18 grudnia 2011, 18:10, Jahor Marcinowicz
Artykuł można przeczytać tutaj
Dyżurny kolonii w Bobrujsku powiedział korespondentowi "Svabody", że w tej chwili trwa procedura wypuszczania z zakładów karnych więźniów politycznych, którzy znaleźli się na liście ułaskawionych. "Dzmitryj Drazd a także inni osadzeni wsiadają właśnie do pociągu jadącego do Mińska. Nie mają możliwości zatelefonowania do domów, przyjadą do stolicy i tam wszystko załatwią" - powiedział dyżurny.
Wiadomo, że razem z Drazdem na wolność wyjdą również Arciom Hrybkou, Siarhiej Kazakou i Andrej Pratasienia. Siostra Hrybakoua, Ludmiła, potwierdziła, że w kolonii karnej zapowiedziano wypuszczenie jej brata w pierwszej połowie dnia.
Siostra więźnia politycznego Jauhena Sakreta, Iryna, powiedziała korespondentowi "Svabody", że jej brat zadzwonił dziś rano do domu i poinformował, że trafił na listę ułaskawionych, został już uwolniony i właśnie jedzie do domu. Jauhen Sakret odbywał karę w kolonii nr 15 pod Mohylewem. Sakret przewiduje, że do wieczora dotrze do domu w Anopalu pod Mińskiem.
Żona Klaskouskiego, Natalia, póki co nic o uwolnieniu męża nie wie - nie uzyskała żadnej informacji z kolonii w Szkłowie, ponieważ nikt nie odbierał tam telefonu.
13 sierpnia 2011, 13:10, Aleh Hruździłowicz
Artykuł można przeczytać tutaj
Źmicier Bandarenka najprawdopodobniej znajduje się w areszcie śledczym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na ulicy Waladarskiej.
Zawiadomiła o tym agencję BelaPAN żona polityka:
– Skontaktowałam się z adwokatem, on poszedł do aresztu, gdzie wydano mu pozwolenie na widzenie ze Źmitrem – powiedziała Wolha Bandarenka.
Jak informowaliśmy wcześniej, dzisiaj około godziny 10 Źmitra Bandarenko przeniesiono do piątego szpitala klinicznego w Mińsku, gdzie powinien zostać zoperowany 26 lipca.
– Przyszłam na pogotowie, gdzie przy wejściu stali znajomi Źmitra – powiedziała Wolha Bandarenka – wszedł człowiek w cywilnym ubraniu i powiedział, że jeśli nie chcemy mieć nieprzyjemności, to powinniśmy się rozejść. Byłam w środku, gdy poinformowano mnie, że samochód, w którym był mąż, odjechał.
Według żony polityka, lekarze już praktycznie wypełnili potrzebne dokumenty, ale kiedy wywieźli Bandarenkę, to schowali je do szuflady.
Koordynator ruchu obywatelskiego „Europejska Białoruś”, pełnomocnik kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua na wyborach w 2010 roku, Źmicier Bandarenka w kwietniu został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za „organizowanie grupowych działań, które naruszają porządek publiczny oraz za aktywne uczestnictwo w nich”.
Po zatrzymaniu w grudniu ubiegłego roku i pobycie w więzieniu KGB objawy chorób przewlekłych polityka się zaostrzyły. W maju został zbadany przez neurologa, który orzekł, że potrzebna jest mu operacja. Rozpoznano u niego cztery przepukliny dysków kręgosłupa, uciskających trzy nerwy. W czerwcu stan więźnia pogorszył się, przewieziono go na izbę chorych, a potem do republikańskiego szpitala więziennego. Postawiono Bandarenkę przed wyborem: odprawa albo do kolonii karnej albo na operację. W takich okolicznościach musiał wydać pisemną zgodę na zabieg. Przy tym odmówiono skazanemu konsultacji z neurochirurgiem. Rzeczywista dyskusja toczy się o przymusową operację, mówią krewni, znajomi i zwolennicy Źmitra.
Do natychmiastowego uwolnienia Źmitra Bandarenki wzywa władze Mińska przewodniczący Europarlamentu Jerzy Buzek. 24 lipca, na antenie stacji „Polskiego Radia” powiedział: odnośnie Bandarenki władze białoruskie zachowują się „niegodnie i niehumanitarnie”. U więźnia „występują poważne problemy kręgosłupa, potrzebuje specjalistycznej konsultacji i rehabilitacji”, konstatował Buzek.
