środa, 9 listopada 2011

Belarus Press Photo 2011 we Wrocławiu

Inicjatywa Wolna Białoruś, Urząd Miasta Wrocław, Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego, Białostocki Ośrodek Kultury oraz Towarzystwo Amicus
zapraszają na wernisaż wystawy o godzinie 18.00
„Belarus Press Photo 2011”, którą otworzy laureat Grad Prix – Siarhiej Hudzilin
oraz na koncert białoruskiego zespołu Nagual o godzinie 19.30
23 listopada 2011,
Centrum Kultury "Zamek" w Leśnicy

Wystawa zdjęć konkursowych „Belarus Press Photo 2011” - która potrwa od 23 listopada do 7 grudnia 2011 roku - ważna jest w kontekście zbliżającej się pierwszej rocznicy wydarzeń 19 grudnia, kiedy to w Mińsku brutalnie rozprawiono się z opozycją podczas wieczoru wyborczego. Większa część zdjęć – łącznie z pracą Siarhieja Hudzilina, która zdobyła Grand Prix – nie mogą zostać pokazane na Białorusi, ze względu na ich zabarwienie polityczne. Mimo trudnej sytuacji politycznej, z którą zwykle utożsamiamy „Błękitnooką”, warto przyjrzeć się warstwie dorobku duchowego, który jest wspaniały, acz nieodkryty dostatecznie przez Zachód. Duża część wystawy odnosi się właśnie do sztuki i kultury, tradycji i obrzędowości Białorusinów. Laureat nagrody Grand Prix, fotoreporter białoruskiej gazety „Nasza Niwa” Siarhiej Hudzilin będzie gościem honorowym wernisażu.

Wstęp na wystawę jest wolny

Nagual to muzyka eksperymentalna skupiająca ośmioosobowy zespół muzyków. Założyciel i lider – Leonid Pavlionok to ciągle poszukujący multiinstrumentalista o niezwykłej wyobraźni muzycznej. Wśród instrumentalistów znajduje się m.in. klarnecista i bębniarz grający na kongo. Styl muzyczny, określany jest przez nich jako etno-punk, łączy w sobie brzmienia gitarowe i wpływy szamańskie. Nagual w Polsce skupia niemałe grono publiczności, stale współpracując z warszawską Zachętą.

Wstęp na koncert:
18 zł w przedsprzedaży/
25 zł w dniu koncertu

Więcej informacji o sprzedaży biletów na stronie www.wolnabialorus.pl

***

Patronem honorowym imprezy jest dwumiesięcznik „Nowa Europa Wschodnia” i „New Eastern Europe” oraz Urząd Marszałkowski Województwa Dolnośląskiego

Patronat medialny: POKA POKA Wrocław, Studente.pl, Don’t Panic Wrocław, Bialorus2010.blogspot.com



niedziela, 6 listopada 2011

Kto jest drugi po Łukaszence?


Komu przypadnie ster władzy w przypadku odejścia Aleksandra Łukaszenki? Komu się on formalnie należy, a komu nieoficjalnie? Przedstawiamy najbardziej wpływowe osoby z otoczenia prezydenta Białorusi.

Michaił Miasnikowicz

Jeżeliby zajrzeć do przepisów prawa, to artykuł 15 ustawy „O Prezydencie Republiki Białoruś” mówi: W przypadku opróżnienia urzędu Prezydenta lub niemożności sprawowania przez niego funkcji, z przyczyn przewidzianych w przepisach konstytucji, jego obowiązki i pełnomocnictwa przechodzą na osobę pełniącą funkcję premiera. Jednocześnie, wybór prezydenta powinien odbyć się nie wcześniej niż 30 i nie później niż 70 dni od opróżnienia urzędu”.

W ten sposób, człowiekiem który formalnie zastępuje prezydenta Łukaszenkę na stanowisku głowy państwa, jest premier Michaił Miasnikowicz. Miasnikowicz to urzędnik z długim stażem – pracował jeszcze w aparacie politycznym BSRR.

Jednocześnie, Michaił Miasnikowicz, podobnie jak poprzedni premierzy, skupia się zwłaszcza na sprawach ekonomicznych i socjalnych.

Warto zauważyć, że podczas poprzednich wyborów prezydenckich, opozycyjni kandydaci chcieli właśnie z premierem negocjować odsunięcie od władzy Aleksandra Łukaszenki. Ludzie zgromadzeni na Placu Niezależności domagali się spotkania z ówczesnym premierem, Siarhiejem Sidorskim, który mógłby przejąć władzę w kraju w razie porażki Łukaszenki.

