wtorek, 21 grudnia 2010

Neue Zürcher Zeitung: Prawdziwe oblicze Łukaszenki

„Poprzez takie traktowanie opozycji prezydent Łukaszenka pokazuje swoją prawdziwą twarz. Wolne wybory w jego kraju są niemożliwe”- pisze dziennikarz szwajcarskiego wydania «Neue Zürcher Zeitung» Stinger.

 „Nasza władza uznaje tylko jedno stanowisko – to jest stanowisko siły. Wybierano prezydenta – a wybrano cara, który troszczy się tylko o swoich synów i o to, jak napełnić kieszenie swoich urzędników”- cytuje gazeta słowa wypowiedziane nie tak dawno w Telewizji Białoruskiej przez jednego z dziewięciu kandydatów alternatywnych Witala Rymaszeuskiego, który znajduje się teraz w areszcie. Drugi z aresztowanych po wyborach kandydat, również poczas telewizyjnej transmisji na żywo pośrednio obarczył Łukaszenkę odpowiedzialnością za śmierć dziennikarza dysydenta. Wtedy- podczas kampanii wyborczej- atmosfera była swobodna i otwarta.

 „Ale- zaznacza «Neue Zürcher Zeitung»- wszystko to miało niewiele wspólnego z demokracją. Łukaszenka, który autorytarnie przewodzi krajem od 1994 roku, całkowicie kontroluje wszystkie instytucje polityczne oraz może pozwolić sobie na pewne ustępstwa podczas kampanii wyborczej. Wykorzystuje cały aparat państwowy tylko dla zachowania swojej władzy. Był pewien swojego zwycięstwa jeszcze przed tym, w tym przypadku również dzięki niepojednanej opozycji, która nie potrafiła się dogadać w sprawie jednego kandydata. No i Bruksela obiecała w przypadku sprawiedliwych wyborów trzy miliardy euro, zapominając całkowicie, że w systemie łukaszenkowskim absolutnie nie może być prawdziwie demokratycznych i wolnych wyborów”.

„Swoją prawdziwą twarz miński dyktator ujawnił po zamknięciu lokali wyborczych - pisze «Neue Zürcher Zeitung». – Służby porządkowe brutalnie obeszły się z opozycją. Kolejny raz świadczy to o wielkim wpływie komunistycznego totalitaryzmu na byłego kierownika sowchozu. Wciąż straszą go kolorowe rewolucje wraz z wszystkimi ich okropnościami. Choć Białorusi do nich daleko.”

Ponadto, jak zaznacza wydanie, w parę dni przed wyborami Łukaszenka znówu otrzymał poparcie Moskwy.

Według «Neue Zürcher Zeitung», problemem ruchu oporu na Białorusi jest to, że „ogranicza się on do elity miejskiej. W przeciwieństwie do Ukrainy, gdzie przynajmniej na jej zachodnich terenach istniała tradycja antysowieckiego odporności, na Białorusi ciężko liczyć na opozycję, w której można byłoby dostrzec pewną przeciwwagę dla obecnej władzy. Rozpad ZSRR tutaj wielu rozpatruje- nie bez wpływu rosyjskiego- jako tragedię. Świadomość narodowa na Białorusi jest słaba, brak jest tradycji państwowości. Miński autokrata jest bardzo popularny na prowincji.”

 „Łukaszence wciąż udaje się zachować na terenach postradzieckich swoją dobrą reputację przywódcy, jaki zapewnił swojemu narodowi wysoki poziom życia. Jak tylko runą podstawy tej popularności, runie również władza Łukaszenki. Jemu bardziej, niż kiedykolwiek, zależy na dobrych stosunkach z Zachodem i szczególnie na rosyjskim dopływie gazu i ropy. Łukaszenka ma doświadczenie w zdobywaniu korzyści poprzez grę z Moskwą i Zachodem. Od Rosji i w szczególności od UE zależy, czy będzie położony kres tej haniebnej grze”- kończy swój artykuł w «Neue Zürcher Zeitung» dziennikarz Cyrył Stinger.

21 grudnia 2010, 11:55, Nasza Niwa.

Artykuł można przeczytać tutaj.

Przemiana w Ceauşescę

Komentarz do ostatnich wydarzeń w Mińsku ukraińskiego analityka i obserwatora Radia Swabody Witala Portnikowa na stronie K2K News.

Pobici oraz zatrzymani kandydaci na prezydenta, hałas placu, krew na mińskim śniegu... Od polityka, który gra z Europą i mówi o reformach, który próbuje przeciwstawiać się rosyjskiemu dyktatowi, Alaksander Łukaszenka znów szybko powraca do „ostatniego dyktatora” starego kontynentu. Sądząc po tym co się dzieje, nie potrafi utrzymać władzy w inny sposób: człowiek, który pretenduje do szczególnej politycznej roli narodowego prezydenta, panicznie boi się własnego narodu.

Nie wiem, czy można być zdziwionym tym, co dzieje w białoruskiej stolicy w dniu wyboru prezydenta.

W końcu tak musi być, kiedy w centrum Europy polityk dąży do bezwarunkowego utrzymywania sie przy władzy, zmieniając pod siebie prawo oraz zmuszając obywateli do głosowania poprzez strach.

Tak i powinno być, jeżeli zachowanie władzy to dla Łukaszenki jedyny cel oraz cel całego władczego aparatu.

Jednak już w poniedziałek aparat – jeśli nie cały, to przynajmniej ważna jego cześć – zastanowi się nad tym, na ile warto zachowywać władzę dyktatora, który się starzeje i traci kontrolę. Poprzez tłumienie demonstracji na placu Niezależności oraz kolejne fałszowanie wyborów Łukaszenka znów pozbawił siebie możliwości manewru w stronę stosunków z Europą, znów stał się zakładnikiem przywódców rosyjskich, którzy go nienawidzą. W Moskwie zaś zawsze, kiedy Łukaszenka traci mozliwość manewru, podejmują aktywne działania w kierunku dekompozycji białoruskiej państwowości jako takiej oraz obniżenia autonomii władzy państwowej. To jest absolutnie niekorzystne dla Łukaszenki, ale być może, po prostu już nie pozostało mu inne wyjście. Jest to również niekorzystne dla ludzi, którzy za nim stoją, bowiem nikt z nich nie chce oraz nie będzie pracować w administracji Białoruskiego Okręgu Federalnego. Jest i jeszcze naród, który jest gotów wyjść na plac – i takich ludzi nie brakuje, ich liczba rośnie. Spośród tych ludzi coraz więcej jest tych, którzy wyrośli na Białorusi – młodych ludzi, dla których ojczyzną jest własnie Białoruś, a nie mityczny Związek Sowiecki czy Rosja.

Nic dziwnego, że każdej elicie białoruskiej po drodze z tym narodem. A Łukaszence – już nie.

Łukaszenka może utrzymać władzę jeszcze przez jakiś czas, ale prędzej czy później spotka się z przykrym odkryciem: zdradzą go jego ludzie. Oni, a nie pobity przez gorylów poeta Uładzimir Niaklajeu albo inni aktywiści opozycji są głównym niebezpieczeństwem dla „baćki”. Opozycjoniści mogliby zapewnić mu honorową emeryturę. Swoi – są zdolni wsadzić go do jakiegoś helikoptera, który wybuchnie gdzieś pod Żłobinem czy dostarczyć prezydenta do miejsca szybkiego lecz sprawiedliwego sądu narodowego. Alaksander Łukaszenka nigdy zresztą w takie scenariusze nie uwierzy. Nicolae Ceauşescu też do ostatniej chwili nie wierzył.