– Dalsze, niczym nie uzasadnione zatrzymanie może tylko pogorszyć jego stan zdrowia i może nawet prowadzić do jego kalectwa – podkreślił szef Europarlamentu.
25 lipca 2011, 16:56, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Aktywista Mikita Lichawid znalazł się w karcerze z powodu kilku naruszeń więziennego regulaminu na raz.
Mecenas Daria Lipkina spotkała się ze swoim klientem Mikitą Lichawidem w Nowopołockiej kolonii karnej. Wcześniej od uwięzionego działacza ruchu "O Wolność" od ponad tygodnia nie nadchodziły wiadomości. Bliscy Lichawida nie wykluczali, że ponownie, piąty już raz w przeciągu dwóch miesięcy pobytu w kolonii karnej, trafił on do karceru. Okazało się, że ich obawy były słuszne, jednak tym razem Mikita Lichawid otrzymał wyjątkowo wysoką karę.
Matka aktywisty, Alena: "Dostał 20 dni karceru. Zsumowali od razu cztery naruszenia regulaminu i skazali go na 20 dni. Z Mikitą spotkała się pani adwokat. Powiedziała, że nie będzie ukrywać, że jest bardzo chudy, blady, ma podkrążone oczy. Ale mężnie się trzyma, na nic się nie skarży".
Według pani mecenas Lichawidowi ograniczono możliwość robienia zakupów w więziennym sklepie - może on wydawać na zakup jedzenia jedynie 70 tysięcy rubli miesięcznie, mimo, że inni więźniowie mogą przeciętnie przeznaczyć na ten cel do 200 tysięcy. Wiadomo również, że Mikita Lichawid nie otrzymał paczek z przyborami toaletowymi, które przesyłała mu matka. 11 lipca matce aktywisty udało się dodzwonić do lekarza, który regularnie pojawia się w karcerze. Według niego, Lichawid na nic się nie uskarża.
***
21-letni aktywista Ruchu "O Wolność" Mikita Lichawid został w marcu skazany, w procesie prowadzonym przez sędzinę Natalię Pykinę z mińskiego sądu dzielnicy partyzanckiej, na 3,5 roku kolonii karnej za udział w "masowych zamieszkach" do których doszło 19 grudnia 2010 roku w Mińsku. Swoją karę działacz odbywa w kolonii karnej w Nowopołocku.
11 lipca 2011, 17:15 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Protesty nigdzie nie nabrały gwałtownego charakteru. Nie patrząc na zatrzymania inne sposoby zastraszania, wśród manifestujących panował bohaterski duch.
23 czerwca 2011, 00:11, Jauhien Wasilkou
Artykuł można przeczytać tutaj
Więcej w przeglądzie białoruskim NEW
Białoruś jest ostatnio tematem palącym. Kraj znajduje się na skraju bankructwa. Autorytarny reżim pokazuje pazury, nie wiadomo do końca jak moralna Europa powinna się zachować. Użyć sankcji ekonomicznych, czy raczej dać kredyt i ratować państwo przed wchłonięciem Białorusi przez Rosję. Na pewno potrzeba aktów solidarności z narodem białoruskim.
Niewątpliwie starsza siostra, z której raczkujące białoruskie ruchy demokratyczne chcą brać przykład, zauważa rozdział między autorytarnym rządem a obywatelami, którzy obrywają rykoszetem z każdym posunięciem, zarówno władz jak i sąsiadów. Chyba, że władze dedykują swe decyzje bezpośrednio społeczeństwu. W polskim zaciszu, gdzie można znaleźć zarówno opozycjonistów jak i studentów „kalinowców”, toczą się debaty: jak zaprowadzić zmiany, kiedy się to uda, czy w ogóle się uda, wzorować się na Polsce czy się nie wzorować. A jak się już uda, to co z tym zrobić? Może to trochę dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale na pewno polska solidarność jest potrzebna białoruskim wojownikom.
