czwartek, 24 listopada 2011
Byli więźniowie polityczni – albo bez pracy, albo za granicą
piątek, 28 października 2011
Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze
Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.
Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.
"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.
***
Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.
***
W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.
28 października 2011, Radio Svaboda
piątek, 21 października 2011
Protest na Placu Październikowym: sprzeciw wobec ciemności
21 października w Mińsku odbyła się akcja solidarności z więźniami politycznymi. Została ona zorganizowana przez aktywistów kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.
W piątek, w stolicy Białorusi, doszło również do prewencyjnego zatrzymania potencjalnych uczestników akcji.
18:55
Jak informuje korespondent „Naszej Niwy”, do chwili obecnej, na Placu Październikowym pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli prasy. Dostrzec można również „tajniaków”, w podwórkach stoją milicyjne autobusy. Dostęp do Placu jest swobodny. Uczestników akcji ciężko jest na razie odróżnić od zwyczajnych przechodniów.
19:09
Rozpoczęły się zatrzymania. Uczestnikom akcji udało się odbić, z rąk funkcjonariuszy w cywilu, jednego z młodych ludzi. Doszło do krótkiej bójki. Innego z uczestników ludzie próbowali uwolnić aż do momentu doprowadzenia go do autobusu, jednak ta próba nie powiodła się. Zatrzymanym jest Aleksander Wałancewicz, działacz „Europejskiej Białorusi”. Pewna kobieta próbowała pokazać ulotkę z napisem „Wolność dla więźniów politycznych”, jednak tajniacy wyrwali ją z jej rąk.
Na Placu, w miejscu prowadzonej akcji, znajduje się ogółem około setka ludzi, w tym dziennikarze i milicjanci. Uczestników jest około 20. Rozmawia z nimi Ihar Jausiejeu.
19:13
Według doniesień naszego korespondenta uczestnicy akcji motywowani są nie tylko troską o los więźniów politycznych, ale również sytuacją ekonomiczną kraju – szczególnie wzrostem cen.
19:16
Od początku akcji zablokowane są strony charter97.org, svaboda.org i belaruspartisan.org, a także portal społecznościowy VKontakte.
19:18
Pułkownik Jausiejeu dał uczestnikom akcji dwie minuty na rozejście się. Dziennikarzom poradził odsunięcie się na bok i wezwał poprzez radio autobus. Na Placu przebywa około 50 uczestników akcji.
19:30
Na Placu póki co jest spokojnie. Groźby sprowadzenia autobusu pozostały tylko groźbami. Na akcji pojawiły się matki Iryny Chalip i Andreja Sannikaua. Od razu znalazł się przy nich Jausiejeu i poinformował, że nie jest to miejsce do spotkań.
19:37
Na Placu Październikowym zostało ok. 15-20 uczestników akcji. Ludzie zaczynają rozchodzić się do domów.
19:42
Fotoreporter Naszej Niwy, Siarhiej Hudzilin, mówi, że podczas zatrzymania aktywisty, milicjanci nadzwyczaj brutalnie obchodzili się z fotografami: bili ich po nogach, nie oszczędzali sprzętu fotograficznego, popychali.
19:46
Ponownie rozpoczynają pracę niedostępne podczas akcji strony i portale internetowe.
21 października 2011, 18:59-19:46, Nasta Szamrej
Artykuł i zdjęcia Siarhieja Hudzilina można znaleźć tutaj
czwartek, 6 października 2011
Daszkiewiczowi zezwolono na spotkanie z rodzicami
Lider "Młodego Frontu", Źmicer Daszkiewicz, otrzymał zezwolenie na widzenie z rodzicami. Do spotkania ma dojść w przeciągu miesiąca - informuje strona organizacji "Młody Front".
"Według relacji adwokata, w sensie fizycznym Daszkiewicz na nic się nie uskarża, jednak z psychologicznego punktu widzenia odczuwa on pewien nacisk" - powiedziała agencji BelaPAN, obrończyni praw człowieka, Nasta Łojka.
Źmicer Daszkiewicz został przeniesiony do kolonii w Głębokim 27 września tego roku.
Aktywista został skazany na 2 lata pozbawienia wolności za rzekomy wybryk chuligański. Sąd uznał, że 18 grudnia 2010 roku, Źmicer Daszkiewicz, wraz z innym działaczem "Młodego Frontu" Eduardem Łobauem, pobili na ulicy Mińska dwóch przechodniów.
Daszkiewicz i Łobau nie przyznali się do winy, a także oświadczyli, że całe zdarzenie było prowokacją służb specjalnych, zaplanowaną na dzień przed wyborami prezydenckimi na Białorusi.
6 października 2011, 11:47, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
wtorek, 26 lipca 2011
Bandarenkę przenieśli na ulicę Waladarską
Źmicier Bandarenka najprawdopodobniej znajduje się w areszcie śledczym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na ulicy Waladarskiej.
Zawiadomiła o tym agencję BelaPAN żona polityka:
– Skontaktowałam się z adwokatem, on poszedł do aresztu, gdzie wydano mu pozwolenie na widzenie ze Źmitrem – powiedziała Wolha Bandarenka.
Jak informowaliśmy wcześniej, dzisiaj około godziny 10 Źmitra Bandarenko przeniesiono do piątego szpitala klinicznego w Mińsku, gdzie powinien zostać zoperowany 26 lipca.
– Przyszłam na pogotowie, gdzie przy wejściu stali znajomi Źmitra – powiedziała Wolha Bandarenka – wszedł człowiek w cywilnym ubraniu i powiedział, że jeśli nie chcemy mieć nieprzyjemności, to powinniśmy się rozejść. Byłam w środku, gdy poinformowano mnie, że samochód, w którym był mąż, odjechał.
Według żony polityka, lekarze już praktycznie wypełnili potrzebne dokumenty, ale kiedy wywieźli Bandarenkę, to schowali je do szuflady.
Koordynator ruchu obywatelskiego „Europejska Białoruś”, pełnomocnik kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua na wyborach w 2010 roku, Źmicier Bandarenka w kwietniu został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za „organizowanie grupowych działań, które naruszają porządek publiczny oraz za aktywne uczestnictwo w nich”.
Po zatrzymaniu w grudniu ubiegłego roku i pobycie w więzieniu KGB objawy chorób przewlekłych polityka się zaostrzyły. W maju został zbadany przez neurologa, który orzekł, że potrzebna jest mu operacja. Rozpoznano u niego cztery przepukliny dysków kręgosłupa, uciskających trzy nerwy. W czerwcu stan więźnia pogorszył się, przewieziono go na izbę chorych, a potem do republikańskiego szpitala więziennego. Postawiono Bandarenkę przed wyborem: odprawa albo do kolonii karnej albo na operację. W takich okolicznościach musiał wydać pisemną zgodę na zabieg. Przy tym odmówiono skazanemu konsultacji z neurochirurgiem. Rzeczywista dyskusja toczy się o przymusową operację, mówią krewni, znajomi i zwolennicy Źmitra.
Do natychmiastowego uwolnienia Źmitra Bandarenki wzywa władze Mińska przewodniczący Europarlamentu Jerzy Buzek. 24 lipca, na antenie stacji „Polskiego Radia” powiedział: odnośnie Bandarenki władze białoruskie zachowują się „niegodnie i niehumanitarnie”. U więźnia „występują poważne problemy kręgosłupa, potrzebuje specjalistycznej konsultacji i rehabilitacji”, konstatował Buzek.
– Dalsze, niczym nie uzasadnione zatrzymanie może tylko pogorszyć jego stan zdrowia i może nawet prowadzić do jego kalectwa – podkreślił szef Europarlamentu.
25 lipca 2011, 16:56, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 14 lipca 2011
Daszkiewiczowi nadano status "więźnia uporczywie naruszającego regulamin"
Administracja kolonii karnej w Horkach nadała więźniowi politycznemu, liderowi "Młodego Frontu" Źmicerowi Daszkiewiczowi, status "osoby uporczywie naruszającej porządek odbywania kary".
Według nieoficjalnej informacji Daszkiewicz w kolonii karnej poddany jest w związku z tym dwóm formom represji: pierwszą jest umieszczenie w karcerze. O tym jak wygląda ta druga forma, postara się w najbliższym czasie dowiedzieć adwokat - informuje biuro prasowe "Młodego Frontu".
"Nowy status", który został nadany Daszkiewiczowi, już ma swoje widoczne skutki. Zmniejszono kwotę, którą może on przeznaczać na zakupy w więziennym sklepie, z 200 tysięcy do 35 tysięcy rubli miesięcznie. Aktywistę czekać może również trwałe zatrzymanie w karcerze, zmniejszenie liczby spotkań, a nawet nowa sprawa karna - za naruszanie przepisów wewnętrznego regulaminu.
14 lipca 2011, 10:13, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
poniedziałek, 11 lipca 2011
Mikita Lichawid znowu trafił do karceru. Na kolejne 20 dni
Aktywista Mikita Lichawid znalazł się w karcerze z powodu kilku naruszeń więziennego regulaminu na raz.
Mecenas Daria Lipkina spotkała się ze swoim klientem Mikitą Lichawidem w Nowopołockiej kolonii karnej. Wcześniej od uwięzionego działacza ruchu "O Wolność" od ponad tygodnia nie nadchodziły wiadomości. Bliscy Lichawida nie wykluczali, że ponownie, piąty już raz w przeciągu dwóch miesięcy pobytu w kolonii karnej, trafił on do karceru. Okazało się, że ich obawy były słuszne, jednak tym razem Mikita Lichawid otrzymał wyjątkowo wysoką karę.
Matka aktywisty, Alena: "Dostał 20 dni karceru. Zsumowali od razu cztery naruszenia regulaminu i skazali go na 20 dni. Z Mikitą spotkała się pani adwokat. Powiedziała, że nie będzie ukrywać, że jest bardzo chudy, blady, ma podkrążone oczy. Ale mężnie się trzyma, na nic się nie skarży".
Według pani mecenas Lichawidowi ograniczono możliwość robienia zakupów w więziennym sklepie - może on wydawać na zakup jedzenia jedynie 70 tysięcy rubli miesięcznie, mimo, że inni więźniowie mogą przeciętnie przeznaczyć na ten cel do 200 tysięcy. Wiadomo również, że Mikita Lichawid nie otrzymał paczek z przyborami toaletowymi, które przesyłała mu matka. 11 lipca matce aktywisty udało się dodzwonić do lekarza, który regularnie pojawia się w karcerze. Według niego, Lichawid na nic się nie uskarża.
***
21-letni aktywista Ruchu "O Wolność" Mikita Lichawid został w marcu skazany, w procesie prowadzonym przez sędzinę Natalię Pykinę z mińskiego sądu dzielnicy partyzanckiej, na 3,5 roku kolonii karnej za udział w "masowych zamieszkach" do których doszło 19 grudnia 2010 roku w Mińsku. Swoją karę działacz odbywa w kolonii karnej w Nowopołocku.
11 lipca 2011, 17:15 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
sobota, 9 lipca 2011
Bohaterowie milczących protestów - fotoreportaż
Każdego dnia w pobliżu więzienia na Akreścina dyżurują dziesiątki wolontariuszy i bliskich aresztowanych osób. Praktycznie przez cały dzień - od 9:30 do 18:00 - stoją oni w kolejkach, by przekazać paczki dla uwięzionych.
Fotografowi udało się również uchwycić momenty, gdy więźniowie wyglądają przez okna w celach.

Fotoreportaż można zobaczyć tutaj
9 lipca 2011, 12:40, Siarhiej Hudzilin
Specsłużby zastraszają mieszkańców Brześcia, po to by nie brali udziału w protestach
W trakcie mijającego tygodnia w mieszkaniach brześciańskich administratorów grupy "Rewolucja poprzez sieć" na portalu Vkontakte, Jauhiena Skrabca i Siarhieja Aleksiewicza dokonano rewizji. Jako podstawę prawną do przeprowadzenia przeszukania, milicjanci i funkcjonariusze w cywilu przedstawiali nakaz rewizji w ramach śledztwa dotyczącego podpalenia Domu Sprawiedliwości, do którego doszło 15 maja w Mińsku.
Z obu mieszkań zabrano komputery, elektroniczne nośniki informacji, dokumenty i wizytówki.
Presja na aktywistów wywierana jest już nie od dzisiaj. W przededniu akcji 3 lipca, pod domem Jauhiena Skrabca dyżurowały dwa samochody z funkcjonariuszami milicji. W ten sam sposób próbowano zatrzymać w domu szesnastoletniego Siarhieja Aleksiewicza, jednak aktywiście udało się wówczas uciec. Został zatrzymany jeszcze tego samego dnia na placu Lenina.
Próbę zatrzymania Siarhieja Aleksiewicza 6 lipca, podczas kolejnej milczącej akcji w Brześciu, udało się zarejestrować kamerą. Nagranie pojawiło się w wielu miejscach w internecie.
Widać na nim, jak przechodnie usiłują odciągnąć od funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu, chłopaka który zwyczajnie idzie ulicą. Podczas tej przepychanki nieznany człowiek zerwał korespondentowi "Gazety Brzeskiej", Stanisławowi Korszunawowi, odznakę dziennikarską, a młodemu chłopakowi, który całe zdarzenie nagrywał, groził rozbiciem głowy.
Aktywiści są zdania, że rozpoczęta wobec nich sprawa podpalenia Domu Sprawiedliwości to tylko pretekst do przeprowadzenia rewizji i rekwizycji sprzętu komputerowego. Jednak sprawa ta nabrała nowego charakteru po tym, jak środowiska demokratyczne Brześcia dowiedziały się o zdarzeniu do którego doszło w rodzinie Mikałajewych.
Ojciec rodziny, Aleksander Mikałajeu poinformował, że ani on, ani nikt z jego bliskich, nie angażowali się w działalność jakiejś partii lub ruchu. Dodał, że to co się wobec nich stosuje wprawia ich w szok i zakłopotanie.
Aleksander Mikałajeu powiedział, że wieczorem 3 lipca jego syn Ihar, wraz z matką i przyjaciółmi szli ulicą. Nagle funkcjonariusze po cywilnemu przystąpili do zatrzymania chłopaka, jednak nie udało im się to w wyniku sprzeciwu matki Ihara i jego przyjaciół. Po powrocie do domu, okazało się, że ich mieszkanie jest obserwowane przez funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu. 5 lipca, o godzinie 14:30, zapukano do drzwi rodziny z nakazem rewizji.
Aleksander Mikałajeu: "Pojawiło się 4 ludzi po cywilnemu i dzielnicowy. Weszli, a następnie pokazali nakaz rewizji mieszkania. Zacząłem czytać ten dokument. Była tam informacji, że rewizja ma związek z wydarzeniami 15 maja w Mińsku w Domu Sprawiedliwości. Tam ktoś coś podpalił, nie wiem. No i nasz syn okazał się być jednym z podejrzanych w związku z tym zdarzeniem. Ja im mówię, że mój syn nie był w Mińsku już kilka lat. Ale jeden z funkcjonariuszy powiedział, że 'prawdopodobnie pana syn jest jednym z organizatorów tego zamachu, nie musiał być w Mińsku. Mógł stąd kierować tą terrorystyczną akcją'. Mieszkanie przeszukiwali dwie i pół godziny. Na pytanie po co zabierają komputery opowiedzieli: 'żeby poszukać planu Domu Sprawiedliwości i planu jego podpalenia'.
Po tych wydarzeniach mój syn postanowił wyjechać za granicę, ponieważ przygotowują mu tutaj zarzut "kierowania grupą terrorystyczną', czy jak to można nazwać, sam nie wiem."
Aleś Bialiacki, przewodniczący centrum obrony praw człowieka "Viasna" uważa, że to "jawne prześladowanie polityczne. Oczywistym jest, że te osoby nie mają żadnego związku z tym podpaleniem. Te zarzuty są grubymi nićmi szyte. Wszystkie prześladowania są zupełnie bezpodstawne. Jeśli nawet przyjrzymy się dokładnie wszystkim tym akcjom, to nigdzie tam nie znajdziemy śladów przestępstwa, ani ze strony uczestników ani organizatorów. Sposób przeprowadzania akcji nie podpada pod żaden paragraf. To co się dzieje, to czystej wody polityczne prześladowanie".
9 lipca 2011, 13:16, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 23 czerwca 2011
Oksana Poczobut, by zobaczyć męża, wspięła się na ogrodzenie

Dziś w Grodnie, kiedy zakończył się proces dziennikarza Andreja Poczobuta, zatrzymali jego koleżankę ze Związku Polaków na Białorusi Renatę Dziemiańczuk.
Wielu z tych, którzy znajdowali się w pobliżu sądu, postanowiło zobaczyć co z nią. Wszystko odbywało się w podwórzu za budynkiem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, gdzie wychodzi również budynek Sądu Leninskiego.
Żona dziennikarza Oksana również tam się udała
Doszła mnie informacja, że zatrzymali znajomą Andreja, ludzie poszli dowiedzieć się, co z nią się dzieje. Poszłam za tłumem popatrzeć, wtedy też nadchodził czas, kiedy to Andreja powinni wyprowadzić z budynku sądu. Milicjanci nie chcieli mnie przepuścić. Ale mimo to udało mi się przejść.
Jednak nie od razu. Oksana Poczobut powiedziała, że chce zobaczyć męża, ale milicjanci jej nie pozwolili. W akcie desperacji próbowała ominąć ich kordon i wspiąć się na żelazne ogrodzenie. Milicjant poszedł za nią, starając się jej przeszkodzić.
Oto co powiedziała Oksana Poczobut po zdarzeniu:
Cudem udało mi się zobaczyć męża. Ponieważ nie opuszczałam terenu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych sąsiadującego z budynkiem sądu, byłam tak blisko, że udało mi się zobaczyć, jak wsadzają go do auta. Mnie nie zobaczył, bo nie wołałam ani nie krzyczałam w jego kierunku. Szedł plecami do mnie, potem szedł bokiem. Widziałam jego profil na tyle blisko, by zobaczyć, że z nim wszystko w porządku i nie chciałam dalszych scen przemocy. Co by się stało jakbym zaczęła do niego krzyczeć i wołać?

23 czerwca 2011, 15:12, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
wtorek, 24 maja 2011
We Wrocławiu wystawa fotograficzna "Wolność po białorusku"

Zdaniem jednego z organizatorów Dni Arcioma Dubskiego, inicjatorami festiwalu są białoruscy studenci, którzy byli zmuszeni studiować w Polsce ze względu na opozycyjną działalność w swojej ojczyźnie. Fundacja "Za Wolność Waszą i Naszą" wsparła inicjatywę białoruskiej młodzieży.
"Dniami Kultury Białoruskiej we Wrocławiu chcemy przekazać, że pomimo życiowych trudność, Białorusini, którzy są zmuszeni żyć i uczyć się za granicami naszego cudownego kraju, będą działać na jego korzyść. Jedną z form tej działalności jest wystwa fotograficzna i same Dni Kultury Białoruskiej. Czekamy aż nasz festiwal odwiedzą z Białorusi Aleksander Milinkiewicz czy Stanisława Szuszkiewicz. Zawita też przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi Anżelika Orechwo. Odbędzie się spektakl "Szlachta pińska", będą koncerty oraz wieczory solidarności" -powiadomił "Svabodę" Arciom Dubski.

Według Arcioma Dubskiego, oprócz polskiej fundacji "Za Wolność Waszą i Naszą" Dni Kultury Białoruskiej wspiera również samorząd Wrocławia.
Dni Kultury Białoruskiej potrwają we Wrocławiu sześć dni. Rozpoczną się 31 maja otwarciem wystawy sztuki współczesnej Białorusi.
24 maja, 18:51, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
poniedziałek, 23 maja 2011
Rosja daje kredyt, ale gani
Najpierw Ławrow, podobnie jak Radosław Sikorski i Guido Westerwelle, z którymi negocjował ruch bezwizowy między Rosją a Unią Europejską, potępił represje polityczne na Białorusi.
„Ministerstwo Spraw Zagranicznych wydało oficjalne oświadczenie odnośnie naszego negatywnego stanowiska wobec procesów sądowych, wykonanych wyroków. Apelowaliśmy i apelujemy do władz białoruskich o całkowite wypełnianie międzynarodowych zobowiązań w zakresie praw i wolności człowieka” - powiedział Ławrow.
Po wyborach prezydenckich z 2010 roku, Rosja po raz pierwszy tak konsekwentnie potępia na wysokim szczeblu naruszenia praw człowieka na Białorusi. Po wydarzeniach z 19 grudnia 2010 roku Kreml nawet starał się unikać składania bezpośrednich gratulacji Aleksandrowi Łukaszence zwycięstwa w wyborach, wysyłając powinszowanie „wyników wyborów”.
Podczas ostatniej kampanii prezydenckiej, władze rosyjskie powstrzymywały się od potępienia ich niedemokratyczności i jednocześnie poparły dyktaturę Łukaszenki kredytami i dostawami energii po zaniżonych cenach.
Jednakże Rosja nie podziela europejskiej polityki sankcji wobec łukaszenkowców. Sankcje są „niewłaściwe”, bo „nie będą sprzyjać osiągnięciu tych wyników, o których mowa”-powiedział Ławrow. „W każdym wypadku nie izolacja, a zaangażowanie sprzyja wspieraniu demokratycznych i rynkowych reform” - dodał.
Unia Europejska widocznie rozczarowała się polityką „zaangażowania”, jaką próbowała prowadzić w odniesieniu do Łukaszenki w latach 2008 – 2010.
„Będziemy umacniać nacisk na białoruski reżim, dopóki nie zmieni swojego kursu” - podkreślił na tej samej konferencji prasowej szef polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski. Wyjaśnił, że dalszy nacisk przewiduje „precyzyjne punkty sankcjonowania konkretnych firm, a nie embargo w ogóle”. Mają to być spółki „finansowane przez reżim”.
Kwestię umocnienia sankcji europejscy ministrowie omówią w Brukseli w poniedziałek.
21 maja 2011, 18:56, Nasza Niwa.
Artykuł można przeczytać tutaj.
poniedziałek, 16 maja 2011
Pikieta w Moskwie wspierająca białoruskich więźniów politycznych
W Moskwie przy Ambasadzie Białorusi przeszła seria pikiet poparcia dla białoruskich więźniów politycznych.




16 maja 2011, 14:50, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
piątek, 6 maja 2011
Zastraszyć by utrzymać władzę
W Mińsku trwają procesy sądowe organizatorów oraz uczestników akcji protestu, która odbyła się na Placu Niezależności 19 grudnia zeszłego roku. Wśród sądzonych są także byli kandydaci na prezydenta Białorusi Uładzimir Niakliajeu, Andrej Sannikau i Wital Rymaszeuski. Co myślą o tych procesach białoruscy politycy?
Deputowany XIII kadencji Rady Najwyższej Republiki Białorusi Paweł Znawiec nie jest zdziwiony surowymi wyrokami dla szeregowych uczestników protestu:
"Właśnie czytam 'Opowiadania Kołymskie' Warłama Szałamowa i 'Archipelag Gułag' Sołżenicyna. Znam również osobowość Łukaszenki - jest on bardzo surowym dyktatorem. Dlatego też nie widzę w tym niczego dziwnego. To zemsta Łukaszenki na wszystkich tych, którzy rzucili mu wyzwanie. Jednocześnie jest to również próba zastraszenia społeczeństwa do takiego stopnia, żeby przy możliwych na Białorusi wydarzeniach takich jak kryzys finansowy lub coś podobnego, naród wszystko w milczeniu znosił i bał się wychodzić na ulicę. To rodzaj prewencji - zachować władzę ale także zastraszyć naród".
Na kilka przyczyn surowości władzy wskazuje politolog Aliaksiej Karol:
"Po pierwsze - jest to logika postępowania totalitarnych reżimów wobec swoich oponentów, przeciwko tym zjawiskom i tym siłom, które niosą potencjalne zagrożenie dla systemu. Po drugie - inercja karnych możliwości systemu. Władza jest zdania, że jeżeli odpuści, daruje, to wówczas pokaże swoją bezsilność. Jest to więc osobliwe, totalitarne, udowodnienie swojej siły. I po trzecie - istnieje przekonanie o konieczności doprowadzenia procesów do końca. A dopiero potem myślenia co z tym zrobić - darować, nie darować, na jakie ustępstwa pójść. Jednym słowem, jest to karta przetargowa przy negocjacjach z siłami zewnętrznymi".
Władze dążą obecnie, jak nigdy wcześniej, do zastraszenia społeczeństwa - uważa były deputowany i więzień polityczny Siarhiej Skrabiec:
"Władzy potrzebne jest, by to nawet nie aktywiści, ale zwyczajni ludzie, którzy przyszli na Plac wyrazić poparcie dla swoich kandydatów na prezydenta, zostali surowo ukarani. To pewnego rodzaju profilaktyka. Obecna sytuacja ekonomiczna jest poważna. I władze już teraz działają tak, by przestraszyć ludzi. Boją się, że osoby, które straciły pracę, a jest ich już pół miliona, wyjdą na ulice. W najbliższym czasie może dojść do wybuchu społecznego niezadowolenia. I dlatego już dzisiaj surowo karani są ci, którzy 19 grudnia protestowali".
6 maja 2011, 15:28, Uładzimier Hłod
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 5 maja 2011
Wyroki: Winahradau i Kirkiewicz - 4 lata więzienia; Drozd, Pratasenia i Chamiczenka - po 3 lata.
5 maja odbył się ostatni, piąty z kolei, dzień procesu opozycyjnego aktywisty Pawła Winahradaua, młodzieżowego działacza z Grodna Alesia Kirkiewicza, archiwisty Zmitra Drozda, Andreja Prataseni i Uładzimira Chamiczenki.
Dziś odbyły się wystąpięnia adwokatów dwóch oskarżonych: Kirkiewicza i Winahradaua. Ostatnie słowa w procesie wygłosili również sami zasiadający na ławie oskarżonych działacze polityczni.
O godzinie 17:08 Sąd przedstawił wyrok w procesie aktywistów:
Aleś Kirkiwicz - 4 lata pozbawienia wolności
Paweł Winahradau - 4 lata pozbawienia wolności
Andrej Pratasenia - 3 lata pozbawienia wolności
Zmiter Drozd - 3 lata pozbawienia wolności
Uładzimir Chamiczenka - 3 lata pozbawienia wolności
Sąd przyznał zatem rację prokuraturze, która wnosiła o podobny wymiar kary dla oskarżonych, jedynie wobec Zmitra Drozda sąd nie przychylił się do wniosku o 3,5 roku więzienia.
Równolegle do procesu Kirkiewicza i pozostałych skazanych dziś osób, trwa rozprawa byłego kandydata na prezydenta Białorusi Andreja Sannikaua, Illi Wasiliewicza, Aleha Hniedczyka, Fiodara Mirzajanaua i Uładzimiera Jaromienka. Dziś odbył się piąty dzień tego procesu.
Także dzisiaj, w mińskim sądzie, rozpoczął się proces byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego. Sądzeni są również aktywiści sztabu wyborczego tego pierwszego: Andrej Dźmitryjeu, Aleksander Fiaduta i Siarhiej Waźniak oraz osoby zaufania Rymaszeuskiego - Nasty Pałażanki. Po pierwszym dniu tego procesu ogłoszona została przerwa w rozprawie do jutra, 6 maja, do godziny 10:00.
5 maja 2011, 18:51, Nasza Niwa, Svaboda.org
Materiały z procesów (relacja online w języku białoruskim oraz zdjęcia i video) znaleźć można tutaj, tutaj oraz tutaj.
piątek, 22 kwietnia 2011
Proces Niakliajeua i Rymaszeuskiego rozpocznie się 5 maja
Proces sądowy byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego, a także aktywistów: Nasty Pałażanki, Siarhieja Waźniaka, Andreja Dzmitryjeua i Aleksandra Fiaduty, rozpocznie się 5 maja 2011 roku.
Po akcji protestu, która odbyła się 19 grudnia 2010 roku w Mińsku, władze oskarżyły przedstawicieli opozycji o organizację i przygotowywanie działań naruszających porządek publiczny, lub aktywny udział w wydarzeniu o takim charakterze.
Jak informuje centrum obrony praw człowieka "Wiasna", rozprawa rozpocznie się o godzinie 10:00 w sądzie dzielnicy Frunzeńskiej Mińska.
22 kwietnia 2011, 13:21 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 21 kwietnia 2011
Frontowca Szulżyckiego (Smorgonie) przesłuchano w sprawie wybuchu
Aktywista Młodzieży BNF od 20 kwietnia przetrzymywany jest na posterunku. Poprzedniej nocy po raz drugi przeprowadzono w jego mieszkaniu rewizję.
Uładzimira Szulżyckiego 20 kwietnia wezwano do smorgońskiego oddziału prokuratury. Aktywista poinformował, że był przesłuchiwany w sprawie wybuchu w mińskim metrze.
Według relacji Szulżyckiego, śledczy zainteresowany był tym co działacz wie o wybuchu, co o ataku mówią ludzie, aczkolwiek najbardziej interesowały go zdjęcia, które Szulżycki zamieścił na swojej stronie w internecie. Na fotografiach Uładzimir Szulżycki pozuje z różnymi rodzajami broni z okresu II wojny światowej.
Chłopak musiał tłumaczyć funkcjonariuszowi, że zdjęcia te pochodzą z okresu, gdy wystąpił w filmie.
Następnie aktywista udał się na milicję, żeby wyjaśnić sprawę broni pneumatycznej, którą dzień wcześniej zakonfiskowali u niego milicjanci.
Później jego telefon już nie odpowiadał.
Rankiem 21 kwietnia matka aktywisty poinformowała, że w nocy w ich mieszkaniu odbyło się powtórne przeszukanie, z tym, że milicjanci pojawili się razem z Uładzimirem Szulżyckim. Skonfiskowali m.in. komputer.
21 kwietnia 2011, 10:50, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
sobota, 16 kwietnia 2011
Janukiewicz: absolutnie bezpodstawnie wiąże się atak terrorystyczny z wizerunkiem opozycji
16 kwietnia sejm Partii Białoruski Front Ludowy przyjął uchwałę dotyczącą ataku terrorystycznego do którego doszło 11 kwietnia w miński metrze. W uchwale złożono kondolencje rodzinom ofiar.
Przewodniczący partii BNF Aliaksiej Janukiewicz zauważył, że miniony tydzień przeszedł pod znakiem potwornych wydarzeń:
"Potępiamy kampanię rozpoczętą przez oficjalne środki masowego przekazu, w której absolutnie bezpodstawnie wiąże się wybuch z wizerunkiem opozycji. Praktycznie jawnie stawia się fałszywe oskarżenia wobec przedstawicieli niezależnych środowisk. Potępiamy również naciski na niezależne media, które władza rozpoczęła w związku z wydarzeniami mającymi miejsce po tym ataku."
Ponadto w uchwale wysunięto żądanie uwolnienia wszystkich więźniów politycznych w kraju, a także zaprzestania kampanii oczerniania sił demokratycznych i nacisku na niezależne media.
"Jedynie w wolnym i demokratycznym społeczeństwie, z silnym społeczeństwem obywatelskim, niezależnymi środkami masowej informacji, podstawy dla wewnątrzpaństwowego terroryzmu są skutecznie wyeliminowane. Istnieją bowiem instytucje społeczne, które stanowią mocną obronę przed przejawami wewnętrznego ekstremizmu i agresji".
16 kwietnia 2011, 18:08, Aleś Daszczynski
Artykuł można przeczytać tutaj
piątek, 15 kwietnia 2011
Sprawy karne Niakliajeua, Sannikaua, Rymaszeuskiego, Kirkiewicza i Winahradaua zostały skierowane do sądu
Trzy nowe sprawy karne skierowane przeciwko uczestnikom wydarzeń 19 grudnia zostały przekazane do mińskiego sądu miejskiego. Tam też podjęte zostaną decyzje w którym z sądów rejonowych odbędą się procesy.
W pierwszej sprawie karnej oskarżeni zostali Uładzimir Chamiczenka, Dzmitryj Drozd, Aleś Kirkiewicz, Andrej Pratasenia i Paweł Winahradau. Pierwszym czterem oskarżonym postawiono zarzuty z art. 293 KK o masowych zamieszkach. Paweł Winahradau dodatkowo oskarżony został o zniewagę symboli narodowych (spalił portret Łukaszenki).
W drugiej sprawie karnej oskarżonym jest były kandydat na prezydenta Białorusi Andrej Sannikau, a także Ilja Wasilewicz, Aleh Hnedczyk, Fiodar Mirzajanau, Uładzimir Jaromienka. Sannikauowi zarzuca się organizację zamieszek, kolejnym osobom - udział w nich.
I w końcu trzecia sprawa karna - oskarżonymi są Uładzimir Niakliajeu, Andrej Dzmitryjeu, Aleksander Fiaduta, Nasta Pałażanka, Wital Rymaszeuski i Siarhiej Waźniak. Osobom tym zarzuca się działania naruszające porządek publiczny. Ponadto Siarhiej Waźniak sądzony będzie również za składanie fałszywych zeznań.
15 kwietnia 2011, 17:23, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj
piątek, 8 kwietnia 2011
Aleksandra Fiadutę wypuszczono z więzienia
Wieczorem, 8 kwietnia, z więzienia KGB wypuszczono działacza politycznego, koordynatora kampanii "Mów prawdę!" Aleksandra Fiadutę.
Aktywista został aresztowany w nocy 20 grudnia 2010 roku. Od tamtej pory Aleksander Fiaduta przebywał w areszcie śledczym KGB. Dzisiaj, po podpisaniu oświadczenia o nieopuszczaniu kraju, został wypuszczony.
Żona więźnia politycznego Maryna mówi, że mąż sporo schudł, oraz zapuścił wąsy. Fiaduta poprosił o dwa dni spokoju, żeby mógł dojść do siebie. Potem odpowie na wszystkie pytania.
Niedawno zmieniono akt oskarżenia, który został przedstawiony Aleksandrowi Fiaducie. Jego czyn został zakwalifikowany jako "działania, które naruszały porządek publiczny".
8 kwietnia 2011, 20:16, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj
