EDIT: Natalia Radzina mówi o "bezprecedensowym ataku, który potwierdza skuteczność naszej pracy". Redaktorzy obiecują jak najszybciej przywrócić całe archiwum portalu.
czwartek, 29 grudnia 2011
Włamanie na stronę Karty97. Znikają materiały.
EDIT: Natalia Radzina mówi o "bezprecedensowym ataku, który potwierdza skuteczność naszej pracy". Redaktorzy obiecują jak najszybciej przywrócić całe archiwum portalu.
piątek, 2 grudnia 2011
Szuszkiewicz i Niaklajeu do Radziwiłłów: udział w uroczystości w Nieświeżu w zamian za uwolnienie więźniów politycznych

W grudniu powinno odbyć się uroczyste otwarcie dwóch wyjątkowych kompleksów muzealnych- mirskiego i nieświeskiego, odnowienie jakich ciągnęło się przez wiele lat. Na uroczystość zostaną zaproszeni liczni goście, wśród których znajdą się również zagraniczni.
We wrześniu 2008 roku w Nieświeżu otworzono pierwszą odrestaurowaną część kompleksu muzealnego- główne wejście, sześć sal, bibliotekę. Spodziewano się, że całkowity zespół zamkowy w Nieświeżu będzie odnowiony jeszcze latem 2010 roku. Nie wyszło. Według nieoficjalnych informacji, uroczyste otwarcie nieświeskiego zespołu zamkowego zaplanowano na grudzień, ale dokładna data nie jest znana. Na 10 grudnia wyznaczono uroczyste otwarcie po odnowieniu zamkowego kompleksu w Mirze. Na miejscu w Mirze oczekuje się przyjazdu prezydenta. Być może, Aleksander Łukaszenka zajedzie do Nieświeża.
Według nieoficjalnych informacji, na główną uroczystość zaproszono potomków rodu Radziwiłłów z Polski.
Hrabia Aleksander Pruszyński
Znam Radziwiłłów, są moimi przyjaciółmi. Oczywiście, dla Aleksandra Łukaszenki byłoby dobrze, żeby tam byli. Siedziałem w więzieniu, byłem pierwszym uwięzionym więźniem politycznym. Wiem, że to nie jest kurort. Musimy zrobić wszystko, aby ludzie nie siedzieli w więzieniach.
Stanisław Szuszkiewicz, który podpisał się pod listem do ordynata Karola Radziwiłła, tak uzasadnia swoją postawę:
Przyjazdowi na uroczystość do dyktatora takiej osoby, jak Radziwiłł, nie jest potrzebne, aby dyktator trzymał w więzieniu więźniów politycznych i wyśmiewał się z nich
Korespondent: Otrzymaliście jakąś odpowiedź, jest jakaś reakcja?
Nie czekamy ani nie prosimy o http://www.blogger.com/img/blank.gifodpowiedź.http://www.blogger.com/img/blank.gif Po prosu zwróciliśmy się, być może, zwróci on uwagę na to, że nasi najlepsi ludzie znajdują się w więzieniu.
Podpisujący się, rozumieją, że nie mogą zabronić Radziwiłłom przyjechania na uroczystość na Białoruś. Do "Księcia-Ordynata Karola i Jego rodziny" zwracają się z prośbą, aby swój przyjazd uzależnili od uwolnienia białoruskich więźniów politycznych.
2 grudnia 2011, 17:30.
Artykuł można przeczytać tutaj.
piątek, 25 listopada 2011
Graffiti na chodniku w Mińsku

W nocy na 23 listopada na chodniku w Parku Przyjaźni Narodów, który znajduje się obok pl. Banhalor i skweru Kijowskiego, niedaleko od kina "Kijów", pojawiły się napisy domagające się wolności dla lidera "Młodego Frontu" Dzmitryja Daszkiewicza i działacza organizacji Eduarda Lobawa.

W ten sposób młodofrontowcy okazali swoje poparcie zniewolonym kolegom i skierowali apel do władzy o wyzwolenie więźniów politycznych.
Dzmitryj Daszkiewicz i Eduard Lobau znajdują się w więzieniu ponad 11 miesięcy z powodu fałszywych oskarżeń za zakłócanie porządku.
25 listopada 2011, 11:02.
Artykuł można przeczytać tutaj.
Sąd ukarał grzywną działacza, który twierdzi, że zatrzymali go za język białoruski
Aktywista nie przyznał się do winy. W sądzie dowodził, że na posterunku milicjanci znęcali się nad nim- pobili go, a nawet zanurzyli mu w muszli toaletowej głowę. A zatrzymano go dlatego, że mówił po białorusku.
Andreja Padalaka zatrzymało dwóch milicjantów z patrolu wieczorem 16 listopada w centrum Mohylewa- na przystanku "Kino Czerwona Gwiazda". Działacz miał przy sobie dowód osobisty i książeczkę wojskową- przedstawił je milicjantom na ich żądanie. Następnie, jak powiedział w sądzie mężczyzna, nazwali go podejrzanym i zabrali na posterunek, a kiedy odmówił złożenia zeznań i pozostawienia odcisków palców, zaczęli się nad nim znęcać.
Jeden z milicjantów wziął wałek, i grożąc, że weźmie odciski mojej twarzy, przejechał wałkiem po twarzy. Potem zabrali mnie do toalety, podnieśli do góry nogami i wsadzili głowę do muszli. Po tym znowu zapytali, czy złoże zeznania i zostawię odciski palców.
Odmówiłem w ogóle rozmowy z nimi- powiedział w sądzie Andrej Padalak.
Sędzia Szandarowicz zadał pytania:
Sędzia: Dlaczego odmówiliście wyjaśnień?
Padalak: Mam prawo najpierw usłyszeć dlaczego mnie zatrzymano, po co i czemu śmieją się, że mówię po białorusku. Co to miało znaczyć?
Sędzia: A czemu Pan odmówił złożenia odcisków palców?
Padalak: Niczego nie zrobiłem, aby ode mnie brano odciski.
Sędzia: Teraz od wszystkich biorą.
Szczególnej uwagi na oświadczenie oskarżonego o tym, że go zanurzyli w muszli toaletowej, sędzie nie zwrócił.
Przeciwko działaczowi zeznawało dwóch milicjantów, którzy go zatrzymali- Jauhenij Kandracieu i Mikałaj Hardziej. Z ich wyjaśnień wynikało, że Padalak był mocno wstawiony- kurtka i rozporek były rozpięte. Gdy zwrócili mu uwagę, rzucił się na nich z pięściami. Swoim zachowaniem zaczął przyciągać uwagę obywateli- dowodzili milicjanci. Kiedy Padalakowi zaproponowali pójście na posterunek, poszedł.
