiązkowo spotykamy się na placu!"



Przechodnie zadawali Sannikau'owi masę pytań, wyrażali swoje prośby. Jedna z uczestniczek spotkania powiedziała:

"Stałam i przysłuchiwałam się. Mówisz bardzo dobre słowa, mądre. I wydaję mi się, że wnętrze również musi być takie. I będzie wszystko dobrze."

Ludzie również wyrazili chęć, aby Sannikau przeprowadził spotkania w dzielnicach mieszkaniowych.

"Jesteśmy tacy, że możemy przyjść tam, gdzie nas wzywają. Ale wielu pragnie, abyście to wy się pokazali. Okazuje się, że w niektórych dzielniach, jak na wsi. A ludzie tam za wiele nie wiedzą. Sami wiecie, jakie mamy teraz informacje. Kto ma mozliwości, internet, satelitę- ten jest na czasie. Ale wielu ludzi Pana nie zna. Jest to wielki minus. A tak chcemy, aby już coś się zmieniło."



Inna obywatelka po spotkaniu powiedziała:

"Zaciekawiło mnie, że wiele osób na Białorusi- oprócz Mińska- nie zna innych kandydatów na prezydenta.Dlaczego?- spytałam się. Dlaczego oni nie docierają do tych oddalonych miast, wiosek, w których babcia wychodzi do sklepu i patrzy, że kandydatem na prezydenta jest tylko obecny prezydent? No cóż, jakaś informacja, że jest z czego wybierać, jest jeszcze na kogo głosować, powinna być. Ale jej nie ma."

Według Wiktara Iwaszkiewicza, zespół Sannikaua planuje zorganizować również przenośne pikiety, np. obok wejścia do fabryki traktorów. Ponadto planowane jest zorganizowanie pod gołym niebem 20-30 mityngów w Mińsku i dodatkowo w 15 miastach w całym kraju.

19 listopada 2010, 17:50, Алесь Дашчынскі, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.