Wieczór solidarności z narodem białoruskim, zorganizowany pod patronatem Urzędu Miasta Wrocławia pokazał, że troszkę jej jednak brak. Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz nie pojawił się na spotkaniu, wieńczącym Dni Kultury Białoruskiej, z przedstawicielami opozycji. Nie było też drugiego przedstawiciela Urzędu Miasta Wrocław – Jarosława Brody, kierownika Wydziału Kultury. Właściwie reprezentacja opozycjonistów też była dosyć szczupła, bo pojawił się jedynie Andrzej Milinkiewicz z żoną, Inną Kulej. Zabrakło Stanisława Szuszkiewicza. W ramach rekompensaty w panelu uczestniczył były ambasador Polski na Białorusi Mariusz Maszkiewicz i malarz Aleksiej Maraczkin.
Czy demokratyczne zmiany mają szansę zaistnieć? „Potrzebny jest polski know how, szkolenia dla Białorusinów, by transformacja nie była zbyt bolesna” mówił prowadzący spotkanie Nikołaj Iwanow, prezes fundacji „Za Wolność Naszą i Waszą”. Doświadczenie przemian lat 90 w Polsce są ważnym przykładem dla białoruskich kolegów. Udało się w Polsce, mimo tego, że były chwile załamania i w tamtym okresie sen o demokracji był równie mglisty. „Trzeba na to pracować” mówił lider ruchu „O Wolność” Alaksandr Milinkiewicz. Pracować trzeba, ale z głową. Polski model nie jest przecież doskonały. Mariusz Maszkiewicz wskazywał na rozwagę w czerpaniu wzorców.
Wątek sankcji jest na językach zarówno prasy białoruskiej: niezależnej i prorządowej jak i zachodnich komentatorów. Decydenci głowią się jak ukarać, żeby było skutecznie i do tego solidarnie z narodem. Milinkiewicz wystąpił przeciw sankcjom ekonomicznym. „Nie da się wychować dyktatora”, mówił. Izolować z drugiej strony nie sposób, bo w niedługim czasie można by spodziewać się kolejnej prowincji rosyjskiej. Błąd w postępowaniu Unii Europejskiej wobec Białorusi to przykładanie zachodnich wzorców do wschodniego sąsiada. Łukaszenka nie przeprowadzi samowolnie demokratyzacji tylko pod wpływem lekkiego nacisku ekonomicznego, jakim są czarne listy. Również druga opcja: dialogu, musi być bardziej zdecydowana. W momencie, gdy reżim ma pole manewru zaczyna balansować, grać to ze Wschodem to z Zachodem.
Problem sankcji ekonomicznych, według Milinkiewicza polega na tym, że mogą one doprowadzić do zniszczenia Białorusi jako państwa. Szkody wyrządzone przez te sankcje mogą być wykorzystane przez propagandę i opinia publiczna może zrazić się przy kolejnych wyborach. Aleksiej Maraczkin, zaangażowany politycznie artysta-malarz, stoi po stronie sankcji. Przy sowieckim modelu gospodarczym takie kary odbiją się na dyktaturze, nie na społeczeństwie. W obecnej sytuacji, mimo sportowej kondycji zaangażowanych – im bardziej cisną, tym są mocniejsi – ludzie zaczynają się niecierpliwić. „Ani żyć nie dają, ani umrzeć nie można.” Łukaszenka przyrósł do krzesła, a zmiana jest potrzebna.
Jednak w społeczeństwie coś pęka. Ludzie zaczynają się budzić. Rewolucja dojrzewa sama, może nie da się ustalić jej daty, ale można ją przewidzieć. Poprowadzić odpowiednimi torami. Inna Kulej, przewodnicząca komitetu obrony represjonowanych mówiła o odczuwalnym wzroście solidarności między opozycjonistami, ale również solidarności płynącej z Polski i innych krajów zachodnich. Poparcie dla 600 zatrzymanych po 19 grudnia było ogromne, imienne (paczki z danymi osobistymi były wysyłane do więzień), bez strachu. Trochę inaczej niż przy wyborach z 2006 roku.
Może na „przewrót pałacowy” i rozłamy w obozie władzy nie ma co liczyć. Warto jednak wierzyć w społeczeństwo białoruskie, do tej pory przygłuszone strachem o pracę. Teraz, gdy nawet posada nie daje pieniędzy, a pieniądze towarów, ulice mogą w końcu się wybudzić. Po wyborach 19 grudnia proeuropejskie grono w społeczeństwie wzrosło z 37 do 52 procent. Można to odczytać jako sukces, bo ten trend idzie w parze z odzyskiwaniem świadomości narodowej, języka, odkrywaniu historii. „Czas rewolucyjny” to czas dla bohaterów. Bohaterom potrzeba solidarności. Jeden z gości, Kornel Morawiecki – przewodniczący Solidarności Walczącej – mówił, że solidarności potrzeba całemu światu. Nie tylko wolności i demokracji, ale wspólnej wizji lepszego świata, by móc mówić o nowej, wolnej Białorusi.