Zeznania milicjantów działacz nazwał kłamstwem, ale przyznał, że był wstawiony. Sędzia odpowiedział, że milicjanci popełnili błąd, nie robiąc badania na zawartość alkoholu we krwi.
Przesłuchano w sadzie również felczerkę z pogotowia Alę Fedzinę. Udzieliła ona pomocy medycznej Andrejowi Padalakowi już w leninskim oddziale milicji. Mężczyzna ma kłopoty z sercem. Lekarka powiedziała, że mężczyzna zachowywał się odpowiednio, nie był bardzo wstawiony, hospitalizacja nie była konieczna.
Sędzia Szandarowicz myślał na wyrokiem około 40 minut i postanowił, że na pozwanego nałoży karę w wysokości 525 tys. rubli.
Andrej Padalak tak skomentował wyrok:
Sędzia nie tylko zadawał pytania świadkom, ale wprost im mówił, jakiej odpowiedzi oczekuje. To fakt, że rozmawianie po białorusku w naszym kraju jest drogie- naprawdę jestem w szoku. Nie czuję się ani trochę winny. Łukaszenka dał władzę milicjantom- mogą robić wszystko i wiedzą, że ich działania będą chronione.
24 listopada 2011, 18:27, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
czwartek, 24 listopada 2011
Byli więźniowie polityczni – albo bez pracy, albo za granicą
piątek, 28 października 2011
Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze
Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.
Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.
"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.
***
Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.
***
W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.
28 października 2011, Radio Svaboda
piątek, 12 sierpnia 2011
Viasna: Wśród ułaskawionych Drozd, Hrybkou, Kazakou, Pratasienia
Wszyscy z nich odbywają karę w kolonii karnej w Bobrujsku. Wśród nich są Dźmitryj Drozd, Arciom Hrybkou, Siarhiej Kazakou, Andrej Pratasienia.
*5 maja Dźmitryja Drozda skazano na 3 lata kolonii karnej o zaostrzonym rygorze.
*5 maja Andreja Pratasienia skazano na 3 lata kolonii karnej o zaostrzonym rygorze
*12 maja Siarhieja Kazakowa skazano na 3 lata kolonii karnej o umiarkowanym rygorze
*26 maja Arcioma Hrybkowa skazano na 4 lata pozbawienia wolności wraz z przymusowym leczeniem alkoholizmu.
Prawdopodobnie wśród ułaskawionych również są Uładzimir Loban i Aliaksandr Klaskouski. Informacje o najnowszych doniesieniach przekazuje Organizacja Praw Człowieka "Viasna".
Jak powiadamia BiełTA powołując się na rzecznika prasowego Łukaszenki decyzja w sprawie ułaskawienia została przyjęta na podstawie próśb więźniów, biorąc pod uwagę, że zrozumieli bezprawność swoich postępowań, przyznali się do winy i szczerze żałowali.
9:57- W kolonii karnej w Bobrujsku karzą czekać do poniedziałku.
Matka więźnia politycznego Siarhieja Kazakowa Hanna Wiktarauna zatelefonowała do administracji kolonii karnej w Bobrujsku, gdzie odbywa karę Siarhiej:
"W kolonii niczego nie potwierdzili. Powiedzieli, że nie ma żadnych dokumentów, żadnych potwierdzeń, dlatego kazali zatelefonować potem i prawdopodobnie o wszystkim będzie wiadomo nie wcześniej jak w poniedziałek.... Dlatego nie wiem... Myślicie, że już po wszystkim, że już można się cieszyć?"
Według Hanny Wiktarauny postawa Siahieja była twarda- nie pisał żadnych listów o ułaskawienie, nikogo o nic nie prosił. Powiedział o tym dopiero 2 sierpnia podczas spotkania.
"A może on i inni niczego takiego nie pisali, może tak to przedstawiono, ale to już nieistotne. Najważniejszy jest wynik."
10:00- Zoja Drozd: "Nie wierzę w tę bajkę"
Zoja Drozd powiadomiła "Svabodę", że przyjaciel jej syna Leanid już wyjechał do Bobrujska, aby spotkać się z więźniem Dźmitryjem Drozdem. Mimo oficjalnej informacji o ułaskawieniu, rodzinę o niczym nie powiadomiono.
"Zdążyłam się już ucieszyć, pobiegłam do sklepów za czymś smakowitym. Będę czekać na niego w domu. Przyjedzie czy nie przyjedzie, i tak będę gotować. To taka radosna nowina, że ja po prostu nie wierzę w tę bajkę. Gdy go obejmę, wtedy się przekonam, że to prawda. Wiecie, jakie to było kłucie w sercu, kiedy on tam był, kiedy było mu ciężko, to mnie było sto razy gorzej."
Zoja Drozd mówi, że podczas spotkania jej syn powiedział, że przyjeżdżał do niego jakiś "człowiek" który trzy godziny go "męczył", aby napisał prośbę o ułaskawienie. Wtedy odpowiedział, że jeszcze się namyśli.
"Widocznie potem do niego jeszcze raz przyjechali i go przekonali... Nie wiem. Pewnie jak na mnie spojrzał, gdy przyjechałam umęczona, 10 kg chudsza, to wszystko podpisał, aby mnie już nie dobijać. Tak sądzę."
10:30- MSW: Można oczekiwać na zwolnienia jutro lub pojutrze
Departament ds Wykonywania Kar MSW Białorusi jest gotowy do szybkiego zrealizowania dekretu prezydenta o ułaskawienie 9-u skazanych za wydarzenia z 19 grudnia.
"Dekret na razie nie wpłynął do Departamentu" -powiadomił jego szef Alaksandar Barsukou.
"Dzisiaj dekret ma wpłynąć do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, a stamtąd trafi do nas. Wszystko zależy od tego, kiedy dekret do nas wpłynie, wtedy od razu zaczniemy go realizować. Konieczne będzie przygotowanie odpowiednich dokumentów. Zapewne, nikt w nocy nie będzie zwolniony, dlatego warto czekać na zwolnienie jutro lub za dwa dni" -przekazał Barsukou w piątek 12 sierpnia.
10:30- Krewni: Hrybkou powiedział że go na kolana nie rzucą
Ciotka więźnia Arcioma Hrybkoua Ludmiła powiadomiła "Svabodę", że rodzinę o zwolnieniu Hrybkoua nikt nie powiadomił.
"Arciom w listach pisał, że nie rzucą go na kolana, że nie będzie wysyłać żadnych listów o ułaskawienie. Nie wiadomo, czy go nie przymuszono."
