Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą atak. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 kwietnia 2011

Frontowca Szulżyckiego (Smorgonie) przesłuchano w sprawie wybuchu

Aktywista Młodzieży BNF od 20 kwietnia przetrzymywany jest na posterunku. Poprzedniej nocy po raz drugi przeprowadzono w jego mieszkaniu rewizję.

Uładzimira Szulżyckiego 20 kwietnia wezwano do smorgońskiego oddziału prokuratury. Aktywista poinformował, że był przesłuchiwany w sprawie wybuchu w mińskim metrze.

Według relacji Szulżyckiego, śledczy zainteresowany był tym co działacz wie o wybuchu, co o ataku mówią ludzie, aczkolwiek najbardziej interesowały go zdjęcia, które Szulżycki zamieścił na swojej stronie w internecie. Na fotografiach Uładzimir Szulżycki pozuje z różnymi rodzajami broni z okresu II wojny światowej.

Chłopak musiał tłumaczyć funkcjonariuszowi, że zdjęcia te pochodzą z okresu, gdy wystąpił w filmie.

Następnie aktywista udał się na milicję, żeby wyjaśnić sprawę broni pneumatycznej, którą dzień wcześniej zakonfiskowali u niego milicjanci.

Później jego telefon już nie odpowiadał.

Rankiem 21 kwietnia matka aktywisty poinformowała, że w nocy w ich mieszkaniu odbyło się powtórne przeszukanie, z tym, że milicjanci pojawili się razem z Uładzimirem Szulżyckim. Skonfiskowali m.in. komputer.

21 kwietnia 2011, 10:50, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

czwartek, 14 kwietnia 2011

Hulak: "Władza nie powinna stosować niezgodnych z prawem metod"

Zapowiedziane przez Aleksandra Łukaszenkę po ataku bombowym w Mińsku przesłuchanie opozycyjnych polityków jest niezgodne z prawem - uważa przewodniczący Białoruskiego Komitetu Helsińskiego Aleh Hulak:

"Wyznaczanie zadań dla organów prowadzących śledztwo nie należy do kompetencji prezydenta. Należy zabronić białoruskim władzom prowadzenia takiej praktyki. Od tego są specjalne służby. Dziwnie wygląda również fakt, że można przedstawiać wersję o zaangażowaniu w wybuch opozycji, a wersję w której podejrzewa się o to władzę już nie. To dziwne podejście."

Według Aleha Hulaka, w państwowych mediach rozpoczęła się prawdziwa kampania propagandowa. Wyraża również zdziwienie faktem, że w państwowych środkach masowego przekazu, nie mówi się nic o wyrazach współczucia płynących z krajów Unii Europejskiej, zachodnich ambasad, Rady Europy a zauważa jedynie kondolencje wysyłane przez politycznych przyjaciół białoruskich władz.

Po mińskiej tragedii władze mogły by być bardziej umiarkowane w stosunku do swoich politycznych oponentów:

"Chciałoby się zobaczyć prawdziwą jedność, a nie histerię i słowa o piątej kolumnie... teraz najważniejsze jest przeprowadzenie śledztwa, publicznego, w graniach prawa, pokazanie białoruskiemu społeczeństwu, w jawnym procesie, kto tak naprawdę jest winien".

Fakt, że władza już teraz mówi, że sprawa jest rozwikłana, nasuwa pytania, ponieważ analogiczne oświadczenia pojawiały się już po wybuchach w 2005 i 2008 roku - zaznaczył Hulak i zaapelował do władz o to by działały w ramach procedur przewidzianych przez prawo.

14 kwietnia 2011, 12:37, Waler Kalinouski

Artykuł można przeczytać tutaj

wtorek, 12 kwietnia 2011

Po wybuchu w Mińsku: Kto jest winny?

Sądząc z relacji naocznych świadków wydarzeń oraz pierwszych oficjalnych komunikatów, wybuch na stacji metra "Kastrycznickaja" ["Październikowa"], to najbardziej krwawy atak do którego doszło za rządów obecnej władzy.

W lipcu 2008 roku w Mińsku, podczas koncertu z okazji Dnia Niezależności, wybuch ładunku domowej roboty, zranił ok. 50 osób, większość z nich odniosło jedynie lekkie obrażenia.

We wrześniu 2005 roku w Witebsku, w przeciągu tygodnia, doszło do dwóch wybuchów amatorskich ładunków. Obrażenia odniosło ok. 50 osób, w tym kilka zostało ciężko rannych.

Pomimo, że w obydwu wcześniejszych przypadkach, śledztwa w sprawie wybuchów otrzymały wysoką rangę (zostały objęte tzw. kontrolą prezydencką), to do dnia dzisiejszego pozostały niewyjaśnione.

Jak będzie ze znalezieniem winnych wybuchu na "Kastrycznickiej"?

Czy będzie to jedynie powód do masowych i w pewnym sensie pokazowych "czynności śledczych", w trakcie których tysiące lub nawet dziesiątki tysięcy osób znowu będą musiały się tłumaczyć gdzie byli i co robili w momencie wybuchu? Czy znów będą namierzać numery telefonów komórkowych tych osób, które w czasie wybuchu znajdowały się na stacji lub w jej pobliżu, tak jak się to działo po 19 grudnia 2010 roku? Czy znów będą pobierać odciski palców? Nie zebrali jeszcze odcisków z palców u stóp.

Jest mało prawdopodobnym by ludzie tym razem uwierzyli w takie "czynności śledcze".

Wydaje się, że tym razem, pod znakiem zapytania stoi nie tylko prestiż śledczych KGB czy Prokuratury Generalnej.

Nie da się nie zauważyć, że stacja "Kastycznickaja" znajduje się, niedalej jak 150 metrów od budynku, w którym urzęduje ten od kogo, jeżeli mu wierzyć na słowo, zależy spokój w kraju, nie tylko polityczny.

W państwie, w którym już dawno stracono rachubę ilu milicjantów, funkcjonariuszy KGB, informatorów przypada na jednego mieszkańca, nieuchronnie należy postawić pytanie - na co w tym czasie patrzyło to nigdy nie zasypiające, państwowe oko?

I nieuchronnie pojawia się kolejne, mocne, pytanie - dla kogo faktycznie wygodny był ten wybuch?

To pewne, że pojawi się ktoś kto wsakże palcem na wymieniony wyżej urząd. Czytając komentarze w internecie - już wskazuje.

A nie w internecie - należy znaleźć i pokazać ludziom prawdziwego winnego.

To uczynić jest trudniej, niż odkryć zamach stanu, kierowany przez ciemne siły zza wzgórza.

11 kwietnia 2011, 20:52, Blog Jana Maksimiuka

Artykuł można przeczytać tutaj