Karolina Słowik
fot. Grzegorz Małyga
***
Wieczór solidarności z narodem białoruskim odbył się 5 czerwca 2011 roku we Wrocławiu w ramach Dni Kultury Białoruskiej. Organizatorem była fundacja „Za Wolność Naszą i Waszą”.
Były kandydat na prezydenta Białorusi, lider kampanii społecznej "Mów prawdę!" Uładzimier Niakliajeu, zwrócił się w tej sprawie do Juana Mendeza, sprawozdawcy ONZ ds. tortur.
"Dziś na Białorusi wprowadzono takie warunki, że nawet bliscy więźniów nie mają możliwości zobaczenia się z nimi" - powiedział w wypowiedzi dla korespondenta "Narodnej Woli" Uładzimier Niakliajeu - "Krewni osadzonych osób żyją w niewiedzy. Sytuacja więźniów jest po prostu straszna. Wiele osób opowiada, że w więzieniach wywiera się na nich presję. Jednak społeczeństwo nie może się dowiedzieć ani o tym, kto represjonuje uwięzionych ani jakimi metodami to czyni.
Wszystkie próby odkrycia "zasłony niewiedzy" w tej kwestii, spotykają się z głuchym milczeniem władzy. Jedynym wyjściem w tej sytuacji, jest zwrócenie się do struktur międzynarodowych. Może tam będą mogli coś zrobić. Dlatego też my wykonujemy pierwszy krok, którym jest list do sprawozdawcy ONZ ds. tortur. W piśmie wymienione są konkretne przypadki dopuszczania się tortur w białoruskich więzieniach. Teraz zostało nam jedynie czekać na reakcję świata".
6 czerwca 2011, 21:15, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Kwestię umocnienia sankcji europejscy ministrowie omówią w Brukseli w poniedziałek.
21 maja 2011, 18:56, Nasza Niwa.
Artykuł można przeczytać tutaj.
20 maja w mińskim sądzie ogłoszone zostały wyroki w sprawie byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego, a także członków sztabu wyborczego Niakliajeua Andreja Dzmitryjeua, Aleksandra Fiaduty i Siarhieja Waźniaka oraz aktywistki Nasty Pałażanki.
O godzinie 16:10 czasu białoruskiego Sąd obwieścił następujące wyroki:
Uładzimir Niakliajeu - 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata
Wital Rymaszeuski - 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata
Andrej Dzmitryjeu - 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata
Aleksander Fiaduta - 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata
Siarhiej Waźniak - 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata
Nasta Pałażanka - Rok więzienia w zawieszeniu na rok
20 maja 2011, 15:28, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Dzisiaj, 14 maja, w mińskim sądzie dla dzielnicy partyzanckiej wydany został wyrok w sprawie byłego kandydata na prezydenta Białorusi Andreja Sannikaua i czterech innych uczestników akcji z 19 grudnia 2010 roku. Sędzia Natallia Czacwiartkowa, za udział oraz kierowanie "masowymi zamieszkami", skazała Andreja Sannikaua na 5 lat pobytu w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze (wczoraj prokurator zażądał dla oskarżonego 7 lat).
Aleh Hnedczyk za udział w "masowych zamieszkach" został skazany na 3,5 roku, Ilia Wasiliewicz, Fiodar Mirzajanau oraz Uładzimier Jaromienka otrzymali wyroki po 3 lata w kolonii o zaostrzonym rygorze. Wszyscy skazani oskarżeni byli na podstawie artykułu mówiącego o "masowych zamieszkach" (który zagrożony jest karą maksymalną 15 lat pozbawienia wolności).