11:00- Natalia Klaskouskaja: Zero informacji.
Nic nowego o losie więźnia politycznego Alaksandra Klaskouskiego, który według niektórych nowin mógł trafić na listę ułaskawionych przez Aleksandra Łukaszenkę, do jego rodziny nie dotarło.
Żona więźnia Natalia:
"W czasie mojej ostatniej rozmowy Sasza kategorycznie zaprzeczył temu, że będzie pisał list o ułaskawienie. Jest gotowy odsiedzieć pięć lat, ale nie zrobi tego. Powiedział, że przymuszają go do napisania oświadczenia."
11:05- Rodzina więźnia Andreja Pratasienia nie otrzymała żadnych oficjalnych informacji o ułaskawieniu. Jego brat Alaksandar krótko to skomentował: "Czekamy."
12:15- Obrońcy praw człowieka nie wykluczają, że skazani byli kandydaci na prezydenta Białorusi zostaną ułaskawieni nawet bez petycji.
Przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego przekazał BiełPAN:
"W naszej historii były już takie sytuacje, że eks-kandydat na prezydenta Aleksander Kazulin został ułaskawiony bez prośby z jego strony. Dlatego się nie zdziwię, jeżeli i innych kandydatów na prezydenta uwolnią bez tej petycji"- powiedział Hulak.
Takiej samej opini jest obrońca praw człowieka Uładzimir Labkowicz:
"Można zrozumieć ludzi, którzy ze względu na naciski psychologiczne i fizyczne podpisali list o ułaskawienie- lepiej być na wolności, niż uwięzionym. Z drugiej strony to kolejny raz ukazuje istnienie w kraju więźniów politycznych, którzy siedzą w więzieniach za swoje przekonania."
13:22 Anatol Labiedźka "Wraz z uwolnieniem musi iść rehabilitacja"
Przewodniczący Zjednoczonej Partii Obywatelskiej Anatol Labiedźka z radością przyjmuje pierwsze doniesienia o zwolnieniu skazanych za Plac, ale ostrzega o konieczności walki o rehabilitacje wszystkich tych, którzy są prześladowani za wydarzenia 19 grudnia.
Anatol Labiedźka: Spełniły się prognozy moje i niezależnych analityków, ze Łukaszenka i jego otoczenie nie mają gdzie uciec.
Muszą teraz zastanowić się, jak wyjść z tej ślepej uliczki, w jaką sami się zapędzili. Dziś zrozumieli, że jest to niemożliwe bez rozstrzygnięcia kwestii więźniów politycznych. I władza podjęła odpowiedni kroki, przy czym chciałaby, aby cała procedura odbywała się na warunkach bardziej korzystnych dla niej. A stanie się tak, gdy Ci, którzy znajdują się w kolonii karnej, napiszą petycje. I proces ten ruszył. Łukaszenka sądzi, że będzie to mile widziane w Europie, Waszyngtonie. Ale jakie będą dalsze kroki, trudno przewidzieć. Sądzę, że nie wszyscy zdecydują się na przyznanie się do winy i napiszą wniosek do Łukaszenki. W każdym razie jest to dowód na to, że władza czuła się niekomfortowo. Ja się cieszę, że ludzie wyjdą na wolność.
Korespondent: A co będzie z tymi, których nie skazano na karę pozbawienia wolności, jak Uładzimira Niaklajeua czy Irynę Chalip, jak również z tymi, których sprawy zawieszono lub są w toku?
A. Labiedźka: Jestem zwolennikiem takiego rozwiazania, żeby nie tylko uwolnić więźniów ale i w pełni zrehabilitować oskarżonych w sprawie 19 grudnia. Sądzę, że taki cel musi postawić sobie i obywatelska wspólnota Białorusi i międzynarodowe organizacje, struktury czy inne kraje. Tylko wtedy będzie to oznaczało, że problem został rozwiązany całkowicie
Korespondent: Nie sądzi Pan, że władza będzie do ostatka ociągać się z taką rehabilitacją?
A. Labiedźka: Niezaprzeczalnie. Idealny wariant dla władzy: wszyscy napisali petycje, Łukaszenka zrobił im łaskę, podpisał te petycje. Ale równocześnie muszą stworzyć system kontroli nad oponentami. A tutaj lepiej, kiedy zostajesz figurantem sprawy i nakładają na ciebie różne ograniczenia. Czy przy wyjeździe za granicę, czy w przemieszczaniu się po Białorusi lub udziale w niektórych wydarzeniach. Jedną ręką podpisać ułaskawienie, a drugą utworzyć korytarze po których będą kierować ludzi i kontrolować ich aktywność obywatelską. Taki może być schemat działalności władzy, i kiedy wejdzie w życie, to znowu będzie to oznaczało zwycięstwo Czerwonego Domu. Dlatego twierdzę, że trzeba domagać się nie tylko ułaskawienia, ale i rehabilitacji wszystkich oskarżonych w sprawie 19 grudnia.
Lider ZPO Anatol Labiedźka został aresztowany po 19 grudnia i był przetrzymywany w więzieniu KGB prawie 3 miesiące. Polityka oskarżono o udział w masowych zamieszkach, jego sprawa do tej pory nie została rozstrzygnięta. W toku sprawy zabroniono Anatolowi Labiedźce wyjazdu za granicę, polityk nadal nie odzyskał paszportu.
14:20 - Uładzimier Niakliajeu: "Pierwsze ułaskawienie miało zostać wydane już przed 3 lipca".
Były kandydat na prezydenta Uładzimir Niakliajeu sądzi, że jeszcze w tym roku, wszyscy więźniowie polityczni, wraz z byłymi kandydatami na prezydenta, będą już na wolności.
"Najważniejsze, że doszło do przełomu. Doszło do przerwania tamy z kamieni, piasku, gruzu który zalegał na naszej drodze. I my musimy teraz tę szczelinę drążyć, by ją poszerzyć, a w efekcie sprawić by wszyscy wyszli na wolność. Myślę, że do Nowego Roku wszyscy mogą wyjść na wolność. A to, że teraz zaczęło się w internecie rozliczanie, czy ludzie napisali prośbę o ułaskawienie, czy nie napisali, jest niedobre, bo zupełnie nieistotne. Najważniejsze, że ludzie będą na wolności. A władza nie mogła inaczej postąpić, jak tylko zacząć wypuszczać uwięzionych. Według moich informacji, planowano to przeprowadzić jeszcze przed 3 lipca, ale jedyny człowiek, który się tym u nas zajmuje, żachnął się, że naciskają właśnie na ten termin i odmówił podpisów. Ale może obrażać się do woli, a kryzys uderza jeszcze mocniej i głowy ludzi siedzących w rządowych gabinetach widocznie zaczęły trzeszczeć. Co się tyczy mojej rehabilitacji, to mało prawdopodobne, że się jej doczekam. Mówią: "przecież chodzi, czego więcej potrzeba?" Jednak uwolnienie wszystkich osób nadal odsiadujących wyroki, z kandydatami na prezydenta Białorusi włącznie, sądzę, do końca roku stanie się faktem. Jasne, że to podadzą na deser, w pełnej krasie, w każdym razie muszą to zrobić, inaczej kraj po prostu nie przetrwa.”