20 grudnia 2010, 15:16, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

AKCJA SOLIDARNOŚCI NA AKREŚCINIE



19:00-Aleksander Milinkiewicz i Ryhor Kastusiou odeszli już od budynku więzienia, ale nadal pozostają w pobliżu, odeszli tylko parędziesiąt metrów dalej do setek ludzi. Wśród nich jest dużo młodych, których bliscy znajdują się za kratkami.

Według Naszej Niwy, po akcji został zatrzymany Michaś Paszkiewicz.

18:50- Po ostrzeżeniach ze strony milicjantów działacz Michaś Paszkiewicz i Franak Wiaczorka nawołali wszystkich do odejścia od ściany więzienia na parędziesiąt metrów. Przed odwrotem, wszyscy pozostawili zapalone znicze na śniegu obok ściany.







Z inicjatywy Kastusiowa i Milinkiewicza uczestnicy akcji zaczęli skandować "Wolności!" i "Niech żyje Białoruś!". Jak powiedział Ryhor Kastusiou "niech nasi członkowie za kratkami nas usłyszą i zrozumieją, że myślimy o nich."

Po odejściu od ściany więzienia, młodzi odpalili kilka petard, zrobiwszy swojego rodzaju ukłon dla tych, którzy znajdują się teraz za murami więzienia. 





18:35- Zarząd mińskiej milicji zwrócił się do dziennikarzy, którzy przyszli pod więzienie. Powiedziano im, aby oddzielili się od uczestników akcji. "To jest nielegalne zgromadzenie i organy porządkowe użyją niezbędnych środków w takiej sytuacji"- powiedział przedstawiciel stołecznej milicji.

18:20- Koło więzienia na Akreścinie zebrało się około 200 osób. Wielu z nich trzyma w rękach znicze jako znak solidarności z więźniami politycznymi.

Są listy zatrzymanych na Akreścinie, ale mało która osoba znajduje wśród nich swoich bliskich. W szczególności Ryhor Kastusiou, który przyszedł szukać swojego syna, którego zatrzymano, osądzono i dziś otrzymał 15 dni, ale na liście się nie znajduję. Gdzie go szukać- nie wie. Milicjanci, którzy przyjmują więźniów, nie udzielili mu infomacji.



Jest tutaj poeta Aleś Razanau, reżyser Waler Mazynski, działacz młodzieżowy Franak Wiaczorka, Michaś Paszkiewicz.

Aleksander Milinkiewicz powiedział, że w ramach kampanii solidarności poczynając od dzisiejszego dnia zbierają fundusze dla osób, które uwięziono.

W szczególności, aby do siedziby partii BFL przynoszić ciepłą odzież, środki do higieny osobistej, które przydadzą się uwięzionym. Ryhor Kastusiou, odpowiadając na pytania dziennikarzy, opowiedział o tym,jak to on spędził dzień w więzieniu, co mówili ludzie, krórzy byli w celi, z jakim nastrojem wyszedł. Odpowiadając na pytanie "Svabody" jak on ocenia to, co się stało na Placu, rozbicie szyb, Kastusiou powiedział jednoznacznie "Prowokacja!" . Według niego, kiedy próbowali negocjować z funkcjonariuszami milicji, krórzy już wyszli, ludzie jacy wybijali okna, stali za ich plecami i raptem wszyscy zniknęli. Potem Kastusioua uderzyli w głowę i po tym niczego już nie pamięta.

Co do ilości zatrzymanych, to podczas ostatniej kampanii prezydenckiej w 2006 roku przywieźli tutaj około 500 osób-wcześniej stał tutaj jeden budynek, teraz dobudowali drugi i mogą przetrzymywać więcej jak tysiąc osób. Wiadomo, że wielu zatrzymanych po skazaniu wiozą do więzenia w Żodzinie. Co do warunków w więzieniu, to są one bardzo surowe. Jak mówi Kastusiou, jego syn zdołał zatelefonować i powiedział ze go cieżko pobili.
Osoby, które różnymi metodami przekazują informacje z miejsca uwięzienia, mówią że nie ma możliwości spotkania się z adwokatem, nie pozwalają się napić, jest źle z żywnością.



Spytano Aleksandra Milinkiewicza, czemu władza tak surowo traktuje ludzi , Milinkiewicz odpowiedział, że władzy po prostu puściły nerwy i przestarszyli się liberalizacji, tego że jej nie powstrzymają, dlatego wyruszyli-jak widać- powstrzymać ją, nie pozwalając się rozwinąć.

Wielu pytało Aleksandra Milinkiewicza, czemu jego zdaniem rząd rosyjski odwrócił się od innych kandydatów na prezydenta i postawił na Aleksandra Łukaszenkę. Milinkiewicz odpowiedział, że nigdy nie spodziewał się czegokolwiek dobrego ze strony Władimira Putina i podkreślił, że droga Białorusi nie wiedzie na Wschód , ale do rodziny europejskich narodów. 

21 grudnia 2010, Radio Svaboda. 

Reportaż można przeczytać tutaj.

Milinkiewicz wezwał do przyjścia na Akreścina.

Lider ruchu "O wolność" Aleksander Milinkiewicz zaapelował dzisiaj na swojej konferencji prasowej o to by przyjść o godzinie 18:00 pod budynek więzienia przy ulicy Akreścina.

Milinkiewicz powiedział, że kieruje ten apel nie tylko do polityków, ale do wszystkich obywateli Białorusi, którzy pokażą w ten sposób swoje poparcie dla kandydatów na prezydenta i uczestników akcji 19 grudnia, którzy znajdują się za kratami.

Według Milinkiewicza w taki sposób można zatrzymać rozkręcającej się machinie represji ze strony władz.

Wiktar Iwaszkiewicz w imieniu sztabu kandydata Andreja Sannikaua oświadczył, że rozpoczęła się zbiórka pieniężna dla osób, które zostały poszkodowane w czasie wydarzeń 19 grudnia. W pierwszej kolejności pieniądze te zostaną przekazane na opłacenie prawników - powiedział Iwaszkiewicz.

W konferencji prasowej wzięli udział również Ryhor Kastusiou, Aliaksiej Janukiewicz, Leu Marholin, Wiaczasłau Siłczyk.

21 grudnia 2010, 11:45, Уладзімер Глод (Uładzimier Hłod)

Artykuł można przeczytać tutaj

Milinkiewicz: "Nikt nam nie pomaga tak jak Polska"

Powiedział o tym lider ruchu "Za wolność!" dzisiaj na konferencji prasowej, odpowiadając na pytanie Radia Svabody: jak się odniosi do słów Jarosława Kaczyńskiego?

Jak już powiadamiała "Svaboda", lider partii "Prawo i Sprawiedliwość" powiedział, że polityka polskiego rządu w stosunku do Białorusi "poniosła porażkę".

Aleksander Milinkiewicz oświadczył:

"Nie podzielam tego punktu widzenia o porażce polskiej polityki, mimo że w każdej polityce znajdą się braki. Polacy, poczynając od 2006 roku, wspierają nasze społeczeństwo i media, jakie działają na Białorusi, bardziej niż reszta krajów Unii Europejskiej. Mamy wsparcie "Białsatu", a to bardzo kosztowny projekt, mamy wsparcie dzięki Radiu Racyja. I do dzisiajszego dnia- niezważając na to, że studentów w ostatnich latach coraz rzadziej się wyrzuca z Uniwesytetów za udział w akcjach politycznych- jest kontynuowany program Kalinowskiego. I wcale się nie kurczy. Polski premier powiedział, że nawet kiedy już nie będzie represjonowanych, to chce zachować ten program, aby brały w nim udział utalentowane osoby z Białorusi, które mogą nabyć wiedzę według programów europejskich w europejskich Uniwesytetach.

I znówże Polska razem ze Szwecją są inicjatorami programu "Wschodnie Partnerstwo". Uważam, że ten program jest również ważny dla Białorusi mimo, że kraj jak dotąd nie skorzystał z możliwości, jakie mu daje."

21 grudnia 2010, 14:24, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.

Dziennikarze za kratkami. Jeden z nich głoduje.

Fotokorespondent petersburskiej gazety "Mój rejon" Aleksander Astafieiw zatrzymano 19 grudnia w Mińsku i po skazaniu na areszt, ogłosił strajk głodowy.

20 grudnia został skazany na 10 dni aresztu, nie wezwawszy do sądu przedstawicieli Ambasady rosyjskiej. Pomimo tego, że Aleksander wykonywał swoje obowiązki zawodowe, sąd skazał go jako uczestnika akcji. W sumie,  zgodnie z Białoruskim Stowarzyszeniem Dziennikarzy, 19 grudnia zostało zatrzymanych 25 dziennikarzy.

Wiadomo, że skazano dziennikarzy: Tacianę Bublikawą- na 10 dni aresztu, Illę Kuzniacou na 15 dni aresztu, Dźmitryja Halko na 10 dni, Julię Rymaszeuską- rzeczniczkę prasową Niaklajeua- na 13 dni.

Część zatrzymanych dziennikarzy wypuszczono po sprawdzeniu przez milicję lub w sądzie. Gdzie znajdują się kolejni z zatrzymanych dziennikarzy- niewiadomo.

Iryna Chalip z moskiewskiej "Nowej Gazety", żona kandydata A. Sannikaua i Natalia Radzina z opozycyjnej strony "Charter97" znajdują się w areszcie w KGB.

Fotokorespondent petersburskiej gazety "Mój rejon" zatrzymany Aleksander Astafieiw i skazany na 10 dni aresztu, rozpoczął strajk głodowy. Informuje o tym fakcie "Echo Petersburga". Dziennikarz nalega na spotkanie z przedstawicielami Ambasady rosyjskiej.

21 grudnia 2010, 11:57, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.

Stany Zjednoczone nie uznają wyników wyborów na Białorusi

Biuro prasowe Białego Domu wydało oświadczenie "O wyborach białoruskich i przemocy politycznej". Mowa w nim o tym, że USA nie mogą uznać prawomocności wyników wyborów prezydenckich na Białorusi w dniu 19 grudnia i nawołują do natychmiastowego uwolnienia wszystkich zatrzymanych.

Przedstawiamy pełen tekst oświadczenia:

Stany Zjednoczone Ameryki zdecydowanie potępiają działania władz białoruskich, skierowane celem zduszenie procesów demokratycznych i niewspółmierne użycie siły wobec działaczy politycznych, działaczy społecznych, uczestników i dziennikarzy. Nawołujemy do natychmiastowego uwolnienia wszystkich kandydatów na prezydenta i setek protestujących, którzy zostali zatrzymani 19 i 20 grudnia.

Stany Zjednoczone Ameryki nie mogą uznać prawomocności wyników wyborów prezydenckich, jakie ogłosiła Centralna Komisja Wyborcza 20 grudnia. Wyrażamy swój żal tym, jak to wyraźnie pokazała misja obserwatorów OBWE, że niewielki postęp w środowisku politycznym przed wczorajszymi wyborami nie doprowadził do wolnego i sprawiedliwego wyniku czy jawnego liczenia głosów.

Jestesmy również zaniepokojeni dowodami na to, że funkcjonowanie niezależnych mediów było naruszone i nawołujemy rząd Białorusi przyjął środki w celu ochrony dostępu swoich obywateli do wolnych mediów. 

Podkreśliliśmy we wspólnym oświadczeniu USA i Białorusi z 1 grudnia o dalszym rozwoju stosunków z poszanowaniem praw człowieka ze strony rządu Białorusi wraz z demokratycznymi procesami.

Działania ostatnich 24 godzin ukazały jednak wyraźne kroki wstecz ,co do kluczowych kwestii w naszych stosunkach z Białorusią.

20 grudnia 2010, 22:17, Radio Svaboda.

Artykuł można przeczytać tutaj.