Na dzień 14 maja 2011 bilans skazanych za udział w proteście na Placu Niezależności 19 grudnia 2010 roku oraz wydarzeniach go poprzedzających wynosi 27 osób:
Za udział w masowych zamieszkach, oprócz Sannikaua, Hnedczyka, Mirzjanaua, Wasiliewicza i Jaromienki skazani zostali:
Wasil Parfiankou - 4 lata pozbawienia wolności w kolonii o zaostrzonym reżimie; Aleksander Atroszczankau - 4 lata w kolonii o zaostrzonym reżimie; Mikita Lichawid - 3,5 roku pozbawienia wolności; Dzmitryj Nowik i Aleksander Małczanau - 3,5 i 3 lata w kolonii o zaotrzonym rygorze; obywatele Federacji Rosyjskiej Artiom Breus i Iwan Gapanow - grzywny w wysokości 10,5 miliona rubli; Dzmitryj Miadzwiedź - 3 lata ograniczenia wolności bez skierowania do zakładu penitencjarnego; Aleś Kirkiewicz - 4 lata pozbawienia wolności; Paweł Winahradau - 4 lata pozbawienia wolności; Andrej Pratasienia - 3 lata pozbawienia wolności; Zmicer Drozd - 3 lata pozbawienia wolności; Uładzimir Chamiczenka - 3 lata pozbawienia wolności. Uładzimir Łoban - 3 lata pozbawienia wolności; Andrej Fiedarkiewicz - 3,5 roku kolonii karnej; Jauhien Sakret - 3 lata kolonii karnej; Siarhiej Kazakou - 3 lata kolonii karnej; Dzmitryj Daronin - 3,5 roku kolonii karnej; Wital Macukiewicz - 3 lata kolonii ścisłego reżimu.
Za organizację działań, które naruszały porządek publiczny (art.342 KK), na 2 lata w kolonii karnej został skazany koordynator "Europejskiej Białorusi" Zmicer Bandarenka.
Poza tym, za chuligański wybryk skazani zostali Zmicer Daszkiewicz i Eduard Łobau - 2 i 4 lata pozbawienia wolności. Zostali oni aresztowani 18 grudnia, dzień przed wyborami prezydenckimi.
W poniedziałek, 16 maja, ogłoszony zostanie wyrok w sprawie szefa sztabu wyborczego kandydata na prezydenta Białorusi Witala Rymaszeuskiego - Pawła Sewiaryńca (prokurator żąda 3 lat w kolonii), dziennikarki i żony Andreja Sannikaua - Iryny Chalip (2 lata ograniczenia wolności w zawieszeniu), szefa sztabu Mikoły Statkiewicza - Siarhieja Marcalieua (2 lata ograniczenia wolności w zawieszeniu).
Ponadto trwają procesy Statkiewicza, Wusa, Paźniaka, Klaskouskiego, Kwiatkiewicza, Hrybakoua, Bułanaua (czwarty dzień) oraz Niakliajeua, Rymaszeuskiego, Fiaduty, Dzmitryjeua, Waźniaka i Pałażanki (siódmy dzień).
14 maja 2011, 17:18, Zmicer Pankawiec i Aleh Hardzienka
Artykuł można przeczytać tutaj
W Mińsku trwają procesy sądowe organizatorów oraz uczestników akcji protestu, która odbyła się na Placu Niezależności 19 grudnia zeszłego roku. Wśród sądzonych są także byli kandydaci na prezydenta Białorusi Uładzimir Niakliajeu, Andrej Sannikau i Wital Rymaszeuski. Co myślą o tych procesach białoruscy politycy?
Deputowany XIII kadencji Rady Najwyższej Republiki Białorusi Paweł Znawiec nie jest zdziwiony surowymi wyrokami dla szeregowych uczestników protestu:
"Właśnie czytam 'Opowiadania Kołymskie' Warłama Szałamowa i 'Archipelag Gułag' Sołżenicyna. Znam również osobowość Łukaszenki - jest on bardzo surowym dyktatorem. Dlatego też nie widzę w tym niczego dziwnego. To zemsta Łukaszenki na wszystkich tych, którzy rzucili mu wyzwanie. Jednocześnie jest to również próba zastraszenia społeczeństwa do takiego stopnia, żeby przy możliwych na Białorusi wydarzeniach takich jak kryzys finansowy lub coś podobnego, naród wszystko w milczeniu znosił i bał się wychodzić na ulicę. To rodzaj prewencji - zachować władzę ale także zastraszyć naród".
Na kilka przyczyn surowości władzy wskazuje politolog Aliaksiej Karol:
"Po pierwsze - jest to logika postępowania totalitarnych reżimów wobec swoich oponentów, przeciwko tym zjawiskom i tym siłom, które niosą potencjalne zagrożenie dla systemu. Po drugie - inercja karnych możliwości systemu. Władza jest zdania, że jeżeli odpuści, daruje, to wówczas pokaże swoją bezsilność. Jest to więc osobliwe, totalitarne, udowodnienie swojej siły. I po trzecie - istnieje przekonanie o konieczności doprowadzenia procesów do końca. A dopiero potem myślenia co z tym zrobić - darować, nie darować, na jakie ustępstwa pójść. Jednym słowem, jest to karta przetargowa przy negocjacjach z siłami zewnętrznymi".
Władze dążą obecnie, jak nigdy wcześniej, do zastraszenia społeczeństwa - uważa były deputowany i więzień polityczny Siarhiej Skrabiec:
"Władzy potrzebne jest, by to nawet nie aktywiści, ale zwyczajni ludzie, którzy przyszli na Plac wyrazić poparcie dla swoich kandydatów na prezydenta, zostali surowo ukarani. To pewnego rodzaju profilaktyka. Obecna sytuacja ekonomiczna jest poważna. I władze już teraz działają tak, by przestraszyć ludzi. Boją się, że osoby, które straciły pracę, a jest ich już pół miliona, wyjdą na ulice. W najbliższym czasie może dojść do wybuchu społecznego niezadowolenia. I dlatego już dzisiaj surowo karani są ci, którzy 19 grudnia protestowali".
6 maja 2011, 15:28, Uładzimier Hłod
Artykuł można przeczytać tutaj
5 maja odbył się ostatni, piąty z kolei, dzień procesu opozycyjnego aktywisty Pawła Winahradaua, młodzieżowego działacza z Grodna Alesia Kirkiewicza, archiwisty Zmitra Drozda, Andreja Prataseni i Uładzimira Chamiczenki.
Dziś odbyły się wystąpięnia adwokatów dwóch oskarżonych: Kirkiewicza i Winahradaua. Ostatnie słowa w procesie wygłosili również sami zasiadający na ławie oskarżonych działacze polityczni.
O godzinie 17:08 Sąd przedstawił wyrok w procesie aktywistów:
Aleś Kirkiwicz - 4 lata pozbawienia wolności
Paweł Winahradau - 4 lata pozbawienia wolności
Andrej Pratasenia - 3 lata pozbawienia wolności
Zmiter Drozd - 3 lata pozbawienia wolności
Uładzimir Chamiczenka - 3 lata pozbawienia wolności
Sąd przyznał zatem rację prokuraturze, która wnosiła o podobny wymiar kary dla oskarżonych, jedynie wobec Zmitra Drozda sąd nie przychylił się do wniosku o 3,5 roku więzienia.
Równolegle do procesu Kirkiewicza i pozostałych skazanych dziś osób, trwa rozprawa byłego kandydata na prezydenta Białorusi Andreja Sannikaua, Illi Wasiliewicza, Aleha Hniedczyka, Fiodara Mirzajanaua i Uładzimiera Jaromienka. Dziś odbył się piąty dzień tego procesu.
Także dzisiaj, w mińskim sądzie, rozpoczął się proces byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego. Sądzeni są również aktywiści sztabu wyborczego tego pierwszego: Andrej Dźmitryjeu, Aleksander Fiaduta i Siarhiej Waźniak oraz osoby zaufania Rymaszeuskiego - Nasty Pałażanki. Po pierwszym dniu tego procesu ogłoszona została przerwa w rozprawie do jutra, 6 maja, do godziny 10:00.
5 maja 2011, 18:51, Nasza Niwa, Svaboda.org
Materiały z procesów (relacja online w języku białoruskim oraz zdjęcia i video) znaleźć można tutaj, tutaj oraz tutaj.
Jako odskocznię od politycznych problemów Białorusi przedstawiamy dzisiaj tekst z „Naszej Niwy” dotyczący białoruskich tradycji wielkanocnych.
Białoruskie tradycje wielkanocne
Korzeni tradycji przygotowywania kraszanek, paschy, wspólnego świątecznego obiadu, szukać należy w podaniach ludowych.