15:30- Zoja Drozd, matka skazanego: "W kolonii karnej potwierdzili ułaskawienie syna"
Matka skazanego na 3 lata za Plac Dźmitryja Drozda- Zoja Drozd powiadomiła "Svabodę" odnośnie sprawy wyjścia na wolność jej syna:
"Dziś ich na pewno nie wypuszczą. Zadzwonił przyjaciel Dzimy z kolonii karnej. Rozmawiał z naczelnikiem. Czekali na jakieś dokumenty, i jak to zawsze bywa, zepsuł się samochód, w wyniku czego dzisiaj już na pewno ich nie uwolnią. Powiedzieli, że wszystko zostanie przeniesione na poniedziałek. W poniedziałek będziemy czekać. Jesteśmy już gotowi jechać dwoma samochodach, aby zabrać jeszcze Siarhieja Kazakowa i Dzimę. Mama Siarhieja i wszyscy pojedziemy w poniedziałek na spotkanie."
12 sierpnia 2011, Radio Svaboda.
Do Daszkiewicza znowu nie dopuszczono adwokata
Prawnik zaskarża nieuzasadnioną decyzję administracji kolonii, jak również planuje odwiedzić Źmiciera Daszkiewicza w następnym tygodniu- powiadamia Organizacja Praw Człowieka "Viasna".
Źmicier Daszkiewicz opuścił izolatkę, w której został umieszczony po raz trzeci w trakcie odbywania kary. Przyczyną kolejnego umieszczenia stała się rzekoma "odmowa pracy" ze strony więźnia. Adwokat Daszkiewicza zamierza odwołać się od decyzji administracji kolonii, ponieważ uważa, że skazanego umieszczono w izolatce z nieuzasadnionej przyczyny.
24 marca 2011 roku Źmicier Daszkiewicz został skazany na 2 lata kolonii karnej o umiarkowanym rygorze. Jego i Edwarda Łobowa skazano za "nieuzasadnione i celowe" pobicie dwóch obywateli 18 grudnia 2010 r.
11 sierpnia 2011, 15:03, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
poniedziałek, 8 sierpnia 2011
Natalia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie
Cztery miesiące po swoim zniknięciu w Kobryniu, Radzina odnalazła się w Moskwie. Poinformowała o tym sama dziennikarka, w artykule na stronie Charter-97. Radzina opisuje swoje perypetie po tym, jak 30 marca uciekła z Kobrynia, gdzie przebywała po wyjściu z więzienia.
Przez cały ten czas redaktorka strony Charter-97 Natalia Radzina przebywała w Moskwie, gdzie zwróciła się o pomoc do Urzędu Wysokiego Komisarza ONZ ds. uchodźców w Rosji. "Jestem wdzięczna rosyjskim władzom za to, że nie zważając na "sojusznicze" zobowiązania i współpracę służb specjalnych naszych państw, nie wydali mnie Białorusi" - pisz Radzina.
Po przyznaniu dziennikarce statusu uchodźcy, Radzina wyleciała do Holandii, a następnie na Litwę, gdzie zarejestrowana jest strona Charter-97 i przebywa jej ekipa. 4 sierpnia Radzina poprosiła o azyl polityczny na Litwie.
Redaktorkę portalu Charter-97, Natalię Radzinę, 28 stycznia wypuszczono z więzienia z zakazem opuszczania granic kraju. Dziennikarka przebywała w więzieniu KGB "Amerykance" przez miesiąc. Radzina jest jedną z osób oskarżonych w sprawie karnej dotyczącej masowych zamieszek, do których doszło w Mińsku 19 grudnia zeszłego roku.
8 sierpnia 2011, 9:53, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
wtorek, 26 lipca 2011
Bandarenkę przenieśli na ulicę Waladarską
Źmicier Bandarenka najprawdopodobniej znajduje się w areszcie śledczym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na ulicy Waladarskiej.
Zawiadomiła o tym agencję BelaPAN żona polityka:
– Skontaktowałam się z adwokatem, on poszedł do aresztu, gdzie wydano mu pozwolenie na widzenie ze Źmitrem – powiedziała Wolha Bandarenka.
Jak informowaliśmy wcześniej, dzisiaj około godziny 10 Źmitra Bandarenko przeniesiono do piątego szpitala klinicznego w Mińsku, gdzie powinien zostać zoperowany 26 lipca.
– Przyszłam na pogotowie, gdzie przy wejściu stali znajomi Źmitra – powiedziała Wolha Bandarenka – wszedł człowiek w cywilnym ubraniu i powiedział, że jeśli nie chcemy mieć nieprzyjemności, to powinniśmy się rozejść. Byłam w środku, gdy poinformowano mnie, że samochód, w którym był mąż, odjechał.
Według żony polityka, lekarze już praktycznie wypełnili potrzebne dokumenty, ale kiedy wywieźli Bandarenkę, to schowali je do szuflady.
Koordynator ruchu obywatelskiego „Europejska Białoruś”, pełnomocnik kandydata na prezydenta Andreja Sannikaua na wyborach w 2010 roku, Źmicier Bandarenka w kwietniu został skazany na dwa lata pozbawienia wolności za „organizowanie grupowych działań, które naruszają porządek publiczny oraz za aktywne uczestnictwo w nich”.
Po zatrzymaniu w grudniu ubiegłego roku i pobycie w więzieniu KGB objawy chorób przewlekłych polityka się zaostrzyły. W maju został zbadany przez neurologa, który orzekł, że potrzebna jest mu operacja. Rozpoznano u niego cztery przepukliny dysków kręgosłupa, uciskających trzy nerwy. W czerwcu stan więźnia pogorszył się, przewieziono go na izbę chorych, a potem do republikańskiego szpitala więziennego. Postawiono Bandarenkę przed wyborem: odprawa albo do kolonii karnej albo na operację. W takich okolicznościach musiał wydać pisemną zgodę na zabieg. Przy tym odmówiono skazanemu konsultacji z neurochirurgiem. Rzeczywista dyskusja toczy się o przymusową operację, mówią krewni, znajomi i zwolennicy Źmitra.
Do natychmiastowego uwolnienia Źmitra Bandarenki wzywa władze Mińska przewodniczący Europarlamentu Jerzy Buzek. 24 lipca, na antenie stacji „Polskiego Radia” powiedział: odnośnie Bandarenki władze białoruskie zachowują się „niegodnie i niehumanitarnie”. U więźnia „występują poważne problemy kręgosłupa, potrzebuje specjalistycznej konsultacji i rehabilitacji”, konstatował Buzek.
– Dalsze, niczym nie uzasadnione zatrzymanie może tylko pogorszyć jego stan zdrowia i może nawet prowadzić do jego kalectwa – podkreślił szef Europarlamentu.
25 lipca 2011, 16:56, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
środa, 20 lipca 2011
Dziś mija 17 lat od chwili zajęcia urzędu prezydenta Białorusi przez Aleksandra Łukaszenkę
Aleksander Łukaszenka wygrał w drugiej turze wyborów, która odbyła się 10 lipca 1994 roku. Jednakże uroczyste zaprzysiężenie odbyło się własnie 20 lipca.
Rezultaty tej prezydentury można różnie oceniać. Białoruś skłóciła się ze wszystkimi prawie sąsiadami. Mit cudu gospodarczego w tym roku runął. Na tle innych krajów europejskich, niższą przeciętną pensję obywatele otrzymują jedynie w Mołdawii. Pensja w Polsce przekracza obecnie czterokrotnie zarobek na Białorusi.
Dziś na Białorusi wymienić można nazwiska ponad 30 więźniów politycznych, w tym trzech byłych kandydatów na prezydenta kraju znajduje się w więzieniu (Andrej Sannikau, Mikałaj Statkiewicz, Dzmitryj Us). Zostali oni skazani na wysokie wyroki pozbawienia wolności (5, 6 oraz 5,5 roku); dwóch kolejnych byłych kandydatów: Uładzimir Niakliajeu i Wital Rymaszeuskich dostali wyroki w zawieszeniu, jednak ciągle znajdują na "haczyku". Aleś Michalewicz, który poinformował o praktykowaniu tortur w aresztach, uciekł do Czech, natomiast Ryhor Kastusiou uznawany jest za podejrzanego w sprawie masowych zamieszek i pozostaje w kraju z zakazem jego opuszczania.
20 lipca 2011, 10:07, NN
Artykuł można przeczytać tutaj
czwartek, 14 lipca 2011
Daszkiewiczowi nadano status "więźnia uporczywie naruszającego regulamin"
Administracja kolonii karnej w Horkach nadała więźniowi politycznemu, liderowi "Młodego Frontu" Źmicerowi Daszkiewiczowi, status "osoby uporczywie naruszającej porządek odbywania kary".
Według nieoficjalnej informacji Daszkiewicz w kolonii karnej poddany jest w związku z tym dwóm formom represji: pierwszą jest umieszczenie w karcerze. O tym jak wygląda ta druga forma, postara się w najbliższym czasie dowiedzieć adwokat - informuje biuro prasowe "Młodego Frontu".
"Nowy status", który został nadany Daszkiewiczowi, już ma swoje widoczne skutki. Zmniejszono kwotę, którą może on przeznaczać na zakupy w więziennym sklepie, z 200 tysięcy do 35 tysięcy rubli miesięcznie. Aktywistę czekać może również trwałe zatrzymanie w karcerze, zmniejszenie liczby spotkań, a nawet nowa sprawa karna - za naruszanie przepisów wewnętrznego regulaminu.
14 lipca 2011, 10:13, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
poniedziałek, 11 lipca 2011
Mikita Lichawid znowu trafił do karceru. Na kolejne 20 dni
Aktywista Mikita Lichawid znalazł się w karcerze z powodu kilku naruszeń więziennego regulaminu na raz.
Mecenas Daria Lipkina spotkała się ze swoim klientem Mikitą Lichawidem w Nowopołockiej kolonii karnej. Wcześniej od uwięzionego działacza ruchu "O Wolność" od ponad tygodnia nie nadchodziły wiadomości. Bliscy Lichawida nie wykluczali, że ponownie, piąty już raz w przeciągu dwóch miesięcy pobytu w kolonii karnej, trafił on do karceru. Okazało się, że ich obawy były słuszne, jednak tym razem Mikita Lichawid otrzymał wyjątkowo wysoką karę.
Matka aktywisty, Alena: "Dostał 20 dni karceru. Zsumowali od razu cztery naruszenia regulaminu i skazali go na 20 dni. Z Mikitą spotkała się pani adwokat. Powiedziała, że nie będzie ukrywać, że jest bardzo chudy, blady, ma podkrążone oczy. Ale mężnie się trzyma, na nic się nie skarży".
Według pani mecenas Lichawidowi ograniczono możliwość robienia zakupów w więziennym sklepie - może on wydawać na zakup jedzenia jedynie 70 tysięcy rubli miesięcznie, mimo, że inni więźniowie mogą przeciętnie przeznaczyć na ten cel do 200 tysięcy. Wiadomo również, że Mikita Lichawid nie otrzymał paczek z przyborami toaletowymi, które przesyłała mu matka. 11 lipca matce aktywisty udało się dodzwonić do lekarza, który regularnie pojawia się w karcerze. Według niego, Lichawid na nic się nie uskarża.
***
21-letni aktywista Ruchu "O Wolność" Mikita Lichawid został w marcu skazany, w procesie prowadzonym przez sędzinę Natalię Pykinę z mińskiego sądu dzielnicy partyzanckiej, na 3,5 roku kolonii karnej za udział w "masowych zamieszkach" do których doszło 19 grudnia 2010 roku w Mińsku. Swoją karę działacz odbywa w kolonii karnej w Nowopołocku.
11 lipca 2011, 17:15 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
sobota, 9 lipca 2011
Specsłużby zastraszają mieszkańców Brześcia, po to by nie brali udziału w protestach
W trakcie mijającego tygodnia w mieszkaniach brześciańskich administratorów grupy "Rewolucja poprzez sieć" na portalu Vkontakte, Jauhiena Skrabca i Siarhieja Aleksiewicza dokonano rewizji. Jako podstawę prawną do przeprowadzenia przeszukania, milicjanci i funkcjonariusze w cywilu przedstawiali nakaz rewizji w ramach śledztwa dotyczącego podpalenia Domu Sprawiedliwości, do którego doszło 15 maja w Mińsku.
Z obu mieszkań zabrano komputery, elektroniczne nośniki informacji, dokumenty i wizytówki.
Presja na aktywistów wywierana jest już nie od dzisiaj. W przededniu akcji 3 lipca, pod domem Jauhiena Skrabca dyżurowały dwa samochody z funkcjonariuszami milicji. W ten sam sposób próbowano zatrzymać w domu szesnastoletniego Siarhieja Aleksiewicza, jednak aktywiście udało się wówczas uciec. Został zatrzymany jeszcze tego samego dnia na placu Lenina.
Próbę zatrzymania Siarhieja Aleksiewicza 6 lipca, podczas kolejnej milczącej akcji w Brześciu, udało się zarejestrować kamerą. Nagranie pojawiło się w wielu miejscach w internecie.
Widać na nim, jak przechodnie usiłują odciągnąć od funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu, chłopaka który zwyczajnie idzie ulicą. Podczas tej przepychanki nieznany człowiek zerwał korespondentowi "Gazety Brzeskiej", Stanisławowi Korszunawowi, odznakę dziennikarską, a młodemu chłopakowi, który całe zdarzenie nagrywał, groził rozbiciem głowy.
Aktywiści są zdania, że rozpoczęta wobec nich sprawa podpalenia Domu Sprawiedliwości to tylko pretekst do przeprowadzenia rewizji i rekwizycji sprzętu komputerowego. Jednak sprawa ta nabrała nowego charakteru po tym, jak środowiska demokratyczne Brześcia dowiedziały się o zdarzeniu do którego doszło w rodzinie Mikałajewych.
Ojciec rodziny, Aleksander Mikałajeu poinformował, że ani on, ani nikt z jego bliskich, nie angażowali się w działalność jakiejś partii lub ruchu. Dodał, że to co się wobec nich stosuje wprawia ich w szok i zakłopotanie.
Aleksander Mikałajeu powiedział, że wieczorem 3 lipca jego syn Ihar, wraz z matką i przyjaciółmi szli ulicą. Nagle funkcjonariusze po cywilnemu przystąpili do zatrzymania chłopaka, jednak nie udało im się to w wyniku sprzeciwu matki Ihara i jego przyjaciół. Po powrocie do domu, okazało się, że ich mieszkanie jest obserwowane przez funkcjonariuszy ubranych po cywilnemu. 5 lipca, o godzinie 14:30, zapukano do drzwi rodziny z nakazem rewizji.
Aleksander Mikałajeu: "Pojawiło się 4 ludzi po cywilnemu i dzielnicowy. Weszli, a następnie pokazali nakaz rewizji mieszkania. Zacząłem czytać ten dokument. Była tam informacji, że rewizja ma związek z wydarzeniami 15 maja w Mińsku w Domu Sprawiedliwości. Tam ktoś coś podpalił, nie wiem. No i nasz syn okazał się być jednym z podejrzanych w związku z tym zdarzeniem. Ja im mówię, że mój syn nie był w Mińsku już kilka lat. Ale jeden z funkcjonariuszy powiedział, że 'prawdopodobnie pana syn jest jednym z organizatorów tego zamachu, nie musiał być w Mińsku. Mógł stąd kierować tą terrorystyczną akcją'. Mieszkanie przeszukiwali dwie i pół godziny. Na pytanie po co zabierają komputery opowiedzieli: 'żeby poszukać planu Domu Sprawiedliwości i planu jego podpalenia'.
Po tych wydarzeniach mój syn postanowił wyjechać za granicę, ponieważ przygotowują mu tutaj zarzut "kierowania grupą terrorystyczną', czy jak to można nazwać, sam nie wiem."
Aleś Bialiacki, przewodniczący centrum obrony praw człowieka "Viasna" uważa, że to "jawne prześladowanie polityczne. Oczywistym jest, że te osoby nie mają żadnego związku z tym podpaleniem. Te zarzuty są grubymi nićmi szyte. Wszystkie prześladowania są zupełnie bezpodstawne. Jeśli nawet przyjrzymy się dokładnie wszystkim tym akcjom, to nigdzie tam nie znajdziemy śladów przestępstwa, ani ze strony uczestników ani organizatorów. Sposób przeprowadzania akcji nie podpada pod żaden paragraf. To co się dzieje, to czystej wody polityczne prześladowanie".
9 lipca 2011, 13:16, Radio Svaboda
Artykuł można przeczytać tutaj
niedziela, 3 lipca 2011
Obrońcy praw człowieka i mieszkańcy Mińska: Od rana co najmniej 110 osób zostało aresztowanych
Co najmniej 3 osoby zatrzymane zostały w pobliżu hotelu "Planeta", obok Prospektu Zwycięzców (wcześniej Prospekt Maszerawa). Zatrzymani to osoby, które zaczęły klaskać w dłonie w momencie wystąpienia Aleksandra Łukaszenki. Świadkiem zdarzenia był reporter "Naszej Niwy".
Praktycznie każda grupka młodzieży pozostawała pod obserwacją funkcjonariuszy w cywilu. Przy najmniejszym podejrzeniu nieodpowiedniego zachowania, tajniacy brali ludzi pod ręce i wyprowadzali.
Wiadomo o co najmniej 60 osobach. Przynajmniej 40 osób znajduje się na posterunku centralnym - poinformował jeden z mieszkańców Mińska. Kolejne 20 - na posterunku Zawodskim o czym poinformowała aktywistka ruchu obrońców praw człowieka Nasta Łojka. Obrońcy praw człowieka z organizacji Viasna mówią o ok. 50 osobach przetrzymywanych na posterunku Frunzenskim.
3 lipca 2011, 19:02, NN.by
Artykuł można przeczytać tutaj
W Grodnie zatrzymano Igora Bancera
Jak informuje Radio Svaboda, w Grodnie aresztowany został Igor Bancer - dziennikarz, działacz Związku Polaków na Białorusi.
Milicjanci czekali w pobliżu miejsca zamieszkania aktywisty i zatrzymali go gdy wracał do domu. Aresztowanie ma prawdopodobnie związek z rzekomym naruszeniem prawa organizacji zgromadzeń, do którego dojść miało 28 czerwca. Nie można jednak potwierdzić tej informacji, ponieważ telefon działacza jest obecnie wyłączony.
