Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białoruś represje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą białoruś represje. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 8 stycznia 2012

Podsumowanie roku: więźniowie polityczni


Dlaczego 2011 rok obfitował w tak dużą liczbę więźniów politycznych? Jak fakt ten wpłynął na białoruskie społeczeństwo? Czy w rozpoczynającym się roku wyjdą na wolność wszyscy więźniowie polityczni?

Na te pytania starają się odpowiedzieć: Przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleh Hulak, Redaktor naczelna gazety „Narodnaja Wola” Swiatłana Kalinkina oraz obrończyni praw człowieka Daria Katkouskaja.

Po co władzy więźniowie polityczni?

J. Drakachrust: Dziesiątki więźniów politycznych, tortury w aresztach oraz rewizje – tak wyglądała rzeczywistość społeczna w 2011 roku. Nieznaczną, liberalną odwilż zatrzymały polityczne mrozy, które utrzymują się do dziś. W przeszłości odbywały się nie mniej poważne akcje protestu, którym towarzyszyły równie brutalne starcia z organami bezpieczeństwa. Jednak represji na taką skalę, takiej liczby więźniów politycznych na Białorusi nie było nigdy. Z jakiego właściwie powodu? Już 20 grudnia 2010 roku na Plac wyszło kilkadziesiąt osób.  

Do tego należy dołączyć poprawki zaostrzające przepisy prawne, rozszerzające zakres uprawnień służb specjalnych, zawężające granice wolności słowa i delegalizujące, w praktyce, pomoc zagraniczną przekazywaną na działalność społeczno-polityczną.

Lecz po co represjonować, skoro nie ma szczególnie dużego sprzeciwu?

Kalinkina: Oczywiście władza ruszała do wyborów prezydenckich z nadzieją na mniej lub bardziej czyste zwycięstwo Łukaszenki, jednak nadzieje te okazały się płonne. Myślę, że władza dobrze wie o dzisiejszych nastrojach społeczeństwa, dlatego postawiła na brutalne rozprawienie się z akcjami protestów i zastraszenie obywateli. Wszystko to, co później się odbywało, te wszystkie arabskie rewolucje, ludzie wychodzący na ulice, zapędziło białoruskie władze w ślepy róg, ponieważ nie potrafią one prowadzić dialogu z ludźmi. Sądzę, że dało się odczuć fakt, że reżim Łukaszenki nie ma już poparcia rzędu 70-80%, a ostatnie badania opinii publicznej dowodzą, że nie popiera go już nawet połowa społeczeństwa. Pojawiła się kwestia tego co robić, gdy się nie ma poparcia, u nas zadecydowano: zastraszyć, zamknąć itd.

Hulak: To wynik tego, że nie ma tradycji dialogu. I te tradycje nie mogły się wykształcić ponieważ kraj zbyt długo pozostaje w izolacji. W efekcie mamy na Białorusi sytuację braku dialogu wewnętrznego i zewnętrznego, co jeszcze pogłębia represje. Dla Rosji wygodnym jest, żeby Białoruś nie zdołała odbudować, w miarę normalnych, stosunków ze zjednoczoną Europą. Dlatego również z tej strony pojawiły się zachęty do takiego postępowania. Mamy obecnie wyjątkowo skomplikowaną sytuację, w której póki co nie widać perspektyw.

Katkouskaja: Po pierwsze, prowadzi to do bezkarności: Europa nie może nic zrobić, by zmienić istniejącą sytuację. Nie może powstrzymać nawet dużo bardziej krwawych wydarzeń, jak na przykład pacyfikacja naftowców w Kazachstanie. Po drugie, tu występuje jeszcze czynnik psychologiczny. Władza zna nastroje społeczeństwa. Podczas milczących protestów, nawet gdy towarzyszyły im aresztowania, ludzie nie bali się i wychodzili na ulicę. Takich osób jest teraz niewiele, jednak nawet gdy nieduża grupa ludzi pokazuje, że się nie obawia, może to znaczyć, że liczba ta może wzrosnąć. Wierzę, że pojawi się efekt lawiny.

W jakim stopniu kwestia więźniów politycznych jest ważna dla społeczeństwa?

J. Drakachrust: Jaki wpływ na społeczeństwo wywarła tak duża liczba więźniów politycznych: w jakim stopniu wzmocniła strach, a w jakim solidarność? W rozmowach Zachodu z Mińskiem kwestia więźniów politycznych na Białorusi zajmuje, faktycznie, miejsce centralne. Na ile jest ona ważna dla samego białoruskiego społeczeństwa?

Katkouskaja: Niestety, muszę stwierdzić, że teraz, gdy nie ma już takich poważnych starć jak w grudniu 2010-styczniu 2011 roku, społeczeństwo zajmuje się samo sobą. Jest rozbite na trzy części: 1) „Piąta kolumna”, „Trzeci sektor” – nieduża, ale bardzo aktywna i solidarna. 2) Władza i nomenklatura. 3) Reszta społeczeństwa, zainteresowana wyłącznie sytuacją ekonomiczną, którą niewiele obchodzi los więźniów politycznych. Niedawno na stronie „Naszej Niwy” zamieszczona była ankieta. Pytano w niej o nazwiska kandydatów, którzy brali udział w ostatnich wyborach prezydenckich. Odpowiedzi były zaskakujące. Niektórzy nie wskazali nawet Aleksandra Łukaszenki! Ci ludzie funkcjonują poza życiem politycznym. Jeżeli mówimy o społeczeństwie w szerokim sensie, to nie zauważam żadnej troski związanej z tym tematem.

Hulak: Kwestia bezprawnych aresztowań, różnego rodzaju nacisków na społeczeństwo ze strony organów bezpieczeństwa, jest teraz bardzo aktualna, obserwujemy niski poziom zaufania dla systemu sądownictwa, milicji i innych organów. Jednak sam fakt tego, że ktoś stał się ofiarą bezprawnego działania, rzadko przekłada się na poczucie solidarności. Gdyby ludzie zrozumieli, że ktoś ucierpiał dlatego, że walczył za innych, wtedy mogłoby to mieć odbicie w jakimś poczuciu solidarności.

Jednak więźniowie polityczni nie są na razie postrzegani przez społeczeństwo jako ludzie, którzy o nie walczą, możemy wszak zaobserwować, że notowania opozycji również są niewysokie. Więźniowie polityczni – to zjawisko, z którego korzystają obie strony współczesnej Białorusi. Władza może zręcznie handlować więźniami politycznymi, jak również marginalizować ruchy opozycyjne. Opozycja, która nie posiada szczególnego poparcia społecznego, ugina się pod represjami, nie rozbudza poczucia solidarności. Z kolei dla środowisk walczących z systemem, obecność w kraju więźniów politycznych jest najlepszym dowodem na niedemokratyczny charakter reżimu, co pozwala apelować o międzynarodowe wsparcie. Takie rozgrywki są szkodliwe dla pozostałych obywateli, którzy chcieliby spokojnie żyć i rozwijać się.

Kalinkina: Zgadzam się ze stwierdzeniem, że oponenci Łukaszenki w naszym społeczeństwie, postrzegani są przez zwykłych ludzi, jako coś obcego. Gdzieś tam odbywa się walka o władzę, a póki jest ona niepotrzebna zwykłemu człowiekowi, to jest on co najwyżej obserwatorem, a najczęściej w ogóle nie jest nią zainteresowany. Ogólnie, wiele osób uważa, że nie dzieje się dobrze, ale nie wie co można z tym zrobić, jak to zmienić. Z jednej strony, ci, którzy są zainteresowani współczują więźniom politycznym, ale jednocześnie nie wiedzą jak tę sytuację można zmienić. Jest też spora część społeczeństwa, która myśli: no tak, ludzie walczą o władzę, to niech walczą, niech będą ofiary, a ja nie mam z tym nic wspólnego. Duża część społeczeństwa postawiła się w opozycji zarówno wobec władzy, jak też jej oponentów skupionych w partiach politycznych. Tym właśnie można tłumaczyć obecną sytuację.

Dlaczego zaczęto stosować tortury wobec więźniów politycznych?

J. Drakachrust: Następne pytanie dotyczy warunków przetrzymywania więźniów politycznych. Tacy więźniowie byli na Białorusi już wcześniej i w ich wspomnieniach życie za kratami nigdy nie było usłane różami, jednak wcześniej nikt nie wspominał o stosowaniu tortur. A obecnie wielu z nich, jeśli nie wszyscy, o tym mówią. Dlaczego? Kiedy to się zaczęło? Swiatłana Kalinkina, swego czasu, napisała głośny artykuł mówiący o zwykłym człowieku, który trafił w tryby maszyny sądowniczej i przeszedł przez piekło tortur. Może to jest właśnie zwyczajna praktyka obchodzenia się z więźniami, rozszerzona teraz na „politycznych”?

Kalinkina: Nie wykluczam tego, ale naprawdę wcześniej, gdy człowiek miał jakąś pozycję, zwracał na siebie uwagę mediów, obowiązywały wybrane metody śledztwa. W 2011 roku nie było żadnych ograniczeń. Było takie poczucie, że system karny otrzymał carte blanche. A to, co dzieje się teraz, kiedy skończyły się zarówno śledztwa jak i rozprawy sądowe, ten nacisk na Daszkiewicza, Sannikaua, Statkiewicza, to jest skandaliczna sytuacja. Co by nie mówić, zawsze do oskarżonych i osadzonych dopuszczano adwokatów. Teraz białoruska władza przekroczyła te granice.

J. Drakachrust: Aleh, według Pana, dlaczego władza jest tak uparta w stosunku do Sannikaua, Statkiewicza i Daszkiewicza? Doszło do precedensu z Kazulinem. Wszyscy mówili, że Łukaszenka go nie wypuści, a jak wiemy, jednak to zrobił i to prawdopodobnie bez prośby o ułaskawienie. A propos, również ubiegłego lata, kilku więźniów zostało uwolnionych nie zwracając się o to. A jednak na ostatniej konferencji prasowej Łukaszenka powiedział „jeśli napiszą – wtedy pomyślę”…

Hulak: Mam wrażenie, że taka atmosfera wokół tych ułaskawień wytworzyła się teraz dlatego, bo dzisiaj nie udaje się nawet handel więźniami politycznymi. Nasze władze nie mają motywacji do wypuszczania tych ludzi, pozostała tylko psychologiczna chęć zwycięstwa, a do tego potrzebna jest ich skrucha. Trudno jest oceniać, gdy musimy analizować nie procesy prawne a wyłącznie subiektywne odczucia.

Oczywiście, informacja o metodach obchodzenia się z osadzonymi jest straszna. Problem w tym, że nie możemy jej zweryfikować, dlatego istnieje domniemane zaufanie dla ofiar, zadaniem władzy jest natomiast pokazanie, że to nie jest tak. Według mnie, odpowiednie służby powinny wprowadzić więcej jawności, dopuścić ambasadorów i to byłoby najlepszym dowodem na to, że jest inaczej niż w skargach. Niestety, tego nie ma.

Katkouskaja: Uważam, że w ogólnym zarysie, sytuacja się zmieniła, po prostu wcześniej o tym nie wiedzieliśmy. W 2005 roku pracowałam w prokuraturze, tam uważano, że są pewne miejsca, takie jak milicja czy zakłady karne, w których mogły zdarzać się przypadki tortur. A właśnie prokuraturę czy organy KGB uważano za stojące wyżej, gdzie nie dopuszcza się przypadków stosowania takich praktyk. Dziś ta granica się zatarła. Wszystkie organy bezpieczeństwa zaczęły wykorzystywać takie metody. Wcześniej istniało poczucie, że władza stwarza pozory państwa prawa, trzymano się procedur przewidzianych w prawodawstwie. Ciągle nie mogę się nadziwić, że podczas gdy od niektórych więźniów politycznych wymuszono prośby o ułaskawienie, to nawet wówczas procedura nie była wykonywana zgodnie z obowiązującym prawem. Takie represje mają miejsce nawet w dziedzinie prawa.

Czy w 2012 roku więźniowie polityczni wyjdą na wolność?

J. Dakachrust: Jaka jest państwa prognoza na najbliższy rok, czy więźniowie polityczni opuszczą zakłady w 2012 roku? Czy pozostaną jednak za kratami? A może ich liczba jeszcze wzrośnie?

Katkouskaja: Wcześniej przewidywałam, że kandydaci nie opuszczą więzienia do Nowego Roku, chociaż mój pogląd mało kto podzielał. Również teraz jest mi przykro to mówić, ale nie wierzę, że w ciągu najbliższego roku tacy ludzie Sannikau, Statkiewicz, Daszkiewicz, Bialacki czy Bandarenka, wyjdą na wolność.

Kalinkina: Ja nadal wierzę, że oni wyjdą na wolność, ponieważ po ostatnich wyborach prezydenckich Łukaszenka znalazł się pod ścianą i ma niewielkie pole manewru. Rosja trochę tę ścianę odsunęła, ale ona nigdzie nie zniknęła. Dla Rosji, dla Chin, ważnym jest by Białoruś utrzymywała dobre stosunki z Europą, ponieważ jest ona swoistą „strefą tranzytu” między nimi i Zachodem. Sama Rosja nie jest gotowa by postawić ścianę między sobą a Europą. Wiele będzie zależeć od tego jak będą się rozwijać wydarzenia w Rosji, jak przebiegną wybory i co się stanie po nich, ale w każdym przypadku prezydent Białorusi będzie potrzebował jakiegoś pola manewru, będzie próbował pozbyć się pełnej zależności od Wschodu. A uwolnienie więźniów politycznych jest pierwszym krokiem jaki może zrobić.

Hulak: Dla białoruskiego społeczeństwa najważniejsze jest by ci ludzie byli na wolności, żeby mogli rozwijać stosunki międzynarodowe, a także budować je wewnątrz kraju. Sądzę, że władze zdają sobie z tego sprawę. Jak szybko się to stanie? Dopóki logika barykady dominuje w głowach, to jestem pesymistą. Po ludzku mam nadzieję, że ten problem zostanie rozwiązany.  

6 stycznia 2012, 23:10, Jury Drakachrust

Artykuł można przeczytać tutaj

środa, 21 grudnia 2011

Rok po „Ploszczy”


Decyzje podjęte w 2010 roku nadal rzutują na sytuację ekonomiczną Białorusi.

Od ostatnich wyborów prezydenckich na Białorusi mija właśnie rok. O wynikach głosowania, zaprezentowanych przez przewodniczącą CKW, Lidię Jarmoszynę, nikt ani wówczas ani dziś nie wspomina. Uwaga społeczeństwa przez długi czas skupiona była na wieczornych wydarzeniach, które miały miejsce na Placu Niezależności, a także na ich konsekwencjach. Brutalna akcja rozpędzenia pokojowej demonstracji zakończyła krótki okres liberalizacji, który przez kilka miesięcy napawał optymizmem prodemokratycznie nastawioną część obywateli.

Tak wielkiej liczby wyborców, którzy zebrali się na Placu, nie spodziewały się zarówno władze, jak też sami opozycyjni kandydaci na urząd prezydenta. Morze ludzi z biało-czerwono-białymi flagami rozlało się na Prospekcie Niezależności po horyzont. Był to najjaśniejszy moment ubiegłorocznej kampanii prezydenckiej.

„Masowe zamieszki” siedmiu kandydatów

Euforii tłumu nie przygasił nawet fakt, że kilka godzin przed demonstracją, w centrum Mińska, pobity został Uładzimir Niakliajeu. O północy przyszła kolej również na innych polityków. Stłuczenie kilku okien w Domu Rządu zostało uznane za „masowe zamieszki”, a naprzeciwko ludzi trzymających flagi stanęły setki specnazowców. Zdjęcia i nagrania wideo z akcji rozpędzania demonstrantów obiegły serwisy informacyjne całego świata.

Efekt protestu szokował: 639 osób zatrzymano. W siedzibach niezależnych mediów, sztabów wyborczych i organizacji broniących praw człowieka odbyły się rewizje. Aresztowanie na raz aż sześciu kandydatów na prezydenta stało się niechlubnym rekordem. Oprócz Uładzimira Niakliajeua, zatrzymani zostali również Andrej Sannikau, Mikoła Statkiewicz, Dzmitryj Us, Aleś Michalewicz i Wital Rymaszeuski. Natomiast Ryhor Kastusiou i Jarasłau Ramanczuk wyszli na wolność dopiero po rozmowach z funkcjonariuszami służb bezpieczeństwa.

Żadnego usprawiedliwienia

Najpoważniejszą konsekwencją rozpędzenia demonstracji na Placu Niezależności była atmosfera strachu, która zapanowała w społeczeństwie na całe pół roku, do chwili powstania ruchu „rewolucji poprzez sieć”. Towarzyszyła jej jednak niespotykana fala solidarności z więźniami.

Kilkunastu opozycyjnych aktywistów wyjechało za granicę, w obawie przed oskarżeniem.

Wiosna minęła pod znakiem politycznych procesów. W sprawie masowych zamieszek oskarżonych zostało ponad 60 osób, nie zapadł ani jeden uniewinniający wyrok. Do dziś za kratami pozostaje Sannikau, Statkiewicz i Bandarenka, a także Źmicer Daszkiewicz i Eduard Łobau, ci ostatni aresztowani w przeddzień wyborów.

Jak polityka odbiła się na gospodarce

Niektórzy Białorusini udawali, że nie dostrzegają powyborczych zmian w życiu społeczno-politycznym, jednak kryzys ekonomiczny uderzył we wszystkich. Chcąc przekupić opinię publiczną przed wyborami, Łukaszenka podwyższył pensje do tego stopnia, że budżet państwa nie wytrzymał obciążenia. W efekcie doszło do trzykrotnej dewaluacji rubla, a co za tym idzie wzrostu cen.

W ostatniej chwili Rosja udzieliła Białorusi pomocy finansowej. I jeszcze mocniej przyciągnęła ją w swoje ramiona. To pozwoliło Łukaszence znowu odejść od koncepcji wprowadzania w kraju europejskich standardów życia i powrócić do budowy „państwa społecznie zorientowanego”, jednak już nie tak szczodrego jak rok wcześniej.

***

Co, z dzisiejszej perspektywy, zmieniliby Państwo w przebiegu protestu na Placu Niezależności w 2010 roku? Na to pytanie „Naszej Niwy” odpowiedzieli uczestnicy grudniowej demonstracji.

Uładzimir Niakliajeu, „Mów prawdę!”: Założyłem, że władza nie dopuści do użycia siły w stosunku do uczestników pokojowej akcji protestu, co jednak miało miejsce. To był zasadniczy błąd.

Ryhor Kastusiou, Partia BFN: Po pierwsze, naciskałbym na to,  by wspólne decyzje wszystkich kandydatów wykonywane były z większą starannością, zarówno przed protestem, jak i już na Placu. Po drugie, zrobiłbym wszystko, żeby wyłowić wszystkich prowokatorów, którzy pojawili się w naszych szeregach.

Iryna Chalip, żona kandydata na prezydenta, Andreja Sannikaua, kampania społeczna „Europejska Białoruś”: Powinniśmy zostać na Placu Październikowym i czekać na oficjalne wyniki wyborów, a potem stworzyć miasteczko namiotowe. Tym bardziej, że jak mi wiadomo, wszystko było już kupione. Drugi wariant – pójść na spacer po mieście, żeby ludzie nie zmarzli, żeby mogli się poruszać, ale nie skupiać się na Placu Niezależności.

***

Kino o wydarzeniach na Placu Niezależności

„Białoruskie marzenie” (Беларуская мара)

Film w reżyserii Kaciaryny Kibalczycz, opowiada historię życia młodego człowieka z Mińska, który od 17 lat żyje w kraju „ostatniego dyktatora Europy”.

„Zwyczajne wybory” (Звычайныя выбары)

W reżyserii Jurija Chaszczewackiego. Konstytucja znanych filmów „Zwyczajny prezydent” (1996) i „Plac Kalinowskiego” (2007). Reżyser nie rezygnuje z wcześniejszego stylu i nadal prowadzi swój wyimaginowany dialog z prezydentem Łukaszenką.

„Плошча. Жалезам па шклу”

Propagandowe „śledztwo”, stworzone przez agencję telewizyjnych wiadomości. W filmie rekomendowanym przez przewodniczącego teleradiokompanii, Hienadzia Dawydźkę, oczernieni zostali przedstawiciele opozycji.





18 grudnia 2011, 18:10, Jahor Marcinowicz


Artykuł można przeczytać tutaj

czwartek, 24 listopada 2011

Byli więźniowie polityczni – albo bez pracy, albo za granicą


Byli więźniowie polityczni, którzy zostali ułaskawieni przez prezydenta, mają trudności z przyzwyczajeniem się do nowego życia. Wszyscy znajdują się pod ścisłym nadzorem organów wymiaru sprawiedliwości, wielu ma problemy z zatrudnieniem. Niektórzy są zmuszeni do poszukiwania pracy za granicą.

Alaksandar Małczanau, już dwukrotnie od czasu ułaskawienia, znalazł się w areszcie – raz przesiedział 3, a za drugim razem 10 dni.  Przeciwko Małczanałowi wytoczono sprawę karną dotyczącą znieważenia symboli narodowych:

„Wzywają mnie na różne przesłuchania w tej sprawie, ale odmawiam składania zeznań. Regularnie przeprowadzane są różnego rodzaju ekspertyzy, właśnie teraz czekam na wyniki. Komputer został zabrany do zbadania, więc teraz mam nawet problem z dostępem do Internetu. Na razie nie mam stałego zatrudnienia, wykonuję prace dorywcze, w niepełnym wymiarze. Całkiem niedawno oddali mi paszport”.

Matka Alaksandra Małczanaua straciła już rachubę odnośnie liczby rewizji przeprowadzonych w jej mieszkaniu.

„Nie mam już sił. Gdy coś się dzieje w Borysowie, to obowiązkowo zjawiają się u nas”.

Alaksandar Klaskouski również nie posiada stałego zatrudnienia. Czuje nad sobą ciągłą kontrolę:

„Jestem na liście organów wymiaru sprawiedliwości. Gdy są planowane jakieś akcje, w rodzaju akcji solidarności, milczących śród, to przychodzą do mnie dzień wcześniej i ostrzegają, żebym nawet nie myślał nigdzie iść, bo jeśli trzy razy zobaczą mnie na takiej akcji – trzy protokoły i będą już pod ścisłym nadzorem. Na przykład, przed Zjazdem Narodowym, przyszli dzień przed - wieczorem, a także pół godziny przed samym Zjazdem, by sprawdzić czy ich posłuchałem. Co do zatrudnienia to jest z tym ciężko. Zajmuję się tym, co robiłem zanim trafiłem do aresztu – na razie bezsensownie. Póki co nie mam określonego zatrudnienia”.

Młodzi ludzie, którzy zostali wydaleni z placówek oświatowych po wydarzeniach 19 grudnia, mają więcej możliwości: otrzymują propozycje dalszej edukacji za granicą. Były student Białoruskiego Państwowego Uniwersytetu Ekonomicznego Fiodar Mirzaniau oraz były student Mińskiej Politechniki Ilia Wasilewicz tydzień temu wyjechali do Łodzi – na razie by nauczyć się języka, a od nowego roku akademickiego zostać studentami.

Za granicę wyjeżdżają również ludzie ze starszych roczników, szukający jednak pracy na własną rękę. 45-letni Jauhen Sakret, który przed aresztowaniem zajmował się architekturą krajobrazu, mówi:

„Teraz mieszkam w Polsce. Znalazłem jednego gospodarza, który prowadzi agroturystykę i zatrudnił mnie jako swojego asystenta”.

Korespondentka: „Ale wyjechał pan dlatego, że tutaj były trudności, naciski?”

„No tak. Musiałem wyjechać, byłem zmuszony do tego by wyjechać”.

50-letni Aleh Fedarkewicz, który wcześniej pracował w firmie budowlanej, również zamierza wyemigrować:

„Na razie wystarcza mi spraw do załatwienia w domu, robię remont. A tak – trzeba stąd wyjeżdżać, po co się męczyć? Co do pracy – nie będę w tym kraju nawet próbować znaleźć zatrudnienie”.

Korespondentka: „Uważa pan, że nie dadzą pracować?”

„Mnie na 5 lat umieścili na liście nadzoru milicyjnego i uprzedzili, że za trzy kary administracyjne mogą posadzić. Dlatego, jeżeli nie daj Bóg, trzy razy przejdę przez ulicę w niewłaściwym miejscu, to znowu rozpocznie się przeciwko mnie sprawa karna. Widzi pani jaka jest sytuacja – póki co nie widzę w tym żadnego sensu”.

24 listopada 2011, 18:32, Ina Studzinskaja

Artykuł można przeczytać tutaj

piątek, 28 października 2011

Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze

Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.

Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.

"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.

***

Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.

***

W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.

28 października 2011, Radio Svaboda

Artykuły można przeczytać tutaj, tutaj i tutaj.

piątek, 21 października 2011

Protest na Placu Październikowym: sprzeciw wobec ciemności

21 października w Mińsku odbyła się akcja solidarności z więźniami politycznymi. Została ona zorganizowana przez aktywistów kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.

W piątek, w stolicy Białorusi, doszło również do prewencyjnego zatrzymania potencjalnych uczestników akcji.

18:55

Jak informuje korespondent „Naszej Niwy”, do chwili obecnej, na Placu Październikowym pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli prasy. Dostrzec można również „tajniaków”, w podwórkach stoją milicyjne autobusy. Dostęp do Placu jest swobodny. Uczestników akcji ciężko jest na razie odróżnić od zwyczajnych przechodniów.

19:09

Rozpoczęły się zatrzymania. Uczestnikom akcji udało się odbić, z rąk funkcjonariuszy w cywilu, jednego z młodych ludzi. Doszło do krótkiej bójki. Innego z uczestników ludzie próbowali uwolnić aż do momentu doprowadzenia go do autobusu, jednak ta próba nie powiodła się. Zatrzymanym jest Aleksander Wałancewicz, działacz „Europejskiej Białorusi”. Pewna kobieta próbowała pokazać ulotkę z napisem „Wolność dla więźniów politycznych”, jednak tajniacy wyrwali ją z jej rąk.

Na Placu, w miejscu prowadzonej akcji, znajduje się ogółem około setka ludzi, w tym dziennikarze i milicjanci. Uczestników jest około 20. Rozmawia z nimi Ihar Jausiejeu.

19:13

Według doniesień naszego korespondenta uczestnicy akcji motywowani są nie tylko troską o los więźniów politycznych, ale również sytuacją ekonomiczną kraju – szczególnie wzrostem cen.

19:16

Od początku akcji zablokowane są strony charter97.org, svaboda.org i belaruspartisan.org, a także portal społecznościowy VKontakte.

19:18

Pułkownik Jausiejeu dał uczestnikom akcji dwie minuty na rozejście się. Dziennikarzom poradził odsunięcie się na bok i wezwał poprzez radio autobus. Na Placu przebywa około 50 uczestników akcji.

19:30

Na Placu póki co jest spokojnie. Groźby sprowadzenia autobusu pozostały tylko groźbami. Na akcji pojawiły się matki Iryny Chalip i Andreja Sannikaua. Od razu znalazł się przy nich Jausiejeu i poinformował, że nie jest to miejsce do spotkań.

19:37

Na Placu Październikowym zostało ok. 15-20 uczestników akcji. Ludzie zaczynają rozchodzić się do domów.

19:42

Fotoreporter Naszej Niwy, Siarhiej Hudzilin, mówi, że podczas zatrzymania aktywisty, milicjanci nadzwyczaj brutalnie obchodzili się z fotografami: bili ich po nogach, nie oszczędzali sprzętu fotograficznego, popychali.

19:46

Ponownie rozpoczynają pracę niedostępne podczas akcji strony i portale internetowe.

21 października 2011, 18:59-19:46, Nasta Szamrej

Artykuł i zdjęcia Siarhieja Hudzilina można znaleźć tutaj

środa, 28 września 2011

Ocalić Sannikaua i Daszkiewicza

Zaniepokojenie stanem zdrowia i warunkami życia Andreja Sannikaua i Źmitra Daszkiewicza wyraziły dzisiaj żona byłego kandydata na prezydenta, Iryna Chalip oraz obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa. W trakcie odsiadki, w stronę obu więźniów politycznych kierowane były groźby pozbawienia życia lub zdrowia.

Iryna Chalip rozmawiała z adwokatami męża zaraz po tym, jak w poniedziałek oraz wtorek, spotkali się oni ze swoim klientem w więzieniu w Mohylewie:

„Sytuacja wygląda tak, że mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo. Takie samo zagrożenie odnosi się także do lidera Młodego Frontu, Źmitra Daszkiewicza. Najnowsza informacja, jaką wczoraj otrzymała od mojego męża pani adwokat, brzmi: Ratujcie Daszkiewicza wszelkimi sposobami, nawet prośbą o ułaskawienie. Inaczej on nie przeżyje.”

Od 20 września, Andrej Sannikau przebywał w witebskim więzieniu, gdzie celę dzielił właśnie z Daszkiewiczem. Inny więzień z tej samej celi, Dawydowicz, ostrzegł aktywistę, że ten będzie miał poważne problemy w więzieniu w Hłybokim, że prawdopodobnie zostanie tam zabity.

Iryna Chalip: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Daszkiewicz zrezygnował już z głodówki. Mój mąż powiedział, że aktywista jest w strasznym stanie, jest bardzo chudy, nie miał jedzenia ponieważ nie dostarczano mu paczek gdy był w kolonii karnej”.

Jak twierdzi Iryna Chalip, podobne pogróżki usłyszał również Andrej Sannikau. Miały miejsce później, gdy przebywał już w więzieniu w Mohylewie. W celi wraz z nim umieszczono skazanego Hryhorjewa, który zdradził, że podchodzili do niego ludzie ubrani po cywilnemu, którzy radzili, by był ostrożny siedząc w jednej celi z Sannikauem, bo może on zostać „zabity lub poważnie ranny”. Pozostali więźniowie z celi potwierdzili słowa więźnia, według relacji I. Chalip: „zaczęli mówić: tak, Andreju Alehawiczu, do Bobrujska to pan już nie dojedzie. My pana nie zamierzamy zabić, ale sam pan rozumie, prowokacje mogą być różne. Mogą pana przenieść do innej celi, gdzie będą pana bić, a nawet zabiją. To chyba nietrudno wytłumaczyć – no, więzień zabił innego więźnia. Zdarza się”.

Po tych wydarzeniach Sannikau nie spał przez dwie noce bojąc się ataku w trakcie snu. Zapisał się na wizytę w administracji więzienia, jednak bez rezultatu. W tym czasie, przez cały tydzień, Iryna Chalip próbowała dowiedzieć się w departamencie ds. egzekucji kar, gdzie przebywa jej mąż. W końcu, w poniedziałek, przyznano, że znajduje się on w Mohylewie, do którego udał się już jego adwokat, który napisał pismo do administracji więzienia. W piśmie tym zawarł obawy o życie i zdrowie Andreja Sannikaua. Wówczas, byłego kandydata na prezydenta Białorusi, umieszczono w pojedynczej celi. Iryna Chalip, w związku z zaistniałą sytuacją, zwróciła się wprost do kierownictwa systemu penitencjarnego Białorusi:

„Zwracam się do nich: obywatele naczelnicy, zaprzestańcie dokonywania przestępstw, nie bierzcie na siebie zabójstwa, ciężkich pobić, przerwijcie ten ‘chaos’. Koniec końców i tak będziecie za te czyny odpowiadać. Opamiętajcie się i przestańcie represjonować mojego męża. Przenieście go z powrotem tutaj, gdzie odbywa karę”.

Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy Sannikaua umieszczą w Bobrujsku. Obecnie na przeszkodzie stoi rzekomy remont drogi. Iryna Chalip zaznacza, że od jej męża nie wymaga się pisania próśb o ułaskawienie, jak to miało miejsce w przypadku innych więźniów politycznych. Zastanawiając się nad motywami takiego nacisku na męża, Chalip domyśla się, iż może chodzić o doprowadzenie go do takiego stanu, by sam poprosił o ułaskawienie lub by całkowicie zniechęcił się do polityki.

Chalip jest przekonana, że władza, wypuszczając pod naciskiem Zachodu, szereg więźniów politycznych, rozpoczęła jednocześnie jakąś niezrozumiałą, długotrwałą grę z tymi, którzy zostali w więzieniach, w tym z byłym kandydatem na prezydenta Białorusi, A. Sannikauem, Dz. Wusem, M. Statkiewiczem. Od tego ostatniego już od dwóch tygodni nie ma żadnych wiadomości.

Żona Sannikaua jest przekonana, że sytuacja jest krytyczna. Zgadza się z nią obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa:

„Rozumiemy, że coś odbywa się w stosunku do tej grupy ludzi, jednak nie wiemy co. Być może jest to ostatnia próba złamania ich, środkami psychologicznymi a także siłą fizyczną. Nie wiemy co się dzieje, ale odnotowujemy nasilenie presji, które wzbudza nasze ogromne zaniepokojenie”.

28 września 2011, 14:24, Waler Kalinouski

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Natalia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie

Cztery miesiące po swoim zniknięciu w Kobryniu, Radzina odnalazła się w Moskwie. Poinformowała o tym sama dziennikarka, w artykule na stronie Charter-97. Radzina opisuje swoje perypetie po tym, jak 30 marca uciekła z Kobrynia, gdzie przebywała po wyjściu z więzienia.

Przez cały ten czas redaktorka strony Charter-97 Natalia Radzina przebywała w Moskwie, gdzie zwróciła się o pomoc do Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców w Rosji. "Jestem wdzięczna rosyjskim władzom za to, że nie zważając na "sojusznicze" zobowiązania i współpracę służb specjalnych naszych państw, nie wydali mnie Białorusi" - pisz Radzina.

Po przyznaniu dziennikarce statusu uchodźcy, Radzina wyleciała do Holandii, a następnie na Litwę, gdzie zarejestrowana jest strona Charter-97 i przebywa jej ekipa. 4 sierpnia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie.

Redaktorkę portalu Charter-97, Natalię Radzinę, 28 stycznia wypuszczono z więzienia z zakazem opuszczania granic kraju. Dziennikarka przebywała w więzieniu KGB "Amerykance" przez miesiąc. Radzina jest jedną z osób oskarżonych w sprawie karnej dotyczącej masowych zamieszek, do których doszło w Mińsku 19 grudnia zeszłego roku.

8 sierpnia 2011, 9:53, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

czwartek, 14 lipca 2011

Daszkiewiczowi nadano status "więźnia uporczywie naruszającego regulamin"

Administracja kolonii karnej w Horkach nadała więźniowi politycznemu, liderowi "Młodego Frontu" Źmicerowi Daszkiewiczowi, status "osoby uporczywie naruszającej porządek odbywania kary".

Według nieoficjalnej informacji Daszkiewicz w kolonii karnej poddany jest w związku z tym dwóm formom represji: pierwszą jest umieszczenie w karcerze. O tym jak wygląda ta druga forma, postara się w najbliższym czasie dowiedzieć adwokat - informuje biuro prasowe "Młodego Frontu".

"Nowy status", który został nadany Daszkiewiczowi, już ma swoje widoczne skutki. Zmniejszono kwotę, którą może on przeznaczać na zakupy w więziennym sklepie, z 200 tysięcy do 35 tysięcy rubli miesięcznie. Aktywistę czekać może również trwałe zatrzymanie w karcerze, zmniejszenie liczby spotkań, a nawet nowa sprawa karna - za naruszanie przepisów wewnętrznego regulaminu.

14 lipca 2011, 10:13, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 11 lipca 2011

Mikita Lichawid znowu trafił do karceru. Na kolejne 20 dni

Aktywista Mikita Lichawid znalazł się w karcerze z powodu kilku naruszeń więziennego regulaminu na raz.

Mecenas Daria Lipkina spotkała się ze swoim klientem Mikitą Lichawidem w Nowopołockiej kolonii karnej. Wcześniej od uwięzionego działacza ruchu "O Wolność" od ponad tygodnia nie nadchodziły wiadomości. Bliscy Lichawida nie wykluczali, że ponownie, piąty już raz w przeciągu dwóch miesięcy pobytu w kolonii karnej, trafił on do karceru. Okazało się, że ich obawy były słuszne, jednak tym razem Mikita Lichawid otrzymał wyjątkowo wysoką karę.

Matka aktywisty, Alena: "Dostał 20 dni karceru. Zsumowali od razu cztery naruszenia regulaminu i skazali go na 20 dni. Z Mikitą spotkała się pani adwokat. Powiedziała, że nie będzie ukrywać, że jest bardzo chudy, blady, ma podkrążone oczy. Ale mężnie się trzyma, na nic się nie skarży".

Według pani mecenas Lichawidowi ograniczono możliwość robienia zakupów w więziennym sklepie - może on wydawać na zakup jedzenia jedynie 70 tysięcy rubli miesięcznie, mimo, że inni więźniowie mogą przeciętnie przeznaczyć na ten cel do 200 tysięcy. Wiadomo również, że Mikita Lichawid nie otrzymał paczek z przyborami toaletowymi, które przesyłała mu matka. 11 lipca matce aktywisty udało się dodzwonić do lekarza, który regularnie pojawia się w karcerze. Według niego, Lichawid na nic się nie uskarża.

***

21-letni aktywista Ruchu "O Wolność" Mikita Lichawid został w marcu skazany, w procesie prowadzonym przez sędzinę Natalię Pykinę z mińskiego sądu dzielnicy partyzanckiej, na 3,5 roku kolonii karnej za udział w "masowych zamieszkach" do których doszło 19 grudnia 2010 roku w Mińsku. Swoją karę działacz odbywa w kolonii karnej w Nowopołocku.

11 lipca 2011, 17:15 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

sobota, 9 lipca 2011

Bohaterowie milczących protestów - fotoreportaż

Każdego dnia w pobliżu więzienia na Akreścina dyżurują dziesiątki wolontariuszy i bliskich aresztowanych osób. Praktycznie przez cały dzień - od 9:30 do 18:00 - stoją oni w kolejkach, by przekazać paczki dla uwięzionych.



Fotografowi udało się również uchwycić momenty, gdy więźniowie wyglądają przez okna w celach.




Fotoreportaż można zobaczyć tutaj

9 lipca 2011, 12:40, Siarhiej Hudzilin

wtorek, 24 maja 2011

We Wrocławiu wystawa fotograficzna "Wolność po białorusku"

We Wrocławiu w centrum miasta na Rynku, przy Ratuszu, odbywa się wystawa fotograficzna "Wolność po białorusku". Poświęcona jest wyborom prezydenckim na Białorusi w 2006 i 2011 roku. Polska fundacja "Za Wolność Waszą i Naszą" zapowiedziała Dni Kultury Białoruskiej we Wrocławiu. 



Zdaniem jednego z organizatorów Dni Arcioma Dubskiego, inicjatorami festiwalu są białoruscy studenci, którzy byli zmuszeni studiować w Polsce ze względu na opozycyjną działalność w swojej ojczyźnie. Fundacja "Za Wolność Waszą i Naszą" wsparła inicjatywę białoruskiej młodzieży. 

"Dniami Kultury Białoruskiej  we Wrocławiu chcemy przekazać, że pomimo życiowych trudność, Białorusini, którzy są zmuszeni żyć i uczyć się za granicami naszego cudownego kraju, będą działać na jego korzyść. Jedną z form tej działalności jest wystwa fotograficzna i same Dni Kultury Białoruskiej. Czekamy aż nasz festiwal odwiedzą z Białorusi Aleksander Milinkiewicz czy Stanisława Szuszkiewicz. Zawita też przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi Anżelika Orechwo. Odbędzie się spektakl "Szlachta pińska", będą koncerty oraz wieczory solidarności" -powiadomił "Svabodę" Arciom Dubski.



Według Arcioma Dubskiego, oprócz polskiej fundacji "Za Wolność Waszą i Naszą" Dni Kultury Białoruskiej wspiera również samorząd Wrocławia. 

Dni Kultury Białoruskiej potrwają we Wrocławiu sześć dni. Rozpoczną się 31 maja otwarciem wystawy sztuki współczesnej Białorusi. 

24 maja, 18:51, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.

piątek, 22 kwietnia 2011

Proces Niakliajeua i Rymaszeuskiego rozpocznie się 5 maja

Proces sądowy byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego, a także aktywistów: Nasty Pałażanki, Siarhieja Waźniaka, Andreja Dzmitryjeua i Aleksandra Fiaduty, rozpocznie się 5 maja 2011 roku.

Po akcji protestu, która odbyła się 19 grudnia 2010 roku w Mińsku, władze oskarżyły przedstawicieli opozycji o organizację i przygotowywanie działań naruszających porządek publiczny, lub aktywny udział w wydarzeniu o takim charakterze.

Jak informuje centrum obrony praw człowieka "Wiasna", rozprawa rozpocznie się o godzinie 10:00 w sądzie dzielnicy Frunzeńskiej Mińska.

22 kwietnia 2011, 13:21 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj


czwartek, 21 kwietnia 2011

Frontowca Szulżyckiego (Smorgonie) przesłuchano w sprawie wybuchu

Aktywista Młodzieży BNF od 20 kwietnia przetrzymywany jest na posterunku. Poprzedniej nocy po raz drugi przeprowadzono w jego mieszkaniu rewizję.

Uładzimira Szulżyckiego 20 kwietnia wezwano do smorgońskiego oddziału prokuratury. Aktywista poinformował, że był przesłuchiwany w sprawie wybuchu w mińskim metrze.

Według relacji Szulżyckiego, śledczy zainteresowany był tym co działacz wie o wybuchu, co o ataku mówią ludzie, aczkolwiek najbardziej interesowały go zdjęcia, które Szulżycki zamieścił na swojej stronie w internecie. Na fotografiach Uładzimir Szulżycki pozuje z różnymi rodzajami broni z okresu II wojny światowej.

Chłopak musiał tłumaczyć funkcjonariuszowi, że zdjęcia te pochodzą z okresu, gdy wystąpił w filmie.

Następnie aktywista udał się na milicję, żeby wyjaśnić sprawę broni pneumatycznej, którą dzień wcześniej zakonfiskowali u niego milicjanci.

Później jego telefon już nie odpowiadał.

Rankiem 21 kwietnia matka aktywisty poinformowała, że w nocy w ich mieszkaniu odbyło się powtórne przeszukanie, z tym, że milicjanci pojawili się razem z Uładzimirem Szulżyckim. Skonfiskowali m.in. komputer.

21 kwietnia 2011, 10:50, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

sobota, 16 kwietnia 2011

Janukiewicz: absolutnie bezpodstawnie wiąże się atak terrorystyczny z wizerunkiem opozycji

16 kwietnia sejm Partii Białoruski Front Ludowy przyjął uchwałę dotyczącą ataku terrorystycznego do którego doszło 11 kwietnia w miński metrze. W uchwale złożono kondolencje rodzinom ofiar.

Przewodniczący partii BNF Aliaksiej Janukiewicz zauważył, że miniony tydzień przeszedł pod znakiem potwornych wydarzeń:

"Potępiamy kampanię rozpoczętą przez oficjalne środki masowego przekazu, w której absolutnie bezpodstawnie wiąże się wybuch z wizerunkiem opozycji. Praktycznie jawnie stawia się fałszywe oskarżenia wobec przedstawicieli niezależnych środowisk. Potępiamy również naciski na niezależne media, które władza rozpoczęła w związku z wydarzeniami mającymi miejsce po tym ataku."

Ponadto w uchwale wysunięto żądanie uwolnienia wszystkich więźniów politycznych w kraju, a także zaprzestania kampanii oczerniania sił demokratycznych i nacisku na niezależne media.

"Jedynie w wolnym i demokratycznym społeczeństwie, z silnym społeczeństwem obywatelskim, niezależnymi środkami masowej informacji, podstawy dla wewnątrzpaństwowego terroryzmu są skutecznie wyeliminowane. Istnieją bowiem instytucje społeczne, które stanowią mocną obronę przed przejawami wewnętrznego ekstremizmu i agresji".

16 kwietnia 2011, 18:08, Aleś Daszczynski

Artykuł można przeczytać tutaj

piątek, 15 kwietnia 2011

Sprawy karne Niakliajeua, Sannikaua, Rymaszeuskiego, Kirkiewicza i Winahradaua zostały skierowane do sądu

Trzy nowe sprawy karne skierowane przeciwko uczestnikom wydarzeń 19 grudnia zostały przekazane do mińskiego sądu miejskiego. Tam też podjęte zostaną decyzje w którym z sądów rejonowych odbędą się procesy.

W pierwszej sprawie karnej oskarżeni zostali Uładzimir Chamiczenka, Dzmitryj Drozd, Aleś Kirkiewicz, Andrej Pratasenia i Paweł Winahradau. Pierwszym czterem oskarżonym postawiono zarzuty z art. 293 KK o masowych zamieszkach. Paweł Winahradau dodatkowo oskarżony został o zniewagę symboli narodowych (spalił portret Łukaszenki).

W drugiej sprawie karnej oskarżonym jest były kandydat na prezydenta Białorusi Andrej Sannikau, a także Ilja Wasilewicz, Aleh Hnedczyk, Fiodar Mirzajanau, Uładzimir Jaromienka. Sannikauowi zarzuca się organizację zamieszek, kolejnym osobom - udział w nich.

I w końcu trzecia sprawa karna - oskarżonymi są Uładzimir Niakliajeu, Andrej Dzmitryjeu, Aleksander Fiaduta, Nasta Pałażanka, Wital Rymaszeuski i Siarhiej Waźniak. Osobom tym zarzuca się działania naruszające porządek publiczny. Ponadto Siarhiej Waźniak sądzony będzie również za składanie fałszywych zeznań.

15 kwietnia 2011, 17:23, ЗП

Artykuł można przeczytać tutaj

piątek, 8 kwietnia 2011

Aleksandra Fiadutę wypuszczono z więzienia

Wieczorem, 8 kwietnia, z więzienia KGB wypuszczono działacza politycznego, koordynatora kampanii "Mów prawdę!" Aleksandra Fiadutę.

Aktywista został aresztowany w nocy 20 grudnia 2010 roku. Od tamtej pory Aleksander Fiaduta przebywał w areszcie śledczym KGB. Dzisiaj, po podpisaniu oświadczenia o nieopuszczaniu kraju, został wypuszczony.

Żona więźnia politycznego Maryna mówi, że mąż sporo schudł, oraz zapuścił wąsy. Fiaduta poprosił o dwa dni spokoju, żeby mógł dojść do siebie. Potem odpowie na wszystkie pytania.

Niedawno zmieniono akt oskarżenia, który został przedstawiony Aleksandrowi Fiaducie. Jego czyn został zakwalifikowany jako "działania, które naruszały porządek publiczny".

8 kwietnia 2011, 20:16, ЗП

Artykuł można przeczytać tutaj

poniedziałek, 4 kwietnia 2011

Zmiana kwalifikacji czynu Chalip, Sewiaryńca, Bandarenki i Marcaleua

Nastąpiły zmiany w kwalifikacji czynu, jakiego według aktu oskarżenia dopuścili się żona byłego kandydata na prezydenta Białorusi Andreja Sannikaua Iryna Chalip, jeden z przywódców partii Białoruska Chrześcijańska Demokracja Paweł Sewiaryniec, aktywista sztabu wyborczego Sannikaua Źmicer Bandarenka oraz działacz opozycji Siarhiej Marcaleu. Ich oskarżenie ma związek z wydarzeniami do których doszło 19 grudnia 2010 w Mińsku.

Według informacji przekazanej przez rzecznika prasowego białoruskiego MSW, nastąpiło przekwalifikowanie czynów dokonanych przez te osoby z artykułu mówiącego o "masowych zamieszkach" (art.293 KK) na "organizowanie oraz przygotowywanie działań, które naruszają porządek publiczny, lub aktywny udział w nich" (art. 342, cz.1). Kary przewidziane w tym artykule są znacznie łagodniejsze niż te, które groziły wcześniej oskarżonym z art. 293.

"Śledztwo wykazało, że działania tych osób nastawione były na propagowanie oraz włączanie obywateli białoruskich do brania świadomego udziału w wydarzeniach o charakterze masowym, które naruszały porządek publiczny, oraz wymagały interwencji ze strony organów bezpieczeństwa" - Podkreślali przedstawiciele MSW.

Ponadto Chalip, Bandarenka, Marcaleu i Sewiaryniec, w myśl wniosków ze śledztwa, winni są również stworzenia sztucznej podstawy "dla reakcji krajów Unii Europejskiej i USA, które to państwa podjęły kroki zmierzające do wprowadzenia sankcji jako metody ekonomicznego i politycznego nacisku na oficjalne władze Białorusi".

"Tym samym postępowanie oskarżonych zostało już zakwalifikowane prawnie. W najbliższym czasie oskarżeni, przy udziale adwokatów, zapoznają się z aktami spraw, które następnie zostaną przekazane przez organy prokuratury do sądu" - zawiadamia MSW.

4 kwietnia 2011, 15:59, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

piątek, 1 kwietnia 2011

Ojciec Natalli Radziny: Według KGB, córka wysiadła z pociągu w Łunińcu

Według Waliancina Radzina, który jest ojcem redaktorki portalu "Karta'97", jego córka Natallia, wyjechała z Białorusi. "Rano zadzwonił do nas nieznajomy człowiek i powiedział, że Natallia jest już za granicą. Gdzie dokładnie się znajduje, nie powiedział. Z nią samą nie rozmawialiśmy" - powiedział korespondentowi "Svabody" Waliancin Radzin.

Ojciec dziennikarki powiedział również, że KGB rozpoczęło poszukiwania jego córki już 31 marca wieczorem. "Zadzwonili i pytali gdzie ona jest, czym pojechała. Powiedzieliśmy, że żona odprowadziła ją na pociąg relacji "Brześć - Mińsk" i więcej jej nie widzieliśmy. Odpowiedzieli, że sprawdzili ten wagon, którym ona jechała i dowiedzieli się, że wysiadła w Łunińcu, skąd nie wróciła".

Matka dziennikarki, Nadzeja Radzina, uważa, że Natallia, "zdecydowała się uniknąć losu tych, którzy już otrzymali wyjątkowo surowe kary za wydarzenia 19 grudnia".

Redaktorka portalu "Karta'97", Natallia Radzina, jest oskarżona o udział w masowych zamieszkach 19 grudnia 2010 roku, a także o ich organizację. Na mocy aktu oskarżenia dziennikarce grozi do 15 lat więzienia. 31 marca Radzina miała stawić się na przesłuchaniu w KGB. W przededniu tej rozmowy redaktorka nie wykluczała, że zostanie jej przedstawiony końcowy akt oskarżenia. O swoim zamiarze opuszczenia kraju Radzina nic nie wspominała.

Nie udało się uzyskać komentarza przedstawicieli KGB w sprawie Natalli Radziny, ponieważ telefon centrum prasowego KGB nie odpowiada.

1 kwietnia 2011, 15:16, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj


Siarhiej Kawalienka skazany na kolejne 15 dni aresztu

Witebski aktywista konserwatywno-chrześcijańskiej partii BNF Siarhiej Kawalienka na wolności przebywał tylko przez 5 minut. Gdy po 7 dniach aresztu aktywista wyszedł z więzienia, został ponownie zatrzymany przez milicję.

Na witebskim posterunku pierwszomajowym stworzony został protokół na mocy którego Siarhiej Kawalienka skazany został na dodatkowe 15 dni aresztu.

Informację o przedłużeniu aresztu dla działacza przekazała jego żona Alena Kawalienka, która gdy nie doczekała się powrotu męża do domu, rozpoczęła jego poszukiwania.

Poprzednia kara więzienia została Kawalience zasądzona 25 marca - za to, że pojawił się w centrum Witebska z trzema biało-czerwono-białymi flagami. Sąd dzielnicy kolejowej uznał wówczas aktywistę za winnego organizacji nielegalnej pikiety oraz drobnego chuligaństwa (rzekomo, podczas zatrzymania używał on niecenzuralnych wyrażeń).

Przez cały tydzień spędzony w więzieniu, Kawalienka prowadził głodówkę na znak protestu przeciwko niesprawiedliwemu, jego zdaniem, wyrokowi sądu. Czy będzie prowadził strajk głodowy również w trakcie odbywania nowej kary, nie wiadomo.

Incydent, który miał miejsce 24 marca, zakwalifikowany jako drobne chuligaństwo, został potraktowany jako naruszenie reżimu odbywania poprzednio nałożonej kary. Aktywista do dnia dzisiejszego odbywa karę tzw. "chemii domowej" [dosłowne tłumaczenie], czyli trzech lat ograniczenia wolności bez umieszczania w zakładzie resocjalizacyjnym. Wyrok ten Kawalienka otrzymał po tym jak rozwiesił biało-czerwono-białą flagę na noworocznej choince, 7 stycznia 2010 roku. Sąd wówczas uznał go za winnego stawiania oporu milicjantom, którzy dokonywali jego zatrzymania, oraz zniszenia mienia państwowego.

1 kwietnia 2011, 19:08, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

czwartek, 31 marca 2011

Redaktor naczelny "Naszej Niwy" jest przesłuchiwany przez KGB

Około godziny 20:45 do redaktora naczelnego "Naszej Niwy" Andreja Skurko zadzwoniono z prośbą o niezwłoczne pojawienie się na przesłuchaniu w budynku KGB, na ulicy Komsomołskiej 30.

W tej chwili dziennikarz znajduje się pod wskazanym adresem. Przed wyłączeniem telefonu, zdążył jeszcze poinformować, że on, jak również dziennikarka "Narodnaj Woli" Maryna Koktysz, wezwani zostali w charakterze świadka w sprawie karnej dotyczącej wydarzeń 19 grudnia 2010 roku.

Przesłuchanie przeprowadzi śledczy Fiacisau - jest to jeden z funkcjonariuszy, którzy wcześniej przeprowadzali rewizję w mieszkaniu Andreja Skurko oraz skonfiskowali wówczas komputery.

31 marca 2011, 21:36, ЗП

Artykuł można przeczytać tutaj