Wówczas ten plan się nie udał, Sidorski nie wyszedł do demonstrantów, co więcej sam stracił stanowisko szefa rządu.

Rubinau, Andrejczanka, Miklaszewicz

Gdy w kwietniu 2010 pod Smoleńskiem rozbił się polski samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie, kierownictwo w państwie przejął Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski.

Formalnie, przewodniczący Rady Republiki Zgromadzenia Narodowego (wyższa izba parlamentu) jest trzecią osobą w kraju. Obecnie funkcję tę sprawuje 72-letni Anatol Rubinau.

Przez większość swojego zawodowego życia Rubinau zajmował się nauką. Już za czasów Łukaszenki pracował jako zastępca kierownika prezydenckiej administracji. Rubinau znany jest ze swoich radykalnych, prawie stalinowskich, poglądów. 

Przewodniczącym Rady Republiki Rubinau został później, po przejściu Borysa Batury do mińskiego komitetu wykonawczego. Dla Rubinaua miejsce w parlamencie to ciepła i wygodna posadka. To praca, która nie nastręcza problemów, a przynosi dochody i przywileje.

Podobnie wygląda sytuacja z przewodniczącym niższej izby białoruskiego parlamentu, czyli Izby Reprezentantów Zgromadzenia Narodowego, Uładzimirem Andrejczanką. Dla niego także miejsce w parlamencie było nagrodą za wierną służbę w obwodzie witebskim.

Z formalnego punktu widzenia, Rubinau i Andrejczanka są osobami kierującymi władzą ustawodawczą na Białorusi. Parlament jednak nigdy nie staje na przeszkodzie realizacji propozycji wysuwanych przez prezydenta czy rząd.

Jeśli zaś chodzi o władzę sądowniczą na Białorusi, to kierownictwo nad nią znajduje się w rękach przewodniczącego Sądu Konstytucyjnego, Piotra Miklaszewicza. Dziś rola, urodzonego na Wileńszczyźnie, Miklaszewicza wydaje się być zupełnie niezauważalna, jednak może gwałtownie wzrosnąć w przypadku zaistnienia nadzwyczajnej sytuacji w państwie.

Wiktor Łukaszenka

Starszy syn Łukaszenki zajmuje skromną posadę asystenta głowy państwa w kwestiach bezpieczeństwa. Jednak w związku z tym stanowiskiem to właśnie on otrzymuje informacje o wszystkich i o wszystkim co dzieje się w kraju.

W niepamięć odeszła już niechęć i rywalizacja między KGB i milicją, która miała miejsce za czasów Szejmana. Obie struktury znajdują się obecnie we władaniu Wiktora Łukaszenki. Prokuratura generalna, Komitet śledczy, Centrum operacyjno-analityczne, Straż Graniczna – one również znajdują się pod kontrolą ludzi z otoczenia syna prezydenta.

Wiktor Łukaszenka, za zgodą ojca, praktycznie skoncentrował w swoich rękach władzę nad głównymi strukturami siłowymi kraju.

Uładzimir Makiej

To jeden z najbliższych współpracowników prezydenta Łukaszenki. Pełni funkcję kierownika jego administracji. Makiej ma realny wpływ na podejmowane decyzje, cieszy się zaufaniem Aleksandra Łukaszenki.

Agent wywiadu, włada językiem angielskim i niemieckim. Przypadła mu rola pośrednika z Zachodem.

Wszyscy, którzy znają Uładzimira Makieja, zwracają uwagę na jego inteligencję i spryt, z pomocą których dotarł do tak wysokiego stanowiska. To właśnie Makieja nazywano autorem polityki „liberalizacji”, którą wdrażano na Białorusi w latach 2008-2010.

Żadobin i Zajcau

W przełomowych, historycznych momentach, władzę w państwie często przejmuje wojsko. Przykładów daleko szukać nie trzeba.

Po rewolucji w Egipcie, gdy odsunięty od władzy został prezydent Mubarak, władzę w państwie przejęła Rada Najwyższa Sił Zbrojnych, na czele której stanął minister obrony Hussein Tantawi.

W białoruskim społeczeństwie armia nie cieszy się takim autorytetem i prestiżem jak w krajach arabskich. Łukaszenka również zabezpiecza się powołując na posadę ministra nienajlepsze osobistości.

Obecnie ministrem jest Juryj Żadobin, który nie może mieć żadnych politycznych ambicji związanych z Białorusią, ponieważ urodził się poza jej granicami. Wcześniej urząd sprawował Leanid Malcau, cieszący się autorytetem, zniszczonym w końcu przez Łukaszenkę, który publicznie zarzucił mu pijaństwo i usunął go ze stanowiska.

Prestiżem i jednocześnie władzą cieszy się natomiast Komitet Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). Jego kierownik, Wadzim Zajcau, nie dawał powodów dla podważania jego lojalności. Za to KGB otrzymuje niemal nieograniczone uprawnienia, o czym świadczą nowe przepisy prawa „O organach bezpieczeństwa państwa”. Zresztą, Zajcau, podobnie jak minister spraw wewnętrznych Kuliaszou, nie są rodowitymi Białorusinami.

5 listopada 2011, 19:04, Źmicer Pankawiec

Artykuł można przeczytać tutaj


piątek, 28 października 2011

Aresztowano Julię Ściapanawę, uczestniczkę akcji solidarności w metrze

Według doniesień przyjaciół dziewczyny, 28 października dostała ona od dzielnicowego wezwanie na milicję. Od tego czasu nie ma od niej żadnych wiadomości.

Te same źródła informują również, że milicja poszukuje wszystkich uczestniczek akcji solidarności z więźniami politycznymi, która odbyła się 26 października na dworcu kolejowym oraz w mińskim metrze.

"Milicjanci chodzą po mieszkaniach" - twierdzą.

***

Także dziś, w Mińsku, aresztowany został aktywista ruchu "O Wolność", Źmicer Andrejczuk. Działacz został zatrzymany przez milicję gdy rozklejał na przystanku plakaty ze zdjęciami z marszu w Kuropatach który odbył się w 1988 roku.

***

W dniu dzisiejszym wydany został również wyrok w sprawie Ramana Kiśliaka, który sądzony był za to, że chodząc ulicami Brześcia, informował przez megafon o sytuacji więźnia politycznego Alesia Bialackiego. Sędzia Ała Winahradawa zasądziła wobec niego grzywnę w wysokości 350 tysięcy rubli.

28 października 2011, Radio Svaboda

Artykuły można przeczytać tutaj, tutaj i tutaj.

piątek, 21 października 2011

Protest na Placu Październikowym: sprzeciw wobec ciemności

21 października w Mińsku odbyła się akcja solidarności z więźniami politycznymi. Została ona zorganizowana przez aktywistów kampanii społecznej „Europejska Białoruś”.

W piątek, w stolicy Białorusi, doszło również do prewencyjnego zatrzymania potencjalnych uczestników akcji.

18:55

Jak informuje korespondent „Naszej Niwy”, do chwili obecnej, na Placu Październikowym pojawiło się kilkudziesięciu przedstawicieli prasy. Dostrzec można również „tajniaków”, w podwórkach stoją milicyjne autobusy. Dostęp do Placu jest swobodny. Uczestników akcji ciężko jest na razie odróżnić od zwyczajnych przechodniów.

19:09

Rozpoczęły się zatrzymania. Uczestnikom akcji udało się odbić, z rąk funkcjonariuszy w cywilu, jednego z młodych ludzi. Doszło do krótkiej bójki. Innego z uczestników ludzie próbowali uwolnić aż do momentu doprowadzenia go do autobusu, jednak ta próba nie powiodła się. Zatrzymanym jest Aleksander Wałancewicz, działacz „Europejskiej Białorusi”. Pewna kobieta próbowała pokazać ulotkę z napisem „Wolność dla więźniów politycznych”, jednak tajniacy wyrwali ją z jej rąk.

Na Placu, w miejscu prowadzonej akcji, znajduje się ogółem około setka ludzi, w tym dziennikarze i milicjanci. Uczestników jest około 20. Rozmawia z nimi Ihar Jausiejeu.

19:13

Według doniesień naszego korespondenta uczestnicy akcji motywowani są nie tylko troską o los więźniów politycznych, ale również sytuacją ekonomiczną kraju – szczególnie wzrostem cen.

19:16

Od początku akcji zablokowane są strony charter97.org, svaboda.org i belaruspartisan.org, a także portal społecznościowy VKontakte.

19:18

Pułkownik Jausiejeu dał uczestnikom akcji dwie minuty na rozejście się. Dziennikarzom poradził odsunięcie się na bok i wezwał poprzez radio autobus. Na Placu przebywa około 50 uczestników akcji.

19:30

Na Placu póki co jest spokojnie. Groźby sprowadzenia autobusu pozostały tylko groźbami. Na akcji pojawiły się matki Iryny Chalip i Andreja Sannikaua. Od razu znalazł się przy nich Jausiejeu i poinformował, że nie jest to miejsce do spotkań.

19:37

Na Placu Październikowym zostało ok. 15-20 uczestników akcji. Ludzie zaczynają rozchodzić się do domów.

19:42

Fotoreporter Naszej Niwy, Siarhiej Hudzilin, mówi, że podczas zatrzymania aktywisty, milicjanci nadzwyczaj brutalnie obchodzili się z fotografami: bili ich po nogach, nie oszczędzali sprzętu fotograficznego, popychali.

19:46

Ponownie rozpoczynają pracę niedostępne podczas akcji strony i portale internetowe.

21 października 2011, 18:59-19:46, Nasta Szamrej

Artykuł i zdjęcia Siarhieja Hudzilina można znaleźć tutaj

czwartek, 6 października 2011

Daszkiewiczowi zezwolono na spotkanie z rodzicami

Lider "Młodego Frontu", Źmicer Daszkiewicz, otrzymał zezwolenie na widzenie z rodzicami. Do spotkania ma dojść w przeciągu miesiąca - informuje strona organizacji "Młody Front".

"Według relacji adwokata, w sensie fizycznym Daszkiewicz na nic się nie uskarża, jednak z psychologicznego punktu widzenia odczuwa on pewien nacisk" - powiedziała agencji BelaPAN, obrończyni praw człowieka, Nasta Łojka.

Źmicer Daszkiewicz został przeniesiony do kolonii w Głębokim 27 września tego roku.

Aktywista został skazany na 2 lata pozbawienia wolności za rzekomy wybryk chuligański. Sąd uznał, że 18 grudnia 2010 roku, Źmicer Daszkiewicz, wraz z innym działaczem "Młodego Frontu" Eduardem Łobauem, pobili na ulicy Mińska dwóch przechodniów.

Daszkiewicz i Łobau nie przyznali się do winy, a także oświadczyli, że całe zdarzenie było prowokacją służb specjalnych, zaplanowaną na dzień przed wyborami prezydenckimi na Białorusi.

6 października 2011, 11:47, Radio Svaboda

Artykuł można przeczytać tutaj

środa, 5 października 2011

Spotkanie z Natalką Babiną w Poznaniu

Białoruska pisarka i dziennikarka, Natalka Babina, pod koniec października odwiedzi Poznań oraz Piłę. Autorka przybędzie do Polski na zaproszenie wydawcy swojej ostatniej powieści pt. "Miasto ryb", Domu Wydawniczego Rebis.

Spotkanie autorskie w Poznaniu odbędzie się w środę, 26 października 2011, o godzinie 18:00.

Miejsce: Piwnica Farna pod blaszanym kurem

pl. Kolegiacki 14/15


Zapraszamy!!!

Więcej o autorce

środa, 28 września 2011

Ocalić Sannikaua i Daszkiewicza

Zaniepokojenie stanem zdrowia i warunkami życia Andreja Sannikaua i Źmitra Daszkiewicza wyraziły dzisiaj żona byłego kandydata na prezydenta, Iryna Chalip oraz obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa. W trakcie odsiadki, w stronę obu więźniów politycznych kierowane były groźby pozbawienia życia lub zdrowia.

Iryna Chalip rozmawiała z adwokatami męża zaraz po tym, jak w poniedziałek oraz wtorek, spotkali się oni ze swoim klientem w więzieniu w Mohylewie:

„Sytuacja wygląda tak, że mogę z całym przekonaniem stwierdzić, że jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo. Takie samo zagrożenie odnosi się także do lidera Młodego Frontu, Źmitra Daszkiewicza. Najnowsza informacja, jaką wczoraj otrzymała od mojego męża pani adwokat, brzmi: Ratujcie Daszkiewicza wszelkimi sposobami, nawet prośbą o ułaskawienie. Inaczej on nie przeżyje.”

Od 20 września, Andrej Sannikau przebywał w witebskim więzieniu, gdzie celę dzielił właśnie z Daszkiewiczem. Inny więzień z tej samej celi, Dawydowicz, ostrzegł aktywistę, że ten będzie miał poważne problemy w więzieniu w Hłybokim, że prawdopodobnie zostanie tam zabity.

Iryna Chalip: „Jedyna dobra wiadomość jest taka, że Daszkiewicz zrezygnował już z głodówki. Mój mąż powiedział, że aktywista jest w strasznym stanie, jest bardzo chudy, nie miał jedzenia ponieważ nie dostarczano mu paczek gdy był w kolonii karnej”.

Jak twierdzi Iryna Chalip, podobne pogróżki usłyszał również Andrej Sannikau. Miały miejsce później, gdy przebywał już w więzieniu w Mohylewie. W celi wraz z nim umieszczono skazanego Hryhorjewa, który zdradził, że podchodzili do niego ludzie ubrani po cywilnemu, którzy radzili, by był ostrożny siedząc w jednej celi z Sannikauem, bo może on zostać „zabity lub poważnie ranny”. Pozostali więźniowie z celi potwierdzili słowa więźnia, według relacji I. Chalip: „zaczęli mówić: tak, Andreju Alehawiczu, do Bobrujska to pan już nie dojedzie. My pana nie zamierzamy zabić, ale sam pan rozumie, prowokacje mogą być różne. Mogą pana przenieść do innej celi, gdzie będą pana bić, a nawet zabiją. To chyba nietrudno wytłumaczyć – no, więzień zabił innego więźnia. Zdarza się”.

Po tych wydarzeniach Sannikau nie spał przez dwie noce bojąc się ataku w trakcie snu. Zapisał się na wizytę w administracji więzienia, jednak bez rezultatu. W tym czasie, przez cały tydzień, Iryna Chalip próbowała dowiedzieć się w departamencie ds. egzekucji kar, gdzie przebywa jej mąż. W końcu, w poniedziałek, przyznano, że znajduje się on w Mohylewie, do którego udał się już jego adwokat, który napisał pismo do administracji więzienia. W piśmie tym zawarł obawy o życie i zdrowie Andreja Sannikaua. Wówczas, byłego kandydata na prezydenta Białorusi, umieszczono w pojedynczej celi. Iryna Chalip, w związku z zaistniałą sytuacją, zwróciła się wprost do kierownictwa systemu penitencjarnego Białorusi:

„Zwracam się do nich: obywatele naczelnicy, zaprzestańcie dokonywania przestępstw, nie bierzcie na siebie zabójstwa, ciężkich pobić, przerwijcie ten ‘chaos’. Koniec końców i tak będziecie za te czyny odpowiadać. Opamiętajcie się i przestańcie represjonować mojego męża. Przenieście go z powrotem tutaj, gdzie odbywa karę”.

Na chwilę obecną nie wiadomo kiedy Sannikaua umieszczą w Bobrujsku. Obecnie na przeszkodzie stoi rzekomy remont drogi. Iryna Chalip zaznacza, że od jej męża nie wymaga się pisania próśb o ułaskawienie, jak to miało miejsce w przypadku innych więźniów politycznych. Zastanawiając się nad motywami takiego nacisku na męża, Chalip domyśla się, iż może chodzić o doprowadzenie go do takiego stanu, by sam poprosił o ułaskawienie lub by całkowicie zniechęcił się do polityki.

Chalip jest przekonana, że władza, wypuszczając pod naciskiem Zachodu, szereg więźniów politycznych, rozpoczęła jednocześnie jakąś niezrozumiałą, długotrwałą grę z tymi, którzy zostali w więzieniach, w tym z byłym kandydatem na prezydenta Białorusi, A. Sannikauem, Dz. Wusem, M. Statkiewiczem. Od tego ostatniego już od dwóch tygodni nie ma żadnych wiadomości.

Żona Sannikaua jest przekonana, że sytuacja jest krytyczna. Zgadza się z nią obrończyni praw człowieka Alena Tankaczowa:

„Rozumiemy, że coś odbywa się w stosunku do tej grupy ludzi, jednak nie wiemy co. Być może jest to ostatnia próba złamania ich, środkami psychologicznymi a także siłą fizyczną. Nie wiemy co się dzieje, ale odnotowujemy nasilenie presji, które wzbudza nasze ogromne zaniepokojenie”.

28 września 2011, 14:24, Waler Kalinouski

Artykuł można przeczytać tutaj