3 lipca 2011, 12:04 (czasu białoruskiego), Radio Svaboda
Informacje na temat zatrzymania Bancera można znaleźć tutaj
sobota, 25 czerwca 2011
Mapa wystąpień społecznych 22 czerwca
Tam, gdzie place były otoczone, trudno zebrać informacje o liczbie zatrzymanych. Z kolei tam, gdzie był dostęp do placu, liczba uczestników wzrosła średnio o połowę. W Kobryniu poprzednim razem wyszło 25 ludzi, teraz 60. W Berezie – 50, wcześniej 10. W Mołodecznie 200, wcześniej 120, w Swietłahorsku 60, wcześniej 30. W tym samym czasie w Mozyrzu, Nowopolocku i Połocku liczba uczestników nie wzrosła (60 – 100 osób).
Około 150 osób wyszło na centralny plac w Pińsku. 250 osób demonstrowało w Baranowiczach, od 500 do tysiąca – w Brześciu. Kilkadziesiąt osób zebrało się na placu w Słonimiu, około 70 – w Wołkowysku. Trochę ponad sto manifestowało w Lidzie.
Protest w Grodnie przybrał surrealistycznego charakteru: w rytm orkiestry, przy czerwono-zielonych flagach przyniesionych przez Białoruski Republikański Związek Młodzieży, młodzi odpowiedzieli brawami na próbę zatrzymania grupy manifestujących.
Od 700 do tysiąca osób wyszło na plac w Homlu. Około 350 w Mohylewie.
Posiadamy informacje, że ludzie wychodzili również na place w Dzierżyńsku, Smolewiczach, Żodzinie, Słucku (gdzie było wielu zatrzymanych), Soligorsku, Borysowie (również wielu zatrzymanych), Orszy Żłobinie, Bobrujsku, Wilejce, Lagojsku, Bychowie, Prużanach, Nowogródku, Stolinie, Czeczersku, Miorach, Szkłowie, (…) w Maryjnej Górce, Berezynie, Kalinkowiczach, Osipowiczach, Biełooziersku, również na tamtejszych centralnych placach.
Bezprecedensowym było również to, że w małych miasteczkach kilkadziesiąt osób demonstrowało swoje żądania przemian.
To również pokazuje poziom rozczarowania w społeczeństwie, oraz niezadowolenie odnośnie płatniczego i gospodarczego ładu.
Ludzie, którzy manifestują w regionach, są świadomi tego, że mogą ich zatrzymać, zwolnić, wnieść ich nazwisko na czarną listę, a jednak wszyscy wychodzą na ulice.
Protesty nigdzie nie nabrały gwałtownego charakteru. Nie patrząc na zatrzymania inne sposoby zastraszania, wśród manifestujących panował bohaterski duch.
23 czerwca 2011, 00:11, Jauhien Wasilkou
Artykuł można przeczytać tutaj
Więcej w przeglądzie białoruskim NEW
czwartek, 23 czerwca 2011
Oksana Poczobut, by zobaczyć męża, wspięła się na ogrodzenie

Dziś w Grodnie, kiedy zakończył się proces dziennikarza Andreja Poczobuta, zatrzymali jego koleżankę ze Związku Polaków na Białorusi Renatę Dziemiańczuk.
Wielu z tych, którzy znajdowali się w pobliżu sądu, postanowiło zobaczyć co z nią. Wszystko odbywało się w podwórzu za budynkiem Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, gdzie wychodzi również budynek Sądu Leninskiego.
Żona dziennikarza Oksana również tam się udała
Doszła mnie informacja, że zatrzymali znajomą Andreja, ludzie poszli dowiedzieć się, co z nią się dzieje. Poszłam za tłumem popatrzeć, wtedy też nadchodził czas, kiedy to Andreja powinni wyprowadzić z budynku sądu. Milicjanci nie chcieli mnie przepuścić. Ale mimo to udało mi się przejść.
Jednak nie od razu. Oksana Poczobut powiedziała, że chce zobaczyć męża, ale milicjanci jej nie pozwolili. W akcie desperacji próbowała ominąć ich kordon i wspiąć się na żelazne ogrodzenie. Milicjant poszedł za nią, starając się jej przeszkodzić.
Oto co powiedziała Oksana Poczobut po zdarzeniu:
Cudem udało mi się zobaczyć męża. Ponieważ nie opuszczałam terenu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych sąsiadującego z budynkiem sądu, byłam tak blisko, że udało mi się zobaczyć, jak wsadzają go do auta. Mnie nie zobaczył, bo nie wołałam ani nie krzyczałam w jego kierunku. Szedł plecami do mnie, potem szedł bokiem. Widziałam jego profil na tyle blisko, by zobaczyć, że z nim wszystko w porządku i nie chciałam dalszych scen przemocy. Co by się stało jakbym zaczęła do niego krzyczeć i wołać?

23 czerwca 2011, 15:12, Radio Svaboda.
Artykuł można przeczytać tutaj.
wtorek, 21 czerwca 2011
Wolność dla Bandarenki
Petycja zostanie wysłana do Prezydenta Białorusi Aleksandra Łukaszenki oraz naczelnika więzienia, w którym przebywa Dzmitrij Bandarenka. Zachęcamy również do nakręcenia telefonem komórkowym, bądź kamerką internetową krótkiego filmiku ze słowami wsparcia dla Pana Bandarenki oraz jego rodziny, który zamieścimy na naszej stronie. Na stronie można już obejrzeć filmiki z udziałem dra Marka Migalskiego oraz dyrektor Biełsat TV, Agnieszki Romaszewskiej-Guzy.
Strona www.bandarenka.pl powstała w ramach akcji wsparcia więźniów politycznych na Białorusi, zainicjowanej przez organizację Libereco - Partnership for Human Rights. Kampania osobiście angażuje europejskich polityków w sprawę wyzwolenia więźniów politycznych. Polityk deklaruje opiekę nad jednym z więźniów oraz jego rodziną i staje się jego patronem na forum międzynarodowym.
Dr Marek Migalski przystąpił do tej kampanii i podjął się osobistej "opieki" nad Dzmitrijem Bandarenką. Jako patron tego więźnia politycznego, europoseł dokłada wszelkich starań, aby w jak największym stopniu udzielić wsparcia Panu Bandarence oraz jego rodzinie, przypominać o sprawie Pana Bandarenki i zwracać uwagę polskiego oraz europejskiego społeczeństwa na sytuację białoruskich więźniów politycznych. W tym celu powstała właśnie strona www.bandarenka.pl Strona dostępna jest w 3 wersjach językowych (polski, rosyjski, angielski).