Najpierw zanoszono do cerkwi, gdzie były święcone, typowe dla świąt wielkanocnych potrawy: ciasta, mięso, słoninę, ser, a także sól. Przede wszystkim zaś jajka, farbowane w cebuli lub korze drzew, co nadawało im czerwonej barwy (robiono także „pisanki” – czyli jajka ozdobione różnymi wzorkami). Jajka, przed poświęceniem, należało trochę obrać, by „uświęcenie” lepiej je „przeszło”.
Istnieje wiele przesądów związanych z Wielkanocą. Deszcz padający w noc wielkanocną zwiastował taką pogodę aż do Święta Trójcy, a co za tym idzie również chłodne lato. Za to spokojna i ciepła pogoda wróżyła podobne lato.
Sobota – Wielka, czerwona, jest ostatnim dniem przed Wielkanocą. W sobotę barwi się jajka, piecze ciasta. W świątyniach święci się kolorowe jajka, ciasta i inne pokarmy. Wiele osób decyduje się nie spać całą noc i zbiera się w cerkwiach lub kościołach na nocnym czuwaniu.
W pierwszy dzień świąt wielkanocnych nie palono w piecach. Myto się w wodzie, do której wkładano barwione na czerwono jajka i przedmioty ze srebra i złota. Stół nakrywa się białym obrusem, przystraja zielonymi roślinami. Na stole stawia się „święcone” – jajka, sól, ciasta, wędlinę. „Świętowanie” rozpoczyna się od poświęconego jajka: dzieli się je na kawałki przeznaczone dla każdego członka rodziny. Stół przy którym spotyka się cała rodzina jest bogato nakryty różnego rodzaju potrawami. Przed rozpoczęciem świątecznego śniadania odczytywano fragment Pisma Świętego. Następnie wszyscy razem czytali modlitwy „Ojcze nasz” i „Chwała Ojcu”, po czym spożywano poświęcone jajko.
W Wielkanoc ochrzczeni rodzice dają swoim dzieciom „wielkanocne gościńce”.
Cechą charakterystyczną białoruskiego folkloru są „wielkanocne pieśni” (валачобныя песні, vałačobnyja piesni). Zwyczaj obchodzenia w Wielkanoc najbliższej okolicy ma swoje źródło w starożytności. Uważano, że odwiedzenie gospodarstwa przez „wielkanocnych pieśniarzy” (Валачобнікі, Vałačobniki) – chłopców i dziewczęta – przynosi społeczności jedność, a wraz z nią powodzenie. Podchodząc pod okna domostw, „vałačobniki” śpiewali pieśni, w których wychwalali gospodarza, gospodynię oraz ich synów i córki. Gospodarze, do których zawitali śpiewacy, szczodrze dzielili się z nimi różnymi przysmakami.
W Wielkanoc szczególnie wyglądano słońca, ponieważ wierzono, że można w nim wówczas ujrzeć zmartwychwstałego Chrystusa. Mówiono również, że słońce tego dnia „skacze z radości”.
Najbardziej lubianą zabawą wielkanocną były „bitki” (біткі). Stukano się świątecznymi jajkami, zwycięzcą okazywała się ta osoba, której jajko przetrwało w całości. Niektórzy szczęśliwcy zdobywali w ten sposób całą czapkę czerwonych jajek. Zdarzali się również żartownisie, którzy zamiast jajka wystawiali do rywalizacji pomalowany, okrągły kamień i w ten sposób wygrywali.
23 kwietnia 2011, 13:42, СГ
Artykuł można przeczytać tutaj
Proces sądowy byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego, a także aktywistów: Nasty Pałażanki, Siarhieja Waźniaka, Andreja Dzmitryjeua i Aleksandra Fiaduty, rozpocznie się 5 maja 2011 roku.
Po akcji protestu, która odbyła się 19 grudnia 2010 roku w Mińsku, władze oskarżyły przedstawicieli opozycji o organizację i przygotowywanie działań naruszających porządek publiczny, lub aktywny udział w wydarzeniu o takim charakterze.
Jak informuje centrum obrony praw człowieka "Wiasna", rozprawa rozpocznie się o godzinie 10:00 w sądzie dzielnicy Frunzeńskiej Mińska.
22 kwietnia 2011, 13:21 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Aktywista Młodzieży BNF od 20 kwietnia przetrzymywany jest na posterunku. Poprzedniej nocy po raz drugi przeprowadzono w jego mieszkaniu rewizję.
Uładzimira Szulżyckiego 20 kwietnia wezwano do smorgońskiego oddziału prokuratury. Aktywista poinformował, że był przesłuchiwany w sprawie wybuchu w mińskim metrze.
Według relacji Szulżyckiego, śledczy zainteresowany był tym co działacz wie o wybuchu, co o ataku mówią ludzie, aczkolwiek najbardziej interesowały go zdjęcia, które Szulżycki zamieścił na swojej stronie w internecie. Na fotografiach Uładzimir Szulżycki pozuje z różnymi rodzajami broni z okresu II wojny światowej.
Chłopak musiał tłumaczyć funkcjonariuszowi, że zdjęcia te pochodzą z okresu, gdy wystąpił w filmie.
Następnie aktywista udał się na milicję, żeby wyjaśnić sprawę broni pneumatycznej, którą dzień wcześniej zakonfiskowali u niego milicjanci.
Później jego telefon już nie odpowiadał.
Rankiem 21 kwietnia matka aktywisty poinformowała, że w nocy w ich mieszkaniu odbyło się powtórne przeszukanie, z tym, że milicjanci pojawili się razem z Uładzimirem Szulżyckim. Skonfiskowali m.in. komputer.
21 kwietnia 2011, 10:50, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
16 kwietnia sejm Partii Białoruski Front Ludowy przyjął uchwałę dotyczącą ataku terrorystycznego do którego doszło 11 kwietnia w miński metrze. W uchwale złożono kondolencje rodzinom ofiar.
Przewodniczący partii BNF Aliaksiej Janukiewicz zauważył, że miniony tydzień przeszedł pod znakiem potwornych wydarzeń:
"Potępiamy kampanię rozpoczętą przez oficjalne środki masowego przekazu, w której absolutnie bezpodstawnie wiąże się wybuch z wizerunkiem opozycji. Praktycznie jawnie stawia się fałszywe oskarżenia wobec przedstawicieli niezależnych środowisk. Potępiamy również naciski na niezależne media, które władza rozpoczęła w związku z wydarzeniami mającymi miejsce po tym ataku."
Ponadto w uchwale wysunięto żądanie uwolnienia wszystkich więźniów politycznych w kraju, a także zaprzestania kampanii oczerniania sił demokratycznych i nacisku na niezależne media.
"Jedynie w wolnym i demokratycznym społeczeństwie, z silnym społeczeństwem obywatelskim, niezależnymi środkami masowej informacji, podstawy dla wewnątrzpaństwowego terroryzmu są skutecznie wyeliminowane. Istnieją bowiem instytucje społeczne, które stanowią mocną obronę przed przejawami wewnętrznego ekstremizmu i agresji".
16 kwietnia 2011, 18:08, Aleś Daszczynski
Artykuł można przeczytać tutaj
Trzy nowe sprawy karne skierowane przeciwko uczestnikom wydarzeń 19 grudnia zostały przekazane do mińskiego sądu miejskiego. Tam też podjęte zostaną decyzje w którym z sądów rejonowych odbędą się procesy.
W pierwszej sprawie karnej oskarżeni zostali Uładzimir Chamiczenka, Dzmitryj Drozd, Aleś Kirkiewicz, Andrej Pratasenia i Paweł Winahradau. Pierwszym czterem oskarżonym postawiono zarzuty z art. 293 KK o masowych zamieszkach. Paweł Winahradau dodatkowo oskarżony został o zniewagę symboli narodowych (spalił portret Łukaszenki).
W drugiej sprawie karnej oskarżonym jest były kandydat na prezydenta Białorusi Andrej Sannikau, a także Ilja Wasilewicz, Aleh Hnedczyk, Fiodar Mirzajanau, Uładzimir Jaromienka. Sannikauowi zarzuca się organizację zamieszek, kolejnym osobom - udział w nich.
I w końcu trzecia sprawa karna - oskarżonymi są Uładzimir Niakliajeu, Andrej Dzmitryjeu, Aleksander Fiaduta, Nasta Pałażanka, Wital Rymaszeuski i Siarhiej Waźniak. Osobom tym zarzuca się działania naruszające porządek publiczny. Ponadto Siarhiej Waźniak sądzony będzie również za składanie fałszywych zeznań.
15 kwietnia 2011, 17:23, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj