niedziela, 8 stycznia 2012
Podsumowanie roku: więźniowie polityczni
środa, 21 grudnia 2011
Rok po „Ploszczy”
18 grudnia 2011, 18:10, Jahor Marcinowicz
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 24 listopada 2011
Byli więźniowie polityczni – albo bez pracy, albo za granicą
piątek, 28 października 2011
Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze
Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.
Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.
"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.
***
Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.
***
W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.
28 października 2011, Radio Svaboda
piątek, 21 października 2011
Protest na Placu Październikowym: sprzeciw wobec ciemności
21 października w Mińsku odbyła się akcja solidarności z więźniami politycznymi. Została ona zorganizowana przez aktywistów kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.
W piątek, w stolicy Białorusi, doszło również do prewencyjnego zatrzymania potencjalnych uczestników akcji.
18:55
Jak informuje korespondent „Naszej Niwy”, do chwili obecnej, na Placu Październikowym pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli prasy. Dostrzec można również „tajniaków”, w podwórkach stoją milicyjne autobusy. Dostęp do Placu jest swobodny. Uczestników akcji ciężko jest na razie odróżnić od zwyczajnych przechodniów.
19:09
Rozpoczęły się zatrzymania. Uczestnikom akcji udało się odbić, z rąk funkcjonariuszy w cywilu, jednego z młodych ludzi. Doszło do krótkiej bójki. Innego z uczestników ludzie próbowali uwolnić aż do momentu doprowadzenia go do autobusu, jednak ta próba nie powiodła się. Zatrzymanym jest Aleksander Wałancewicz, działacz „Europejskiej Białorusi”. Pewna kobieta próbowała pokazać ulotkę z napisem „Wolność dla więźniów politycznych”, jednak tajniacy wyrwali ją z jej rąk.
Na Placu, w miejscu prowadzonej akcji, znajduje się ogółem około setka ludzi, w tym dziennikarze i milicjanci. Uczestników jest około 20. Rozmawia z nimi Ihar Jausiejeu.
19:13
Według doniesień naszego korespondenta uczestnicy akcji motywowani są nie tylko troską o los więźniów politycznych, ale również sytuacją ekonomiczną kraju – szczególnie wzrostem cen.
19:16
Od początku akcji zablokowane są strony charter97.org, svaboda.org i belaruspartisan.org, a także portal społecznościowy VKontakte.
19:18
Pułkownik Jausiejeu dał uczestnikom akcji dwie minuty na rozejście się. Dziennikarzom poradził odsunięcie się na bok i wezwał poprzez radio autobus. Na Placu przebywa około 50 uczestników akcji.
19:30
Na Placu póki co jest spokojnie. Groźby sprowadzenia autobusu pozostały tylko groźbami. Na akcji pojawiły się matki Iryny Chalip i Andreja Sannikaua. Od razu znalazł się przy nich Jausiejeu i poinformował, że nie jest to miejsce do spotkań.
19:37
Na Placu Październikowym zostało ok. 15-20 uczestników akcji. Ludzie zaczynają rozchodzić się do domów.
19:42
Fotoreporter Naszej Niwy, Siarhiej Hudzilin, mówi, że podczas zatrzymania aktywisty, milicjanci nadzwyczaj brutalnie obchodzili się z fotografami: bili ich po nogach, nie oszczędzali sprzętu fotograficznego, popychali.
19:46
Ponownie rozpoczynają pracę niedostępne podczas akcji strony i portale internetowe.
21 października 2011, 18:59-19:46, Nasta Szamrej
Artykuł i zdjęcia Siarhieja Hudzilina można znaleźć tutaj
środa, 28 września 2011
Ocalić Sannikaua i Daszkiewicza
Zaniepokojenie stanem zdrowia i warunkami życia Andreja Sannikaua i Źmitra Daszkiewicza wyraziły dzisiaj żona byłego kandydata na prezydenta, Iryna Chalip oraz obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa. W trakcie odsiadki, w stronę obu więźniów politycznych kierowane były groźby pozbawienia życia lub zdrowia.
Iryna Chalip rozmawiała z adwokatami męża zaraz po tym, jak w poniedziałek oraz wtorek, spotkali się oni ze swoim klientem w więzieniu w Mohylewie:
„Sytuacja wygląda tak, że mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo. Takie samo zagrożenie odnosi się także do lidera Młodego Frontu, Źmitra Daszkiewicza. Najnowsza informacja, jaką wczoraj otrzymała od mojego męża pani adwokat, brzmi: Ratujcie Daszkiewicza wszelkimi sposobami, nawet prośbą o ułaskawienie. Inaczej on nie przeżyje.”
Od 20 września, Andrej Sannikau przebywał w witebskim więzieniu, gdzie celę dzielił właśnie z Daszkiewiczem. Inny więzień z tej samej celi, Dawydowicz, ostrzegł aktywistę, że ten będzie miał poważne problemy w więzieniu w Hłybokim, że prawdopodobnie zostanie tam zabity.
Iryna Chalip: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Daszkiewicz zrezygnował już z głodówki. Mój mąż powiedział, że aktywista jest w strasznym stanie, jest bardzo chudy, nie miał jedzenia ponieważ nie dostarczano mu paczek gdy był w kolonii karnej”.
Jak twierdzi Iryna Chalip, podobne pogróżki usłyszał również Andrej Sannikau. Miały miejsce później, gdy przebywał już w więzieniu w Mohylewie. W celi wraz z nim umieszczono skazanego Hryhorjewa, który zdradził, że podchodzili do niego ludzie ubrani po cywilnemu, którzy radzili, by był ostrożny siedząc w jednej celi z Sannikauem, bo może on zostać „zabity lub poważnie ranny”. Pozostali więźniowie z celi potwierdzili słowa więźnia, według relacji I. Chalip: „zaczęli mówić: tak, Andreju Alehawiczu, do Bobrujska to pan już nie dojedzie. My pana nie zamierzamy zabić, ale sam pan rozumie, prowokacje mogą być różne. Mogą pana przenieść do innej celi, gdzie będą pana bić, a nawet zabiją. To chyba nietrudno wytłumaczyć – no, więzień zabił innego więźnia. Zdarza się”.
Po tych wydarzeniach Sannikau nie spał przez dwie noce bojąc się ataku w trakcie snu. Zapisał się na wizytę w administracji więzienia, jednak bez rezultatu. W tym czasie, przez cały tydzień, Iryna Chalip próbowała dowiedzieć się w departamencie ds. egzekucji kar, gdzie przebywa jej mąż. W końcu, w poniedziałek, przyznano, że znajduje się on w Mohylewie, do którego udał się już jego adwokat, który napisał pismo do administracji więzienia. W piśmie tym zawarł obawy o życie i zdrowie Andreja Sannikaua. Wówczas, byłego kandydata na prezydenta Białorusi, umieszczono w pojedynczej celi. Iryna Chalip, w związku z zaistniałą sytuacją, zwróciła się wprost do kierownictwa systemu penitencjarnego Białorusi:
„Zwracam się do nich: obywatele naczelnicy, zaprzestańcie dokonywania przestępstw, nie bierzcie na siebie zabójstwa, ciężkich pobić, przerwijcie ten ‘chaos’. Koniec końców i tak będziecie za te czyny odpowiadać. Opamiętajcie się i przestańcie represjonować mojego męża. Przenieście go z powrotem tutaj, gdzie odbywa karę”.
Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy Sannikaua umieszczą w Bobrujsku. Obecnie na przeszkodzie stoi rzekomy remont drogi. Iryna Chalip zaznacza, że od jej męża nie wymaga się pisania próśb o ułaskawienie, jak to miało miejsce w przypadku innych więźniów politycznych. Zastanawiając się nad motywami takiego nacisku na męża, Chalip domyśla się, iż może chodzić o doprowadzenie go do takiego stanu, by sam poprosił o ułaskawienie lub by całkowicie zniechęcił się do polityki.
Chalip jest przekonana, że władza, wypuszczając pod naciskiem Zachodu, szereg więźniów politycznych, rozpoczęła jednocześnie jakąś niezrozumiałą, długotrwałą grę z tymi, którzy zostali w więzieniach, w tym z byłym kandydatem na prezydenta Białorusi, A. Sannikauem, Dz. Wusem, M. Statkiewiczem. Od tego ostatniego już od dwóch tygodni nie ma żadnych wiadomości.
Żona Sannikaua jest przekonana, że sytuacja jest krytyczna. Zgadza się z nią obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa:
„Rozumiemy, że coś odbywa się w stosunku do tej grupy ludzi, jednak nie wiemy co. Być może jest to ostatnia próba złamania ich, środkami psychologicznymi a także siłą fizyczną. Nie wiemy co się dzieje, ale odnotowujemy nasilenie presji, które wzbudza nasze ogromne zaniepokojenie”.
28 września 2011, 14:24, Waler Kalinouski
Artykuł można przeczytać tutaj
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Natalia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie
Cztery miesiące po swoim zniknięciu w Kobryniu, Radzina odnalazła się w Moskwie. Poinformowała o tym sama dziennikarka, w artykule na stronie Charter-97. Radzina opisuje swoje perypetie po tym, jak 30 marca uciekła z Kobrynia, gdzie przebywała po wyjściu z więzienia.
Przez cały ten czas redaktorka strony Charter-97 Natalia Radzina przebywała w Moskwie, gdzie zwróciła się o pomoc do Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców w Rosji. "Jestem wdzięczna rosyjskim władzom za to, że nie zważając na "sojusznicze" zobowiązania i współpracę służb specjalnych naszych państw, nie wydali mnie Białorusi" - pisz Radzina.
Po przyznaniu dziennikarce statusu uchodźcy, Radzina wyleciała do Holandii, a następnie na Litwę, gdzie zarejestrowana jest strona Charter-97 i przebywa jej ekipa. 4 sierpnia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie.
Redaktorkę portalu Charter-97, Natalię Radzinę, 28 stycznia wypuszczono z więzienia z zakazem opuszczania granic kraju. Dziennikarka przebywała w więzieniu KGB "Amerykance" przez miesiąc. Radzina jest jedną z osób oskarżonych w sprawie karnej dotyczącej masowych zamieszek, do których doszło w Mińsku 19 grudnia zeszłego roku.
8 sierpnia 2011, 9:53, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 14 lipca 2011
Daszkiewiczowi nadano status "więźnia uporczywie naruszającego regulamin"
Administracja kolonii karnej w Horkach nadała więźniowi politycznemu, liderowi "Młodego Frontu" Źmicerowi Daszkiewiczowi, status "osoby uporczywie naruszającej porządek odbywania kary".
Według nieoficjalnej informacji Daszkiewicz w kolonii karnej poddany jest w związku z tym dwóm formom represji: pierwszą jest umieszczenie w karcerze. O tym jak wygląda ta druga forma, postara się w najbliższym czasie dowiedzieć adwokat - informuje biuro prasowe "Młodego Frontu".
"Nowy status", który został nadany Daszkiewiczowi, już ma swoje widoczne skutki. Zmniejszono kwotę, którą może on przeznaczać na zakupy w więziennym sklepie, z 200 tysięcy do 35 tysięcy rubli miesięcznie. Aktywistę czekać może również trwałe zatrzymanie w karcerze, zmniejszenie liczby spotkań, a nawet nowa sprawa karna - za naruszanie przepisów wewnętrznego regulaminu.
14 lipca 2011, 10:13, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
poniedziałek, 11 lipca 2011
Mikita Lichawid znowu trafił do karceru. Na kolejne 20 dni
Aktywista Mikita Lichawid znalazł się w karcerze z powodu kilku naruszeń więziennego regulaminu na raz.
Mecenas Daria Lipkina spotkała się ze swoim klientem Mikitą Lichawidem w Nowopołockiej kolonii karnej. Wcześniej od uwięzionego działacza ruchu "O Wolność" od ponad tygodnia nie nadchodziły wiadomości. Bliscy Lichawida nie wykluczali, że ponownie, piąty już raz w przeciągu dwóch miesięcy pobytu w kolonii karnej, trafił on do karceru. Okazało się, że ich obawy były słuszne, jednak tym razem Mikita Lichawid otrzymał wyjątkowo wysoką karę.
Matka aktywisty, Alena: "Dostał 20 dni karceru. Zsumowali od razu cztery naruszenia regulaminu i skazali go na 20 dni. Z Mikitą spotkała się pani adwokat. Powiedziała, że nie będzie ukrywać, że jest bardzo chudy, blady, ma podkrążone oczy. Ale mężnie się trzyma, na nic się nie skarży".
Według pani mecenas Lichawidowi ograniczono możliwość robienia zakupów w więziennym sklepie - może on wydawać na zakup jedzenia jedynie 70 tysięcy rubli miesięcznie, mimo, że inni więźniowie mogą przeciętnie przeznaczyć na ten cel do 200 tysięcy. Wiadomo również, że Mikita Lichawid nie otrzymał paczek z przyborami toaletowymi, które przesyłała mu matka. 11 lipca matce aktywisty udało się dodzwonić do lekarza, który regularnie pojawia się w karcerze. Według niego, Lichawid na nic się nie uskarża.
***
21-letni aktywista Ruchu "O Wolność" Mikita Lichawid został w marcu skazany, w procesie prowadzonym przez sędzinę Natalię Pykinę z mińskiego sądu dzielnicy partyzanckiej, na 3,5 roku kolonii karnej za udział w "masowych zamieszkach" do których doszło 19 grudnia 2010 roku w Mińsku. Swoją karę działacz odbywa w kolonii karnej w Nowopołocku.
11 lipca 2011, 17:15 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
sobota, 9 lipca 2011
Bohaterowie milczących protestów - fotoreportaż
Każdego dnia w pobliżu więzienia na Akreścina dyżurują dziesiątki wolontariuszy i bliskich aresztowanych osób. Praktycznie przez cały dzień - od 9:30 do 18:00 - stoją oni w kolejkach, by przekazać paczki dla uwięzionych.
Fotografowi udało się również uchwycić momenty, gdy więźniowie wyglądają przez okna w celach.

Fotoreportaż można zobaczyć tutaj
9 lipca 2011, 12:40, Siarhiej Hudzilin
wtorek, 24 maja 2011
We Wrocławiu wystawa fotograficzna "Wolność po białorusku"

Zdaniem jednego z organizatorów Dni Arcioma Dubskiego, inicjatorami festiwalu są białoruscy studenci, którzy byli zmuszeni studiować w Polsce ze względu na opozycyjną działalność w swojej ojczyźnie. Fundacja "Za Wolność Waszą i Naszą" wsparła inicjatywę białoruskiej młodzieży.
"Dniami Kultury Białoruskiej we Wrocławiu chcemy przekazać, że pomimo życiowych trudność, Białorusini, którzy są zmuszeni żyć i uczyć się za granicami naszego cudownego kraju, będą działać na jego korzyść. Jedną z form tej działalności jest wystwa fotograficzna i same Dni Kultury Białoruskiej. Czekamy aż nasz festiwal odwiedzą z Białorusi Aleksander Milinkiewicz czy Stanisława Szuszkiewicz. Zawita też przewodnicząca Związku Polaków na Białorusi Anżelika Orechwo. Odbędzie się spektakl "Szlachta pińska", będą koncerty oraz wieczory solidarności" -powiadomił "Svabodę" Arciom Dubski.

Według Arcioma Dubskiego, oprócz polskiej fundacji "Za Wolność Waszą i Naszą" Dni Kultury Białoruskiej wspiera również samorząd Wrocławia.
Dni Kultury Białoruskiej potrwają we Wrocławiu sześć dni. Rozpoczną się 31 maja otwarciem wystawy sztuki współczesnej Białorusi.
24 maja, 18:51, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
piątek, 22 kwietnia 2011
Proces Niakliajeua i Rymaszeuskiego rozpocznie się 5 maja
Proces sądowy byłych kandydatów na prezydenta Białorusi Uładzimira Niakliajeua i Witala Rymaszeuskiego, a także aktywistów: Nasty Pałażanki, Siarhieja Waźniaka, Andreja Dzmitryjeua i Aleksandra Fiaduty, rozpocznie się 5 maja 2011 roku.
Po akcji protestu, która odbyła się 19 grudnia 2010 roku w Mińsku, władze oskarżyły przedstawicieli opozycji o organizację i przygotowywanie działań naruszających porządek publiczny, lub aktywny udział w wydarzeniu o takim charakterze.
Jak informuje centrum obrony praw człowieka "Wiasna", rozprawa rozpocznie się o godzinie 10:00 w sądzie dzielnicy Frunzeńskiej Mińska.
22 kwietnia 2011, 13:21 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 21 kwietnia 2011
Frontowca Szulżyckiego (Smorgonie) przesłuchano w sprawie wybuchu
Aktywista Młodzieży BNF od 20 kwietnia przetrzymywany jest na posterunku. Poprzedniej nocy po raz drugi przeprowadzono w jego mieszkaniu rewizję.
Uładzimira Szulżyckiego 20 kwietnia wezwano do smorgońskiego oddziału prokuratury. Aktywista poinformował, że był przesłuchiwany w sprawie wybuchu w mińskim metrze.
Według relacji Szulżyckiego, śledczy zainteresowany był tym co działacz wie o wybuchu, co o ataku mówią ludzie, aczkolwiek najbardziej interesowały go zdjęcia, które Szulżycki zamieścił na swojej stronie w internecie. Na fotografiach Uładzimir Szulżycki pozuje z różnymi rodzajami broni z okresu II wojny światowej.
Chłopak musiał tłumaczyć funkcjonariuszowi, że zdjęcia te pochodzą z okresu, gdy wystąpił w filmie.
Następnie aktywista udał się na milicję, żeby wyjaśnić sprawę broni pneumatycznej, którą dzień wcześniej zakonfiskowali u niego milicjanci.
Później jego telefon już nie odpowiadał.
Rankiem 21 kwietnia matka aktywisty poinformowała, że w nocy w ich mieszkaniu odbyło się powtórne przeszukanie, z tym, że milicjanci pojawili się razem z Uładzimirem Szulżyckim. Skonfiskowali m.in. komputer.
21 kwietnia 2011, 10:50, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
sobota, 16 kwietnia 2011
Janukiewicz: absolutnie bezpodstawnie wiąże się atak terrorystyczny z wizerunkiem opozycji
16 kwietnia sejm Partii Białoruski Front Ludowy przyjął uchwałę dotyczącą ataku terrorystycznego do którego doszło 11 kwietnia w miński metrze. W uchwale złożono kondolencje rodzinom ofiar.
Przewodniczący partii BNF Aliaksiej Janukiewicz zauważył, że miniony tydzień przeszedł pod znakiem potwornych wydarzeń:
"Potępiamy kampanię rozpoczętą przez oficjalne środki masowego przekazu, w której absolutnie bezpodstawnie wiąże się wybuch z wizerunkiem opozycji. Praktycznie jawnie stawia się fałszywe oskarżenia wobec przedstawicieli niezależnych środowisk. Potępiamy również naciski na niezależne media, które władza rozpoczęła w związku z wydarzeniami mającymi miejsce po tym ataku."
Ponadto w uchwale wysunięto żądanie uwolnienia wszystkich więźniów politycznych w kraju, a także zaprzestania kampanii oczerniania sił demokratycznych i nacisku na niezależne media.
"Jedynie w wolnym i demokratycznym społeczeństwie, z silnym społeczeństwem obywatelskim, niezależnymi środkami masowej informacji, podstawy dla wewnątrzpaństwowego terroryzmu są skutecznie wyeliminowane. Istnieją bowiem instytucje społeczne, które stanowią mocną obronę przed przejawami wewnętrznego ekstremizmu i agresji".
16 kwietnia 2011, 18:08, Aleś Daszczynski
Artykuł można przeczytać tutaj
piątek, 15 kwietnia 2011
Sprawy karne Niakliajeua, Sannikaua, Rymaszeuskiego, Kirkiewicza i Winahradaua zostały skierowane do sądu
Trzy nowe sprawy karne skierowane przeciwko uczestnikom wydarzeń 19 grudnia zostały przekazane do mińskiego sądu miejskiego. Tam też podjęte zostaną decyzje w którym z sądów rejonowych odbędą się procesy.
W pierwszej sprawie karnej oskarżeni zostali Uładzimir Chamiczenka, Dzmitryj Drozd, Aleś Kirkiewicz, Andrej Pratasenia i Paweł Winahradau. Pierwszym czterem oskarżonym postawiono zarzuty z art. 293 KK o masowych zamieszkach. Paweł Winahradau dodatkowo oskarżony został o zniewagę symboli narodowych (spalił portret Łukaszenki).
W drugiej sprawie karnej oskarżonym jest były kandydat na prezydenta Białorusi Andrej Sannikau, a także Ilja Wasilewicz, Aleh Hnedczyk, Fiodar Mirzajanau, Uładzimir Jaromienka. Sannikauowi zarzuca się organizację zamieszek, kolejnym osobom - udział w nich.
I w końcu trzecia sprawa karna - oskarżonymi są Uładzimir Niakliajeu, Andrej Dzmitryjeu, Aleksander Fiaduta, Nasta Pałażanka, Wital Rymaszeuski i Siarhiej Waźniak. Osobom tym zarzuca się działania naruszające porządek publiczny. Ponadto Siarhiej Waźniak sądzony będzie również za składanie fałszywych zeznań.
15 kwietnia 2011, 17:23, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj
piątek, 8 kwietnia 2011
Aleksandra Fiadutę wypuszczono z więzienia
Wieczorem, 8 kwietnia, z więzienia KGB wypuszczono działacza politycznego, koordynatora kampanii "Mów prawdę!" Aleksandra Fiadutę.
Aktywista został aresztowany w nocy 20 grudnia 2010 roku. Od tamtej pory Aleksander Fiaduta przebywał w areszcie śledczym KGB. Dzisiaj, po podpisaniu oświadczenia o nieopuszczaniu kraju, został wypuszczony.
Żona więźnia politycznego Maryna mówi, że mąż sporo schudł, oraz zapuścił wąsy. Fiaduta poprosił o dwa dni spokoju, żeby mógł dojść do siebie. Potem odpowie na wszystkie pytania.
Niedawno zmieniono akt oskarżenia, który został przedstawiony Aleksandrowi Fiaducie. Jego czyn został zakwalifikowany jako "działania, które naruszały porządek publiczny".
8 kwietnia 2011, 20:16, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj
poniedziałek, 4 kwietnia 2011
Zmiana kwalifikacji czynu Chalip, Sewiaryńca, Bandarenki i Marcaleua
Nastąpiły zmiany w kwalifikacji czynu, jakiego według aktu oskarżenia dopuścili się żona byłego kandydata na prezydenta Białorusi Andreja Sannikaua Iryna Chalip, jeden z przywódców partii Białoruska Chrześcijańska Demokracja Paweł Sewiaryniec, aktywista sztabu wyborczego Sannikaua Źmicer Bandarenka oraz działacz opozycji Siarhiej Marcaleu. Ich oskarżenie ma związek z wydarzeniami do których doszło 19 grudnia 2010 w Mińsku.
Według informacji przekazanej przez rzecznika prasowego białoruskiego MSW, nastąpiło przekwalifikowanie czynów dokonanych przez te osoby z artykułu mówiącego o "masowych zamieszkach" (art.293 KK) na "organizowanie oraz przygotowywanie działań, które naruszają porządek publiczny, lub aktywny udział w nich" (art. 342, cz.1). Kary przewidziane w tym artykule są znacznie łagodniejsze niż te, które groziły wcześniej oskarżonym z art. 293.
"Śledztwo wykazało, że działania tych osób nastawione były na propagowanie oraz włączanie obywateli białoruskich do brania świadomego udziału w wydarzeniach o charakterze masowym, które naruszały porządek publiczny, oraz wymagały interwencji ze strony organów bezpieczeństwa" - Podkreślali przedstawiciele MSW.
Ponadto Chalip, Bandarenka, Marcaleu i Sewiaryniec, w myśl wniosków ze śledztwa, winni są również stworzenia sztucznej podstawy "dla reakcji krajów Unii Europejskiej i USA, które to państwa podjęły kroki zmierzające do wprowadzenia sankcji jako metody ekonomicznego i politycznego nacisku na oficjalne władze Białorusi".
"Tym samym postępowanie oskarżonych zostało już zakwalifikowane prawnie. W najbliższym czasie oskarżeni, przy udziale adwokatów, zapoznają się z aktami spraw, które następnie zostaną przekazane przez organy prokuratury do sądu" - zawiadamia MSW.
4 kwietnia 2011, 15:59, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
piątek, 1 kwietnia 2011
Ojciec Natalli Radziny: Według KGB, córka wysiadła z pociągu w Łunińcu
Według Waliancina Radzina, który jest ojcem redaktorki portalu "Karta'97", jego córka Natallia, wyjechała z Białorusi. "Rano zadzwonił do nas nieznajomy człowiek i powiedział, że Natallia jest już za granicą. Gdzie dokładnie się znajduje, nie powiedział. Z nią samą nie rozmawialiśmy" - powiedział korespondentowi "Svabody" Waliancin Radzin.
Ojciec dziennikarki powiedział również, że KGB rozpoczęło poszukiwania jego córki już 31 marca wieczorem. "Zadzwonili i pytali gdzie ona jest, czym pojechała. Powiedzieliśmy, że żona odprowadziła ją na pociąg relacji "Brześć - Mińsk" i więcej jej nie widzieliśmy. Odpowiedzieli, że sprawdzili ten wagon, którym ona jechała i dowiedzieli się, że wysiadła w Łunińcu, skąd nie wróciła".
Matka dziennikarki, Nadzeja Radzina, uważa, że Natallia, "zdecydowała się uniknąć losu tych, którzy już otrzymali wyjątkowo surowe kary za wydarzenia 19 grudnia".
Redaktorka portalu "Karta'97", Natallia Radzina, jest oskarżona o udział w masowych zamieszkach 19 grudnia 2010 roku, a także o ich organizację. Na mocy aktu oskarżenia dziennikarce grozi do 15 lat więzienia. 31 marca Radzina miała stawić się na przesłuchaniu w KGB. W przededniu tej rozmowy redaktorka nie wykluczała, że zostanie jej przedstawiony końcowy akt oskarżenia. O swoim zamiarze opuszczenia kraju Radzina nic nie wspominała.
Nie udało się uzyskać komentarza przedstawicieli KGB w sprawie Natalli Radziny, ponieważ telefon centrum prasowego KGB nie odpowiada.
1 kwietnia 2011, 15:16, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
Siarhiej Kawalienka skazany na kolejne 15 dni aresztu
Witebski aktywista konserwatywno-chrześcijańskiej partii BNF Siarhiej Kawalienka na wolności przebywał tylko przez 5 minut. Gdy po 7 dniach aresztu aktywista wyszedł z więzienia, został ponownie zatrzymany przez milicję.
Na witebskim posterunku pierwszomajowym stworzony został protokół na mocy którego Siarhiej Kawalienka skazany został na dodatkowe 15 dni aresztu.
Informację o przedłużeniu aresztu dla działacza przekazała jego żona Alena Kawalienka, która gdy nie doczekała się powrotu męża do domu, rozpoczęła jego poszukiwania.
Poprzednia kara więzienia została Kawalience zasądzona 25 marca - za to, że pojawił się w centrum Witebska z trzema biało-czerwono-białymi flagami. Sąd dzielnicy kolejowej uznał wówczas aktywistę za winnego organizacji nielegalnej pikiety oraz drobnego chuligaństwa (rzekomo, podczas zatrzymania używał on niecenzuralnych wyrażeń).
Przez cały tydzień spędzony w więzieniu, Kawalienka prowadził głodówkę na znak protestu przeciwko niesprawiedliwemu, jego zdaniem, wyrokowi sądu. Czy będzie prowadził strajk głodowy również w trakcie odbywania nowej kary, nie wiadomo.
Incydent, który miał miejsce 24 marca, zakwalifikowany jako drobne chuligaństwo, został potraktowany jako naruszenie reżimu odbywania poprzednio nałożonej kary. Aktywista do dnia dzisiejszego odbywa karę tzw. "chemii domowej" [dosłowne tłumaczenie], czyli trzech lat ograniczenia wolności bez umieszczania w zakładzie resocjalizacyjnym. Wyrok ten Kawalienka otrzymał po tym jak rozwiesił biało-czerwono-białą flagę na noworocznej choince, 7 stycznia 2010 roku. Sąd wówczas uznał go za winnego stawiania oporu milicjantom, którzy dokonywali jego zatrzymania, oraz zniszenia mienia państwowego.
1 kwietnia 2011, 19:08, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 31 marca 2011
Redaktor naczelny "Naszej Niwy" jest przesłuchiwany przez KGB
Około godziny 20:45 do redaktora naczelnego "Naszej Niwy" Andreja Skurko zadzwoniono z prośbą o niezwłoczne pojawienie się na przesłuchaniu w budynku KGB, na ulicy Komsomołskiej 30.
W tej chwili dziennikarz znajduje się pod wskazanym adresem. Przed wyłączeniem telefonu, zdążył jeszcze poinformować, że on, jak również dziennikarka "Narodnaj Woli" Maryna Koktysz, wezwani zostali w charakterze świadka w sprawie karnej dotyczącej wydarzeń 19 grudnia 2010 roku.
Przesłuchanie przeprowadzi śledczy Fiacisau - jest to jeden z funkcjonariuszy, którzy wcześniej przeprowadzali rewizję w mieszkaniu Andreja Skurko oraz skonfiskowali wówczas komputery.
31 marca 2011, 21:36, ЗП
Artykuł można przeczytać tutaj