Serdecznie zachęcamy wszystkich do przyłączenia się do akcji – podpisania się pod petycją, nakręcenia filmiku ze słowami wsparcia dla Dzmitrija Bandarenki i przesłania go na adres: biuro@mmbiuro.pl
Zachęcamy również do odwiedzenia strony akcji na Facebooku
wtorek, 14 czerwca 2011
Solidarni opozycjoniści w sportowej kondycji
Białoruś jest ostatnio tematem palącym. Kraj znajduje się na skraju bankructwa. Autorytarny reżim pokazuje pazury, nie wiadomo do końca jak moralna Europa powinna się zachować. Użyć sankcji ekonomicznych, czy raczej dać kredyt i ratować państwo przed wchłonięciem Białorusi przez Rosję. Na pewno potrzeba aktów solidarności z narodem białoruskim.
Niewątpliwie starsza siostra, z której raczkujące białoruskie ruchy demokratyczne chcą brać przykład, zauważa rozdział między autorytarnym rządem a obywatelami, którzy obrywają rykoszetem z każdym posunięciem, zarówno władz jak i sąsiadów. Chyba, że władze dedykują swe decyzje bezpośrednio społeczeństwu. W polskim zaciszu, gdzie można znaleźć zarówno opozycjonistów jak i studentów „kalinowców”, toczą się debaty: jak zaprowadzić zmiany, kiedy się to uda, czy w ogóle się uda, wzorować się na Polsce czy się nie wzorować. A jak się już uda, to co z tym zrobić? Może to trochę dzielenie skóry na niedźwiedziu, ale na pewno polska solidarność jest potrzebna białoruskim wojownikom.
Wieczór solidarności z narodem białoruskim, zorganizowany pod patronatem Urzędu Miasta Wrocławia pokazał, że troszkę jej jednak brak. Prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz nie pojawił się na spotkaniu, wieńczącym Dni Kultury Białoruskiej, z przedstawicielami opozycji. Nie było też drugiego przedstawiciela Urzędu Miasta Wrocław – Jarosława Brody, kierownika Wydziału Kultury. Właściwie reprezentacja opozycjonistów też była dosyć szczupła, bo pojawił się jedynie Andrzej Milinkiewicz z żoną, Inną Kulej. Zabrakło Stanisława Szuszkiewicza. W ramach rekompensaty w panelu uczestniczył były ambasador Polski na Białorusi Mariusz Maszkiewicz i malarz Aleksiej Maraczkin.
Czy demokratyczne zmiany mają szansę zaistnieć? „Potrzebny jest polski know how, szkolenia dla Białorusinów, by transformacja nie była zbyt bolesna” mówił prowadzący spotkanie Nikołaj Iwanow, prezes fundacji „Za Wolność Naszą i Waszą”. Doświadczenie przemian lat 90 w Polsce są ważnym przykładem dla białoruskich kolegów. Udało się w Polsce, mimo tego, że były chwile załamania i w tamtym okresie sen o demokracji był równie mglisty. „Trzeba na to pracować” mówił lider ruchu „O Wolność” Alaksandr Milinkiewicz. Pracować trzeba, ale z głową. Polski model nie jest przecież doskonały. Mariusz Maszkiewicz wskazywał na rozwagę w czerpaniu wzorców.
Wątek sankcji jest na językach zarówno prasy białoruskiej: niezależnej i prorządowej jak i zachodnich komentatorów. Decydenci głowią się jak ukarać, żeby było skutecznie i do tego solidarnie z narodem. Milinkiewicz wystąpił przeciw sankcjom ekonomicznym. „Nie da się wychować dyktatora”, mówił. Izolować z drugiej strony nie sposób, bo w niedługim czasie można by spodziewać się kolejnej prowincji rosyjskiej. Błąd w postępowaniu Unii Europejskiej wobec Białorusi to przykładanie zachodnich wzorców do wschodniego sąsiada. Łukaszenka nie przeprowadzi samowolnie demokratyzacji tylko pod wpływem lekkiego nacisku ekonomicznego, jakim są czarne listy. Również druga opcja: dialogu, musi być bardziej zdecydowana. W momencie, gdy reżim ma pole manewru zaczyna balansować, grać to ze Wschodem to z Zachodem.
Problem sankcji ekonomicznych, według Milinkiewicza polega na tym, że mogą one doprowadzić do zniszczenia Białorusi jako państwa. Szkody wyrządzone przez te sankcje mogą być wykorzystane przez propagandę i opinia publiczna może zrazić się przy kolejnych wyborach. Aleksiej Maraczkin, zaangażowany politycznie artysta-malarz, stoi po stronie sankcji. Przy sowieckim modelu gospodarczym takie kary odbiją się na dyktaturze, nie na społeczeństwie. W obecnej sytuacji, mimo sportowej kondycji zaangażowanych – im bardziej cisną, tym są mocniejsi – ludzie zaczynają się niecierpliwić. „Ani żyć nie dają, ani umrzeć nie można.” Łukaszenka przyrósł do krzesła, a zmiana jest potrzebna.
Jednak w społeczeństwie coś pęka. Ludzie zaczynają się budzić. Rewolucja dojrzewa sama, może nie da się ustalić jej daty, ale można ją przewidzieć. Poprowadzić odpowiednimi torami. Inna Kulej, przewodnicząca komitetu obrony represjonowanych mówiła o odczuwalnym wzroście solidarności między opozycjonistami, ale również solidarności płynącej z Polski i innych krajów zachodnich. Poparcie dla 600 zatrzymanych po 19 grudnia było ogromne, imienne (paczki z danymi osobistymi były wysyłane do więzień), bez strachu. Trochę inaczej niż przy wyborach z 2006 roku.
Może na „przewrót pałacowy” i rozłamy w obozie władzy nie ma co liczyć. Warto jednak wierzyć w społeczeństwo białoruskie, do tej pory przygłuszone strachem o pracę. Teraz, gdy nawet posada nie daje pieniędzy, a pieniądze towarów, ulice mogą w końcu się wybudzić. Po wyborach 19 grudnia proeuropejskie grono w społeczeństwie wzrosło z 37 do 52 procent. Można to odczytać jako sukces, bo ten trend idzie w parze z odzyskiwaniem świadomości narodowej, języka, odkrywaniu historii. „Czas rewolucyjny” to czas dla bohaterów. Bohaterom potrzeba solidarności. Jeden z gości, Kornel Morawiecki – przewodniczący Solidarności Walczącej – mówił, że solidarności potrzeba całemu światu. Nie tylko wolności i demokracji, ale wspólnej wizji lepszego świata, by móc mówić o nowej, wolnej Białorusi.
Karolina Słowik
fot. Grzegorz Małyga
***
Wieczór solidarności z narodem białoruskim odbył się 5 czerwca 2011 roku we Wrocławiu w ramach Dni Kultury Białoruskiej. Organizatorem była fundacja „Za Wolność Naszą i Waszą”.